Filterki /Filters

Podczas swej szychty w sklepie stacjonarnym Labuna.pl sławetny @Lukmasterbrewing na nowy rodzaj filtrów zrobionych z włókien* Bananowca Manilskiego (łac.Musa textilis Nèe) vel abaki był mnie naperswadował.

za http://www.identify.plantnet.org

Odnalazłem w sobie wenę by porównać smak tej samej kawy w podobnym gramażu i temperaturze parzonej oraz w jednakim driperze Melitta wymoszczonym trzema różnymi bibułkami.

Cafec , Mocca Master n°4, Tchibo.

1.Fitr Tchibo

Pokusiłem się być bioeko i kupiłem filtry niewybielane. Używa się ich ok lecz niestety mimo dwukrotnego przelania wodą oddają naparowi nieco „papierowego” posmaku.

2.Mocca Master

Używam od lat. Przywykłem. Klasyka jest klasyka.

3.Abaca firmy Cafec

Filtr jest jakby grubsiejszy. Bardziej puchaty. Może to apteczne złudzenie** kubeczków smakowych ale myta Kenia wyszła jakby gładsza, krąglejsza w strukturze i nieco słodsza. Gites dynks.

rozkwit/blooming

Mimo iż bananowe wsady są płytsze, nie przeszkadza to w zalewaniu kawy nawet w dość potężnym driperku.

Jako pointa trzy karty*** zauważnone w przejeździe bramowym na Śródmieściu Południowym.

* robi się z nich min. liny okrętowe i powrozy

przykładowe wykorzystanie powroza/an exemplary use of the rope

** czytelnicy Wiecha wiedzą co i jak

*** „Czarna przegrywa, czerwona wygrywa. Każdy szczęściu dopomoże, każdy dzisiaj wygrać może!” F.Dolas

tekst&fotki**** : http://www.panodespressorysuje.art

**** oprócz pierwszej

English shortcut :

Having a moment of time, I tried out three different filters for pourover coffee. I used the same coffee (washed Kenya) with the same weight, temperature and Melitta filter.

  1. Unbleached eco/bio Tchibo gave the some „paper” aftertaste
  2. Mocca Master is a non-interfering taste classic . I have been using for years.
  3. Abaca* (Manilla Banana fibers) by Cafec are thicker, as if fluffy. The infusion comes out sweeter with a rounder, silky body. Great stuff.

All photos (except 1) , drawing & text by: http://www.panodespressorysuje.art

* Also ship lines and ropes are made from abaca

Na grzyby

Dawno , dawno temu u mych kawowych początków Sensei Paweł S.* klarował mi w Kafejonie** Filtry , że posmak grzybów w kawie to może niekoniecznie. W skrócie ziarno podchodzące podgrzybkiem czy nawet borowikiem ceglanoporym to spore fu jest.

VII.2003 piątek

Raz jeden czy drugi taka kawa mi się na mieście przytrafiła. Wypiłem takie pieczarkowe espressko z podniesionym czołem i pewnym zaciekawieniem.

Dzisiaj w Kafejonie Kawałek dałem się namówić na przelewa na zagrzybionej Kolumbii Tirina El Vergel odmiany Geisha ze znakomitej palarni Manhattan***. Zagrzybionej jednak szlachetnie i celowo podczas procesu fermentacji zarodnikami Koji****.

Struktura naparu jedwabiście gładka. W smaku kwiatowa, z Earl Greyem i mandarynkami. Jak bym nie wiedział co piję to w ciemno postawiłbym na świetną , klasyczną Etiopię. Morał z tej opowiastki płynie taki , że grzyb grzybowi nierówny. Na grzyby więc! Albo do Kawałka!

II.2022 poniedziałek

* obecnie Kafo w Gliwicach

** niezręcznie spolszczone grecki καφενείο

*** na ich ziarenkach piłem jedno z najlepszych espressek w życiu

**** takie grzybki do przygotowania min. sosu sojowego i sake

Tekst , zdjęcie i rysunki : http://www.panodespressorysuje.art

English version soon.

Próbki, sampelki, dramy…

Tradycyjnie próbka dostanej kawy musi się odleżeć*.

Ziarenka z fiolki, o których nic nie wiem, trafiły do mnie podczas grudniowej wizyty w Zaparz Mnie. Wypalił je właściciel kawiarni Michał.

Po zmieleniu trafiły do Aeropressu i zaparzone zostały metodą à la wolna amerykanka z preinfuzją. Zapach ziaren przed rozdrobnieniem był przepięknie kawowy. W smaku i aromacie rozgościły się kandyzowane truskawki i słodziutkie tangerynki. Gites.

Kolejna porcja od Michała to Kenia Juliet AA z palarni Five Elephant z Kreuzburga.

Podobnie jak poprzednia pozycja potraktowana została Aeropressem.

Zawartość ćmielowskiej porcelanki była jak w opisie – kwaśna, owocowa i słodka. Dobry towar.

Dla odmiany personalnej od Pana Baristy PJ przyjąłem, wiedząc o nieco zdezaktualizowanym czasie jaki minął od wypalenia, próbkę Kolumbii odmiany Mandela z regionu Valle del Cauca z farmy La Esperanza w obróbce Hybrid Natural z rumuńskiej palarni Sloane.

Po przelaniu ukazały się niemal jeszcze soczyste nuty owocowych landryn, mango, melona.

Szkoda, że ziarenka już miały swoje lata** bo smaki były nieco „przykużone” a byłaby to torpeda.

Czwarta kawa trafiła do mnie z rąk Pani Baristki MA . Była to słynna*** Gwatemala Finca Las Codornices z regionu Huehuetenango.

Kawa odmiany Pacamara/Marago w obróbce honey/natural sygnowana przez Autor Coffee nie skradła mi serca****.

Było w niej sporo prażonego słonecznika, orzechów i nieco rozwodnionych, bliżej niesprecyzowanych owoców. Drugie parzenie wyszło podobnie. Widocznie potrzebny był do wydobycia pełni smaków jakiś klucz*****.

* bo jak powiedział sąsiad A.Stasiuka „Wstałem bo nie mogłem już leżeć”

** a na pewno miesiące

*** trudno uniknąć sławy mając w nazwie Huehuetenango

**** ani niczego innego np. trąbki od roweru. O jej przydatności w przygotowaniu kawy pisałem tutaj: https://kucharzpolski.wordpress.com/2020/04/23/gwaltownych-uciech-i-koniec-gwaltowny/

***** albo wytrych w postaci dokładnych wytycznych co do gramażu na litraż, grubości mielenia, temperatury wody, czasu parzenia czy innych ppm-ów

Zdjęcia/photos : http://www.panodespressorysuje.art

Sorry my English or résumé:

Samples & drams

I got four samples in the last month. And here’s what came out of them.


Number 1

Mysterious coffee roasted by Michał from Zaparz Mnie Cafe. Infused in an aeropress, it brought flavors candied strawberries and sweet tangerines. And the wonderful „coffee” smell of unground beans. Yummy.


Number 2

Kenya from the Five Elephant Roasters from Kreuzburg, Berlin prepaired by Zaparz Mnie also went to Aeropress. It was sour, fruity and sweet. Great stuff.

Number 3

Colombian Mandela varieties from Valle del Cauca from La Esperanza farm ,Hybrid Natural process from Romanian Sloane Roastery. Given by Mr Barista  PJ . A bit old (but I knew it) . From drip tasted fruit candies, mango & melon.

Number 4

From Lady Barista MA . Guatemala Finca Las Codornices from the Huehuetenango region. Coffee of the Pacamara/Marago variety in honey/natural process from V60 signed by Author Coffee did not steal my heart. It had a lot of roasted sunflower seeds, nuts and slightly watered undefined fruits. The second trial was similar.  Apparently a special key was needed to bring out the full flavors.


It’s veeeery nice&kawaii to get samples. And soooo good!

Listopad, niemal koniec świata. Parę minut do zmierzchu. Schroniłem się w kawiarni. Siadłem tyłem do światła.

Trochę w tytule wpisu , którym jest cytat z utworu „Listopad” Świetlików, znajdziecie Drodzy Czytelnicy prawdy i nieprawdy. Do zmierzchu było jeszcze kilka godzin , które i tak minęły szybko jak minuty, no i nie uciekałem od światła. Z tym końcem świata to już lepiej bo według kryteriów mieszkańców lewobrzeżnej Warszawy Kamionek z Kawiarnią No i Co są odległe niemal jak dowolny biegun* . Podobnie jak palarnia kawy Coffea Circulor z norweskiej wyspy Tromøya. Nie wspominając o miejscu pochodzenia ziarenek – krainie zwanej Panama.

Kiedy przyczłapuję do jakiegoś kafejonu cieszę się najbardziej napotkawszy na paczuszkę z nieznanej mi dotąd palarni. W tym wypadku radość podwójna** bo i z Coffea Circulor nic dotąd nie piłem a i „norweska” Geisha jakiejś nieprawdopodobnej jakości się trafiła – 95pkt!

Wyekstrahowana przez V60 trafiła najpierw na kawiarniany parapet a iż nastąpiła przerwa w dżdżu to na zewnętrzny stolik***.

Napar smakowo mocarny. Z jednej strony samo ziarno miało w sobie wiele dobroci, która podkręcona została 120h beztlenową fermentacją. Była w niej i winność (Temperanillo?) , cierpkość agrestu, niedojrzałych truskawek a wszystko to dopełnione słodyczą ananasów, brzoskwiń i borówkek . Czysta radocha dla podniebienia.

* choćby ten , który odkrył/znalazł Kubuś Puchatek

** radość potrójna bo za sterami zastałem Asię z Szefowych jedną. Kłaniam się w pas Wam Obu.

*** o żeby był tak klimat na kawiarenkowe ogródki przez cały rok

Sorry my English or résumé.

I am most happy when I come to the cafe and try coffee from an unknown roastery. It was also the case recently. In Warsaw’s No i Co Café, I stood face to face with 95 points Panama Geisha roasted by Coffea Circulor Tromøya , Norway.

On the one hand, the grain itself had a lot of goodness, which was boosted by 120 hours of anaerobic fermentation. There was plenty of wine (Temperanillo?) taste , also the tartness of gooseberries, unripe strawberries, all complemented by the sweetness of pineapples, peaches and blueberries. Pure joy for the palate. Splendid!

Tyle mi zostało co mi nakapało.

Dobrze jest wdepnąć w Lublinie do legendarnej KapKap Café. Można tam spróbować nie tylko ziarenek od Auduna lub Coffee&Sons ale zdarza się też , że któryś ze stałych bywalców przywiezie kawę z jakiejś dalekiej podróży. Ostatnio natrafiłem na taki radosny moment , że w V60 przelewała się akurat Etiopia Diima Bedessa świeżo przybyła z egzotycznej Irlandii.

At KapKap Café in Lublin

Kawa w obróbce naturalnej z odmian Welisho i Dega wyszła super klasycznie. Pełna Earl Greya i pomarańczy . Lekka , zwiewna i kwiatowa. Palce lizać. A pod tiramisu jeszcze lepsza.

PS w tytule cytat z piosenki o bimbrze Krzysztofa Daukszewicza

PS2 na zdjęciu dla zmyłki paczuszka Kolumbii.

Sorry my English or résumé:

In Lublin at KapKap Café I got possibility to try brewed in V60 excellent Ethiopia Diima Bedessa from a Dublin Roastery-Full Circle. Natural process beans, varietals Welisho&Dega, brought clean taste of Earl Gray, oranges and jasmine. So goood! especially with accopaniament of tiramisu cake.

Skąd Litwini wracają?

Skąd to wiadomo a po trasie podrzucili do lubelskiej Zony* paczkę mytej Rwandy z wileńskiej palarni Taste Map.

Mimo sąsiedztwa litewskie nowofalowe kawy nie trafiają zbyt często do naszych filiżanek więc tym większa radość. Smak kandyzowanych czereśni, moreli**, karmelków i cytrusów towarzyszył mi niemal do samej Wawuni.

Dobrze się w deszczu popijało.

* siostrzany lokal ParZony z italską kuchnią i świetnym kawowym barem pod pieczą Pana Konrada – klasyka lubelskiej trzeciej fali, współzałożyciela KapKap Café.

** niekandyzowanych

Palarnia nr 36/2020

Oslo na Kamionku

Tim Wendelboe to duża ryba w kawowym świecie. Jego oslańska* kawiarnia to miejsce pielgrzymek kawoszy z różnych zakątków świata. Na szczęście by spróbować jego kaw nie trzeba jechać do Danii. W kamionkowskim kafejonie No i co serwują i espresso

i przekrój przelewów.

Cóż by rzec – super zarówno espresso z Kolumbii** jak i V60 na Kenii. Gładkie, czyste , aromatyczne. Jedyny minus, że w naczynkach za szybko pokazuje się dno.

* znaczy się z Oslo

** choć jeśli ktoś nie preferuje wysokiej kwasowatości to ma problem

Ps Nie , w No i co nie serwują kawy w kubkach Radiowej Dwójki. To mój prywatny co by zminimalizować ilość kubeczków na wynos, choćby nie wiem jak ekorecyklingowe były.

Kap Kap Café

Jest w Lublinie kawiarnia Kap Kap i byłem święcie**** przekonany, że to pierwszy lubelski nowofalowy kafejon. Samouświadomiłem się iż pierwsza jednak była Heca Café a szlaki przecierała nieistniejąca Kafka*.
Jak by to tam historycznie nie było moim numero uno jest Kap Kap. W młynku zwyczaj Audun bądź Kawa od Synków*****. Dziś jednakże przytrafiło się Burundi
20200717_110010

z absolutnie mi nie znanej prawdopodobnie warsiaskiej palarni Number Coffee.

20200717_110019

Przelew** , który trafił do filiżanki***

20200717_113815

był mocno świeży , cytrusowy z orzechowym finiszem. Wielce przyjemna infuzja.

Palarnia nr 26/2020

* pamiętam z bytności w Kafce przed 7-8 laty jak pani baristka mieliła sobie kawę na zapas.
** V60
*** niesamowite jak firma Loveramics zmonopolizowała rynek ceramiki kawowej.
**** nie mieszajmy może jednak do mych przekonań żadnych świetych, jeszcze okażą się pamiętliwi…
****** Coffee&Sons z Biłgoraja

Słowo o gangusach z NY

Natknąłem się w Lublinie na nowy kafejon. Może nie tak to było bo trochę wcześniej zaanonsował mi w ten czy inny sposób swoje istnienie.  Dla ciekawskich mają  dripa i chemexa. Creamy Cafe się zwą. I oczekując na zestaw ze zdjęcia nr dwa zacząłem przeglądać książkę pod której tytułem film widziałem dziesięć razy co najmniej.  I był tam na jednej ze stronic początkowych wtręt o kawie* .

20191029_111648

I gdy nadeszła na nogach Pani Kawiarki zamówiona , przelana czarna Gwatemala Antonio Cośtam** z palarni Johan&Nyström „bez cukru ani śmietanki” poczułem się przez oka mgnienie  jak  mafijny boss Paul Vario -jedna z postaci  powieści „Chłopcy z Ferajny”.

20191029_103258

Popełniłem niestety sensoryczny błąd lub inne fopa i zamówiłem serniczek smakowity acz zbyt intensywny jak na dodatek do kawy z przelewu , który przykrył zdaje się , że bardzo zacną Gwatemalę. Bywa…

*kawa to po Śląsku kafyj. Intrygujące, czyż nie?
** zamiast Cośtam możecie wstawić Cardona. W obróbce myta jak by co.