Takie Miejsce

Śmigając Okrzei ulycą mignęła mi witryna nieznanego lokalu sugerująca kawę na kilka sposobów . Podreptałem więc hyżo pod numer 7 do Takiego Miejsca .

Obrazki nie kłamały bo kafejon oferuje i klasyczne pozycje i przelewy i kawę po wietnamsku.

Na bardzo fajny stolik , pachnie mi polską szkołą projektową , wjechał drip na naturalnej Ugandzie Mont Rwenzori SL28 , SL14 z Number Coffee.

Kawa była lekko owocowa, lekko czekoladowa. Fajno , że na Pradze Północ objawiła się nowa kofeinowa miejscówka.

Sorry my English or résumé:

A new café – Takie Miejsce has appeared at Praga Północ Warsaw. They offer classic coffes, pour overs and aVietnamese one. I ordered driped Uganda Mont Rwenzori natural from Number Coffee Roastery. Slightly fruity , slightly choco. Quite nice . It is great to find a new coffee place. PS And they got great tables.

Wra­cał Ma­rek z No­wo­li­pek, naj­spo­koj­niej szedł, wtem mu ce­głę ja­kiś ty­pek sprze­dał za 100 zet.

Cegły to już raczej na Nowolipkach nie kupicie* ale żeby się pocieszyć możecie wdepnąć do świeżutkiego** kafejonu p.t. Dobra Materia pod nr 13.

We wnątrz jasno, przestronnie, minimalistycznie, Państwo Baristy w deseczkie. Jednym słowem aligancko.

Do kubeczka trafiła nadwyraz owocowa Gwatemala z Java Coffee jako efekt działania ekspresu.

A przy drugiej wizycie poprosiłem o przelew. Wybòr padł na Kolumbię El Vergel Huila z bydgoskiej palarni Audun Coffee , z której ziarna będą podstawą oferty Dobrej Materii.

Smakowała tropikalnymi owocami i mleczną czekoladą. Mocno podchodząca.

Jako że i smakowało i ucieszyło oko zostało mi prócz kolejnych odwiedzin trzymać kciuki aby nowy kafejon na stałe wpisał się w kawowy krajobraz Warszawy.

*bo wszystkie poszły na budowę ściany a kawy z menu znacznie poniżej tej kwoty.

**”Świeży aż przemawia” jak to się mawiało zachwalajac towary na warsiaskich targowiskach i bazarach. Zaś kawiarnia otworzyła się na publikę w okolycach Maja 3-go .

PS tytuł wpisu zaczepnąłem z wiersza Jana Brzechwy „Milicja”

Pardon my English or résumé:

At newest café in Warsaw (opened 3rd of May) – called Dobra Materia (Good Stuff) : juicy espresso Guatemala from Java Coffee Roasters and dripped Colombia Huila El Vergel from Audun Coffee Roastery. Tropical fruits and milk chocolate. Lots of tasty.

PROLOG : 1.«wstępna część utworu literackiego lub scenicznego» 2.«jazda na czas poprzedzająca etapowy wyścig kolarski lub będąca pierwszym etapem takiego wyścigu»

Tak głosi Słownik Języka Polskiego PWN. I żyłem sobie w błogim przeświadczeniu, że prolog można albo przeczytać albo obejrzeć. Aż tu nagle, zajrzawszy do Kawiarni Forum, Prolog wypiłem.

Do kubka trafiło myte, organiczne Peru Selva Andina poddane działaniu Aeropressu.

Napar z kopenhaskich ziarenek wyszedł jak na metodę parzenia nadwyraz delikatny. Mandarynki, cytryny i orzechy ale w wersji bardziej brut. Kawa dobra bardziej na upał ale zachęcająca mimo aury do pobróbowania innych wypałów dokonanych przez potomków duńskiego księcia* .

*tego, któremu Horacio słowa te na ostatnie pożegnanie podarował : „Now cracks a noble heart. Good night sweet prince:  And flights of angels sing thee to thy rest.”

tekst&foto : http://www.panodespressorysuje.art

 
 

Of all the wives as e’er you know, Yeoho! lads! ho! There’s none like Nancy Lee, I trow, Yeoho!

Po pięciu**** latach śródmiejski lokal kawowo-wegański Nancy Lee przeniósł się na lepszą stronę Wisły*.

W przestronnym , jasnym , nieprzeładowanym wnętrzu (ceglana ściana zawsze robi robotę)

zamówiłem espresso . Nie zdziwiło mnie zbytnio, że w młynku był Honduras. Jednak nastąpił zwrot ku palarni Coffee Lab z Javy.

Gęste body , piękna crema. Dużo tropikalnych owoców i czekolady. Weszła ze smakiem. Kolejnego dnia dwa coffeelabowskie przelewy były zagrane Meksyk i omatuchnozapomniałemcopiłem. Obydwa gites. No i dobra pogawędka z dawno niewidzianym Panem Strzykawą.

* wyrosło na Grochowie i Kamionki prawdziwe nowofalowe zagłębie kawowe w liczbie pięciu kafejonów w promieniu półtora rzutu kaszkietem

Ps. W tytule wpisu fragment australijskiej pieśni z 1917roku „Nancy Lee”** duetu Stephen Adams & Fred Weatherly

** nie wiem czy z tego utworu Paweł zaczerpnął inspirację do nazwy kawiarni , choć pewnie najraczej*** od duetu Nancy Sinatra & Fred Hazlewood

*** choć nie wykluczone, że od tytułu piosenki zespołu Vintage Trouble

**** takie mam dwa wspomnienia z popijania espresso w ogródku Nancy Lee – wędrujący Swoim szlakiem Mistrz Konwicki oraz dnia innego mgnienie muchy***** znakomitego performera Cezarego Bodzianowskiego.

***** takiej pod szyją

Do utraty tchu

To było tak. Jak błyskawica wpadłem do Rzeszowa na kawę po drodze****. Wiedziałem o istnieniu Kawy Rzeszowskiej i tam skierowałem pierwsze kroki

Lokal przyjemny acz nieco przykurzony*. Na stole wylądowały flatwhite, pojedyncze espresso i przelew dnia.

Płaskiej bieli nie spróbowałem ale podobno „spoko na jakiejś takiej bardzo owocowej kawie” , espresso wielce przyjemne natomiast szybki przelew na Kostaryce z Tu Cafe niestety rozwodniony**. Szkoda.

Wychodząc z podwórza właściwie nie sposób ominąć Coffeinę.

Przyjazny oku wystrój a w espressie Gwatemala od Roastainsów.

Bardziej niż zacna z piękną cremą i solidnym body.

Szybkie zerknięcie w internety uświadomiła mi , że rzut beretem*** od powyższych odnajdę kawiarnię Dziarski Barista.

Na barze – przepięknym , z zielonych ceramicznych płytek, króluje cudowna Elektra. Aż by się chciało siorbnąć małą czarną. Czas jednak gonił i zamówiłem przelew na wynos. Radość, że trafiły się ziarenka – Gwatemala, z niepitej dotąd kopenhaskiej palarni Andersen&Maillard Coffee.

Podróż upłynęła w otoczeniu orzechów i owoców tropikalnych. Delicje.

Dziarski Barista z jego ceramicznym barem oraz roślinno-drewnianym anturażem i git ekipą sprawia, że nie chce się wychodzić to po primo a po secundo chce się szybko odwiedzić ponownie.

Palarnia numer 38/2020.

* może to wina szarej polskiej jesieni i tego, że mój wzrok padł na miejsca gdzie widocznie nie pada wzrok sympatycznej ekipy.

** zaczyna to być zmorą tzw. szybkich przelewów. Z jednej strony ułatwiają pracę baristów, z drugiej trzeba się jednak przyłożyć, żeby kawa nie przypominała lury.

*** jakieś 185 łokci galicyjskich

PS. w tytule wpisu przywołałem wspaniały film Jean-Luc Godarda na podstawie historii Françoisa Truffauta , bo podobnie jak w Szczecinie tempo rejsu po miejscowych kafejonach przyprawiło mnie o zadyszkę.

**** a dokąd dotarłem (lub nie) przeczytacie w kolejnym wpisie

Dear Judges

Postraszyła mnie Maestra Janina wodą. I mojra, którą poczułem odwlekła nieco parzenie rarytasów, które od niej* na Warsaw Coffee Market dostałem. W chwili entuzjazmu obiecałem, że kawy zaeropresuję na Podlasiu ale wyszła tylko sesja foto.

Na pierwszy ogień do Chemexa dzięki uprzejmości, umiejętności i zaangażowaniu Przyjaciela trafiła Panama Gesha Finca Hartman w 24-godzinnej obróbce anaerobicznej.

Obfotografowana kawa wróciła do Warszawy i trafiła do wyżej wzmiankowanego Chemexa.

W poniższej filiżance było zaś tak:

zawartość wyszła super czyściutka i wielowymiarowa. Nieostygnięta rozpoczęła się swieżym pieprzem i przyprawami. Po nich pojawiły się cytrusy przechodzące w suszone ziarna słonecznika a całość zwieńczona została eksplozją malinowej konfitury.

Na drugi front robót trafiła ponownie Panama – myta Gesha Lychello z regionu wulkanu Barú .

Wybór metody parzenia podyktowana została gramażem opakowania – 14g. Wycisnąłem niepełnego 2-minutowego (w tym 30 sekund preinfuzji) Aeropressa wodą** 85°C .

W szklaneczce tamaryndowiec, jaśmin, zielone truskawki, liczi, nisko oksydowany oolong. Extra!

Trzecia do młynka trafiła naturalna Brazylia w fermentacji aerobowej z farmy Daterra.

Brazylia sugeruje zazwyczaj czekoladę i orzechy. Ziarno całe, mielone jak i podczas parzenia 85°C pachniało właśnie oczekiwanie.

Trochę wolno ściekało przez Melittę, widocznie zmieniło mi się gorzej niż zazwyczaj. Pomyślałem, że zmarnowałem 25 gramów cennej kawy. Ale jakże miło się roczarowałem zanurzając się*** w odmętach płynu w filiżance.

Pierwsze skrzypce zagrał sok z granatów . Trafiła się też konfitura z czarnej porzeczki, pomarańcze i lekuchno miodowy (w stronę gryki) finał. Miodzio.

Jako że w paczuszce zostało 19 gramów naszła mnie chęć by przepuścić je przez Aeropressa. Ale naszła mnie też przejmująca chęć na dreszczyk grzechu i pozostałość Brazyli zaparzyłem w dżezwie ****.

Ibrik wydobył z ziarenek całą paletę cierpkich, niedojrzałych owoców – agrestu, truskawek, jabłek. Wytrawna i smakowita.

Całość zamknęła kolejna Panama.

Odmiana Gesha od rodziny Jansonów w naturalnej obróbce w cudnie różowej torebuni. Wodą 85°C potraktowana w moim ulubionym driperze z Kauflanda.

Zapach przewodził rzadki przysmak dzieciństwa – owocowe landrynki, które raz ba jakiś czas docierały z Londynu. Słodko i owocowo się zrobiło z dominantą czarnej porzeczki i malin. Ta kawa lepiej pachniała niż smakowała ale coś mi chyba nie poszło. Nie mniej znalazłem w niej cejlońską herbatę, pomarańcze, cukier palmowy, limonki i porzeczki. Przyjemna acz mocno delikatna, świeżowiosenna.

To by było na tyle z kawowej ekstraklasy od Dear Judges. No i te wspaniałe japońskie paczuszki, których otwieranie jest czystą przyjemnością i radością.

* od Janiny (@dearjudges.coffee) a nie od Mojry

** przefiltrowaną kranówką

*** fragmentarycznie

**** może zakrawać użycie tak dobrych ziaren do tygielka na herezję ale właściwie dlaczego nie?!

Warsaw Coffee Market

W tym roku nie odbyły się ani Warszawski Festiwal Kawy ani World of Coffee. Zamiast nich w miniony łikend potoczył się Warsaw Coffee Market w Hali Gwardii*.

Na imprezie objawiła się trochę starych znajomych** ale też ku mojej radości palarnie, których wypałów nie miałem okazji spróbować. Na nich więc się skupiłem.

Celowo nie podszedłem do Kawy Popularnej*** więc moje skupienie ograniczyło się do trzech nowalijek.

Primo :

Bracia Ziółkowscy z trójkąta Białobrzegi, Kozienice, Warka. Spróbowałem Rwandę Rushashi z Moccamastera. Czyściutka , trochę mlecznych karmelków, tropikalii , porzeczek.

Duża przyjemność okraszona przyjemną pogawędką z jednym z braci. I etykiety klawe mają!

Secundo :

Zielonogórscy Coffee Hunters zaparzali w trybie szybki przelew Kostarykę, która smakowała niczym klasyczna, słodka, czekoladowo-orzechowa Brazylia.

Natomiast pod szyldem Kyoto Coffee Roasters**** serwowali dobre cold brew w wersji klasycznej oraz w połączeniu z samodzielnie robionym tonikiem. Mocno smakowite.

Tertio :

DEAR JUDGES

Kawy od Janiny (@jlbrewing na instagramie) . Pasjonujące doznania smakowe przynależały do każdej z czterech próbowanych kaw.

Było jednym słowem EKSCYTUJĄCO!!!

W jednym z kolejnych wpisów opiszę co wyciągnąłem z próbek , którymi Janina w Swojej szczodrości mnie obdarowała.

Miałem je wypróbować na wyjeździe za miasto ale trochę nie było warunków i nieco zostałem zainteresowany rozmową o właściwej dla kawy wodzie. Więcej przeczytacie wkrótce.

* było i Cophi (mersi za próbeczki)

i Story Coffee Roasters i Coffee nad Sons i wreszcie jak zwykle gites pogawędka o kawie i okolicach z Pawłem z Gorilla Coffee wraz z degustacją intrygujących likłidów .

Etiopia cold brew skończyła się na wycieczce za miasto dużo za szybko….

** odkryłem, że mają okienko obok Pani Jandy Teatru Polonii to sobie zapukam i spróbuję.

**** w koprodukcji z Browarem Birbant

Warsaw Coffee Market był kameralną i sympatyczną imprezą dającą szansę na pobróbowanie kaw bez nadmiernego tłoku oraz na dobre rozmowy.

Palarnie nr 31,32,33/2020

Oslo na Kamionku

Tim Wendelboe to duża ryba w kawowym świecie. Jego oslańska* kawiarnia to miejsce pielgrzymek kawoszy z różnych zakątków świata. Na szczęście by spróbować jego kaw nie trzeba jechać do Danii. W kamionkowskim kafejonie No i co serwują i espresso

i przekrój przelewów.

Cóż by rzec – super zarówno espresso z Kolumbii** jak i V60 na Kenii. Gładkie, czyste , aromatyczne. Jedyny minus, że w naczynkach za szybko pokazuje się dno.

* znaczy się z Oslo

** choć jeśli ktoś nie preferuje wysokiej kwasowatości to ma problem

Ps Nie , w No i co nie serwują kawy w kubkach Radiowej Dwójki. To mój prywatny co by zminimalizować ilość kubeczków na wynos, choćby nie wiem jak ekorecyklingowe były.