Cafe à la Turka. Rozdział drugi.

B&M Coffee – uliczną kawiarnię , sklep z kawowymi akcesoriami i palarnię kawy w jednym mijałem w Stambule regularnie.

Zawsze przyciągała moją uwagę bo i kawa pachniała i ibriki się mieniły i ziarna się też mieniły i kusił sahlep*.

Raz popatrzyłem jak się parzy kawę :

raz po nocy zapiłem doskonałą uliczną przekąskę aż wreszcie udałem się na zakupy

w postaci paczuszki świeżutko wypalonej i drobniutko zmielonej specjalności zakładu.

W proporcjach 7g/60g kawa trafiła do kupionego** na obrzeżach Bazaru Egipskiego tygielka

i trochę*** jak na powyższych filmikach**** została podniesiona z odrobiną cukru na trzy.

I po każdej razie po trochu wlewana do filiżanki. Czyli jak by nie licząc też na trzy.

Wspaniała – uwierzcie na słowo.

* przez cały pobyt nie udało mi się spróbować tego przysmaku. Trzeba będzie wrócić.

** po nieumiejętnym targowaniu jakieś 16 złych. Bardzo funkcjonalne i estetyczne zarazem połączenie stali i miedzi.

*** trochę, bo na gazie a nie w piasku i trochę, bo bez tej zachwycającej zręczności Mistrza Rytuału

**** specjalnie dla Was Drodzy Czytelnicy założyłem konto na YT byście mogli tę kawową magię na własne oczy zobaczyć

Ibrık

Niedziela to doskonały dzień na kawę z tygielka. Zwłaszcza że niedawno przybyła do mnie wprost ze starodawnego Egiptu paczuszka kofeiny z kardamonem. Nie patyczkując się więc zbytnio* zagotowałem na trzy magiczny pył** z odrobiną cukru.

Al Yemeni Coffee A.D. 1940 była tak pyszna jak oczekiwałem. Intensywna, gęsta, aromatyczna. Pycha.

Po wypiciu wysłałem*** zdjęcie pustej filiżanki do najsłynniejszej w okolicy wróżki.

http://www.panodespressorysuje.art

I oto co z niego wyczytała:

„Czeka Cię podróż do miasta nad wodą” . Oby się nie myliła bo chętnie bym gdzieś podreptał.

* tylko odrobinę

** tak drobniusieńko ziarenka były zmielone

*** usługi „onlajn” dotknęły również branżę wieszczo-wróżebną

Tekst, rysunek , zdjęcia : http://www.panodespressorysuje.art

Ahwa Mazbut

Taka radość. Przyleciała mi w szarość i dżdżystość warszawskiej zimy kawa wprost z antycznego Kairu. I to nie byle jaka bo z kardamonem ze starodawnej* palarni Wardet El Yemen Coffee. Trafiła do powyższego tygielka z odrobiną cukru co by była mazbut** i zaparzyła na tradycyjne trzy podniesienia.

A następnie powędrowała do filiżanek w towarzystwie nieco napoczętych*** egipskich słodkości. I tym sposobem wieczorową porą nastąpiła chwila rozkosznej dekadencji. HOWGH!

* wiek tej kawowej firmy to 100 minus 3 lata

** a nie zijada albo mada

*** nie doczekały w całości zaparzenia kawy. Imperatyw nadgryzienia był zbyt silny.

PS. można by zapytać czemu jeden Bóg jest większy niż drugi. To chyba dzięki kawie.

My GOD is bigger than yours.

PS 2. Choć z Bogami nigdy nic nie wiadomo.

Zdjęcia i rysunek/ photos&illustration http://www.panodespressorysuje.art

Straight from an ancient Cairo splendid coffee* with cardamom came to wet&gray winter Warsaw. I used ceramic cezve/kanaka to brew it with sugar to get sweet version called mazbut. It was decadent goodness especially with some Egyptian sweets.

* from Wardet El Yemen Coffee

PS It is interesting question why some Gods are bigger than others. Maybe thanks to coffee. Although with the Gods you never know.

Zima w tygielku

Za oknem, mimo wczorajszego* Międzynarodowego Dnia Śniegu, szaruga, słota i absolutny brak bieli. Na szczęście zostało mi w torebce 27 gramów Kolumbii ze stanu Huilla , odmiany Purple Catuarra w obróbce** Citric Washed, które zostały ubrane*** przez palarnię Story Coffee Roasters we wdzięczną nazwę Magic Winter.

Powyższe zdjęcie może sugerować, że po zmieleniu ziarenka zostały zaparzone**** w tygielku*****. I macie rację Drodzy Czytelnicy ulegając tej sugestii.

Kawusia sztos. Albo petarda. Albo bengalskie ognie. Liczi, imbir kandyzowany, czekulada . Nie mogłem odżałować, że to już finito ziarenek.

* albo przedwczorajszego

** także skomplikowanej jak T-06. Kawa w pierwszej fazie fermentuje (plus dokarmianie procesu cukrem) w zbiorniku z dodatkiem cytrusów (różne są szkoły od 72-190h) a potem następuje kontrolowana fermentacja samych ziaren przez 150h . Cukier w ziarnach powinien osiągnąć poziom 6° Brixa a Ph nie powinno spaść poniżej 4.

*** i wypalone

**** były parzone też w driperze i Aeropressie. Wychodziło intensywne liczi, trawa cytrynowa i mleczna czekolada.

***** zwanym dżezwa, della, raqwa, turka, ibrik, cezve

Zdjęcia/photos: http://www.panodespressorysuje.art

Sorry my English or résumé:

Winter in briki

Last 27grams of Colombia Purple Catuarra, Citric Washed process from Story Coffee Roasters I prepaired in ibrik. Necessarily with a little bit of white sugar. Coffee was full of lychee, candied ginger and milk chocolote. „Good…Good…” as one famous Imperator has said. So sad that it was a finish of package.

Sobota z dżezwą

Sobota* to dobry dzień na kawę w tygielku.

Zanim ją ugotowałem przyrządziłem mieszankę z końcówki sześciu kaw z !Fest Coffee Mission** w skład weszły dwa Hondurasy, dwie Etiopie i o dziwo również dwie Gwatemale.

Na 150ml wody użyłem 19 gramów kawy i łyżeczkę cukru i „zagotowałem” na trzy podniesienia.

Cóż rzec. Pycha. I goryczka . I słodycz. I owocowa kwasowość. Pycha.

* inne dni są równie dobre na dżezwę ale dziś akurat sobota

** pisałem o nich tu: https://kucharzpolski.wordpress.com/2021/12/25/fest-coffee-mission/

Zdjęcia/photos: http://www.panodespressorysuje.art

Sorry my English or résumé.

Saturday is an excellent day for ibrık/cezve. I prepaired blend of Ethiopian, Honduras and Guatemala beans from green bean distributor !Fest Coffee Mission. 150 ml of water, 19 grams of coffee and teaspoon of sugar. Boiled to three raisings. Coffee was delish. A bit bitter , sweet and fruity sour. Yeah!

FUNKY FUNKY!

Paczuszkę* Rwandy Muhabury** dostałem do przetestowania  podczas wrześniowego Warsaw Coffee Marketu.  Napis na opakowaniu sugeruje espresso jako wymarzoną do tej kawy technikę zaparzenia ale jest to klasyczny omniroast. Ziarenka z 72godzinnej beztlenowej fermentacji przepuściłem przez co tam mam domu.


Było parzenie i w Aeropresie i driperkach i na szybko we Frenczpresie.

Blooming w driperze Melitta

Za każdym razem uderzała skondensowaną owocowością (liczi, marakuja) , posmakiem soku z trzciny cukrowej, mlecznej czekolady i whisky z regionu Highland – zwłaszcza Aberfeldy (ale też anCnoc i Deanston).

Foto w Raj Piwosza Beer&Wine Garden Warszawa

Na deser nieco zbyt grubo zmielone Funky Espresso trafiło do dżezwy. Przygotowałem na trzy podniesienia z odrobiną cukru.

W naparze podbiła się kwasowość w stronę limonek i białych porzeczek . Dobrze została zbalansowana cukrem i odrobiną goryczki. Good…Good… jak mawiał pewien Imperator.

Podarunek (wielkie dzięki Michale w. !!!!) sprawił mi wiele sensorycznej radości zwłaszcza że smakowa nuta „fermentacyjna” nie zdominowała całości aromatów a tylko je pięknie dopełniła.

* 400 gramów to niezła paka a nie paczuszka

** super fairtradowej z http://www.1000hillsproducts.com

Sorry my English or résumé:

Anaerobic Rwanda Muhabura from 1000hillsproducts.com dripped & aeropressed brought intensivity of tropical fruits (passion fruit&lychee) , cane sugar juice, milk chocolate and notes of whisky from Highland (especially Aberfeldy , anCnoc & Deanston). Omniroasted Funky Espresso brewed in ibrik/cezve with a bit of sugar become more citrus dry but still very „Good…Good…” as famous Imperator has said.

Burma Shave

Paczuszkę Myanmy (po kolonistycznemu Birmy) dostałem od jej pomysłodawcy Łukasza „Lukmasterbrewinga”* podczas wrześniowego Warsaw Coffee Marketu.

Obiecałem,  że zmasakruję ją na swoim blogu więc to czynię.
Paczuszka bioeko i co sobie życzycie z pięknymi ilustracjami młodego , mjanmaskiego twórcy @heinsnothein’a skrywa w sobie ziarenka** w obróbce naturalnej wypalone przez świdnicką Palarnię Blend.
Kawę młem na różne grubości :

zmieniałem temperatury parzenia, gramaż na litraż i sposoby parzenia. Po przez rozmaite dripery :

Aeropress:

oraz tygielek*** :


Co prawda nie znalazłem smaku, o którym opowiadał mi Pan Autor ale frajdę miałem przednią obserwując jak przy rozmaitych zmiennych ta sama kawa pokazuje swoje różne, apetyczne oblicza.
Od bardzo wytrawnych agrestowo, rabarbarowo , gorzkoczekoladowych do pojawienia się dojrzałych brzoskwiń , moreli i gruszek. Intrygująca kawa acz niełatwa , potrzebująca odnalezienia klucza**** do swojej słodyczy. 


* lukmasterbrewing.wixite.com/bang

** Hopong, Ho Hwayt

*** smakowała z dżezwy najlepiej

***** albo po prostu użycia dobrej wody , bo jak mawia Sensei Paweł Siemaszko ” Woda jest najważniejsza”

PS w tytule wpisu tytuł piosenki Toma Waitsa. W tekście oprócz slowa Birma nie sposób znaleźć czegokolwiek związanego z kawą ale to kapitalny utwór.

Sorry my English or résumé:

I got a packet of Myanmar coffee from its author Łukasz (lukmasterbrewing.wixite.com/bang) during Warsaw Coffee Marketu. The coffee was roasted by Blend Coffee Roastery and the artwork was done by @heinsnothein. Not easy beans I brewed  in various ways with interest, observing how the taste of the infusion changed.  (see photos above). The flavor varied from dry rhubarb and dark chocolate to ripe pears and peaches. I liked it best when it was brewed in ibrik. Really worth to try.

ΕΛΛΗΝΙΚΟΣ ΚΑΦΕΣ

Przybyła do mnie drogą morską, powietrzną i trochę perpedes kawa z wyspy czerwonych młynków*.

Kawa miała radosną i wręcz cyrkową rekomendację autochtonki imieniem Penelopa** (Πηνελόπη) , której nie interesowały żadne przysmaki tylko paczuszka z brazylijską arabiką w dłoni właściciela marketu Alexandros w Elios.

Zmielone na pył ziarenka zaparzyłem na dwa razy z minimalną ilością cukru w ceramicznym tygielku (μπρίκι)

Tradycyjnie*** nie uniknąłem wykipienia odrobiny.

Po przelaniu naparu do filiżanki pozostało mi cieszyć się smakiem**** wprost z greckiego kafejonu*****

* raczej wiśniowego. Albo spłowiałoburgudnowego. Czy też brązowawego. W jakimś tam odcieniu czerwieni.

** ale nie TA Penelopa. Tamta mieszkała na Itace.

*** wszak „Tradycja zobowiązuje”!

**** poziom cukru pomiędzy σκετο a μέτριος

***** choć po prawdzie to bardziej kafenejo (καφενειο) ale kafejon brzmi nieco lepiej.

PS kawa ze zdjęcia przypłynęła na Skopelos z portowego miasta Wolos.

Sorry my English or résumé:

A little package of ground on fine „Greek” Brazilian Arabica flew to me (and it came a bit) from the Island of Skopelos
It was recommended in a circus way by the local Lady – Mrs. Penelopa. I brewed it in a ceramic μπρίκι/briki/ibrik/cezve with a little add of sugar . It came out like a real Greek café (καφενειο) . A brand of this coffee is located in the city&port Volos.

There’s a glass of punch below your feet and an angel at your head There’s devils on each side of you with bottles in their hands You need one more drop of poison and you’ll dream of foreign lands

O synergii kawy i rumu już pisałem ale temat smakowity więc po raz trzeci do niego wracam. Tym bardziej , że wszedłem w posiadanie ziarenek beztlenowej Kolumbii El Limon naturalj, na której startowali zawodnicy podczas Mistrzostw Polski Aeropress A.D.2021. Kawę dwukrotnie zabulgotałem w tygielku* w proporcji 1 gram/8ml. Pod nią wybrałem w Tawernie Raju Piwosza** na warszawskim Gocławiu panamski rum Ron Abuelo powstały z kupażu kilku rumów siedmioletnich.

Tygielkizacja zabrała nuty umami, które pojawiały się w Aeropresie. Podbita została wytrawna cytrusowość i intensywność bardzo gorzkiej czekulady. Znikła słodycz ale tu właśnie pojawił się znakomity alkohol o smaku baklawy zanurzonej w miodzie z finiszem pełnym świeżości soku z trzciny cukrowej, tropikalnych owoców i mandarynek. Z jednej strony zawartości obydwu szklaneczek mocno ze sobą kontrastowały a z drugiej zakomicie ze sobą współgrały. Taka radość.

PS w tytule fragment utworu „The Sickbed of Cuchulainn” grupy The Pogues z LP „Rum Sodomy& the Lash” 1985.

* zawartość dżezwy doniosłem galopem do celu by nie wystygła zanadto.

** któremu to Rajowi dziękuję za pomoc w postaci szklaneczki rumu , użyczczeniu flaszki tegoż oraz szkła typu glencrain wraz ze scenografią do fotografii. Jesteście w deseczkie i debeściaki!

Sorry my English or résumé:

Another meeting of rum and coffee took place in bodega’s Raj Piwosza.  This time, natural Colombia El Limon* anaerobic fermentation and 7-year-old Panamanian Ron Abuelo stood on one table, in two glencrain glasses.
The coffee brewed in Ibrik / cezve was dry, citrusy with lots of dark, dark chocolate.  This flavor is perfectly balanced with the sweetness of baklava, honey, the intensity of tropical fruits, mandarines and fresh sugar cane juice.  Pure joy.


Thanks a lot Raj Piwosza for help in creating the post.  YOU ROCK!!!

  • * from Polish Aeropress Championship 2021 by Cophi.Solutions .

Silne zaburzenia Mocy

Dziś było nie było Dzień Gwiezdnych Wojen. Aby to zacnie uczcić postanowiłem kawę z tygielka. I to nie byle jaką bo Kolumbię odmiany Mandela z naturalnej obróbki, z farmy Café Granja la Esperanza, wypaloną przez @dearjudges.coffe a wybraną przez http://www.lukmasterbrewing.wixsite.com/bang .

W miarę drobno zmielone ziarenka wsypałem do zagotowanej w dżezwie wody (na syryjską modłę) w proporcji 1:10*. Z ciutką cukru.

No i pojawiły się tytułowe silne zaburzenia** Mocy***. Zdjęcia rozkwitającej cremy nie chciały się robić piękne i apetyczne a i kawa próbowała nader szybko z ibrika starała uciec.

Dopiero nieoceniona pomoc Dartha Vadera definitywnie okiełznała sytuację.

Przelałem napar do filiżanki, skosztowałem i poczułem jakieś niedopowiedzenie. Dosypałem nieco jeszcze białej śmierci i kawusia była rozkitła idealnym bilansem tropikalnej cytrusowości, goryczki i słodyczy a uszu dobiegł jakże miły i zadowolony głos Imperatora – „Good….Good…”

*proporcja czego do czego dla domyślnych Czytelników

**pewnie gdzieś w okolicy pałętał się Obi One Kenobi

***tej z Ciemnej Strony jak najczarniejsza kawa

Post Scriptum:

Sorry my English or résumé

Colombia Mandela natural from Café Granja la Esperanza from co-production of @lukmasterbrewing & @dearjudges.coffee prepaired in ibrik/cezve with a little help of Darth Vader & Dark Side of Force & a bit of sugar. Ratio 1:10. Great balanced tropical fruits, bitterness and sweetness of Dark Side of Force.