Różne różności rozdział 2

Różność pierwsza

Zawartość pierwszego z sampelków kaw ze Słowacji pięknie w driperze zakwitła.

Była to myta Uganda Strato Berry z podbratysławskiej palarni Diamond’s Roastery.

Poziomki, jogurt, banany, wanilia. Pychotka.

Różność druga.

W kawiarni No i Co peruwiański szocik z rotterdamskiej palarni Schot.

Dużo słodyczy acz okraszonej niemałą dozą wytrawnych owocków – jakby białej porzeczki, czy jakoś tak.

Chwile, gdy mogę spróbować ziarenek z nieznanej mi palarni zawsze są ekscutujące a duet Ewa&Stanisław za barem jeszcze podbił przyjemność ze spotkania z inkaską kawą.

Różność trzecia.

Pozostając w krainie Wirakoczy przelałem, również myte, ziarenka z palarni Cipolla Caffé z Banskiej Bystricy.

Kawa odmiany bourbon-catuai. Palona nieco omniroastowo. Jesienna, orzechowa , pieczone gruszki i wiśnie. Niezłe by bylo z niej espressko. To był sampelek* drugi i ostatni.

* nie mylić z samplem . Dzięki @lukmasterbrewingu!

Różność czwarta

U Dziarskiego Baristy w Rzeszowie wyprosiłem przelewik z naturala. Był nim beztlenowy Salwador z lodyńskiej palarni Origin.

Super jedwabisty, krągły i gładziutki napar pełen słodyczy i bliżej niesprecyzowanych owocków. Wielka przyjemność i tradycyjnie fachowi bariści i ten piękny , zielony, kafelkowy bar…**

** jego zdjęcie jest do odnalezienie w jednym z moich wpisów z października 2020.

Tekst&fotki : http://www.panodespressorysuje.art

Czary na polach elekcyjnych.

Na przełomie lat 1900/1901 w nowopowstałym budynku Instytutu Weterynarii na warszawskim Kamionku otworzył się pawilon „kuźni i składu węgla, gdzie znajdowały się też: ,, mieszkania kowala i nauczyciela kucia, oraz gabinet nauczyciela podkownictwa”*

Raptem 120 lat później w słynnej kamionkowskiej Kawiarni No i Co pojawiły się kawy z uhonickiej Palarni Beansmith•s ** .

W młynku pod espresso oczekiwała była na mnie myta Kenia Kamwangi. Długo się nie namyślając poprosiłem o przyrządzenie. Jeśli pomyślicie , że był to przepis brzmiący „Z łysej głowy włos, w zimie wzeszły kłos, nogi węża dwie, wilka wycie złe. Wszystko wrzucę w gar , niech powstanie war” Ciotki Zielachy to grubo się Drodzy Czytelnicy mylicie. Zmielone ziarenka trafiły do kolby*** a podciśnieniowa woda wyczarowała**** espressko.

Chmurzysta crema skrywała gęste body. Dużo karmelowej słodyczy zrównoważone było dojrzałymi, leśnymi jeżynami , brzoskwiniami , jagodami i łyżeczką koncentratu pomidorowego. Nad wyraz smakowite. Dzięki Asiu!!!

* https://polona.pl/item/nowy-instytut-weterynaryjny-w-warszawie,Njc4NjA1MDc/4/#item

** kowal ziaren?

*** fachowcy mówią na nią portafilter ale kto by się przejmował

**** a więc jednak czary a nie jakąś tam fizyka czy inna nauka

Fotografie/photos: http://www.panodespressorysuje.art

Sorry my English or résumé:

In the No i Co Café in Warsaw, an espresso on Kenia beans ,from the BeanSmith•s Coffee Roastery from Úhonice , was waiting for me.
Clouded crema concealed a thick body.  A lot of caramel sweetness was balanced with ripe, forest blackberries, peaches, blueberries and a teaspoon of tomato paste.  So tasty!

Omlouvám se za moji češtinu nebo résumé:
Ve varšavské kavárně No i Co čekalo na mnie pressko na zrnkách Kenia Kamwangi AB z úhonické Pražírny BeanSmith•s
Zakalená crema skrývala lepkavé body.  Hodně karamelové sladkosti vyvážily zralé lesní ostružiny, broskve, borůvky a lžička rajčatového protlaku.  Mimořádně chutné!





Listopad, niemal koniec świata. Parę minut do zmierzchu. Schroniłem się w kawiarni. Siadłem tyłem do światła.

Trochę w tytule wpisu , którym jest cytat z utworu „Listopad” Świetlików, znajdziecie Drodzy Czytelnicy prawdy i nieprawdy. Do zmierzchu było jeszcze kilka godzin , które i tak minęły szybko jak minuty, no i nie uciekałem od światła. Z tym końcem świata to już lepiej bo według kryteriów mieszkańców lewobrzeżnej Warszawy Kamionek z Kawiarnią No i Co są odległe niemal jak dowolny biegun* . Podobnie jak palarnia kawy Coffea Circulor z norweskiej wyspy Tromøya. Nie wspominając o miejscu pochodzenia ziarenek – krainie zwanej Panama.

Kiedy przyczłapuję do jakiegoś kafejonu cieszę się najbardziej napotkawszy na paczuszkę z nieznanej mi dotąd palarni. W tym wypadku radość podwójna** bo i z Coffea Circulor nic dotąd nie piłem a i „norweska” Geisha jakiejś nieprawdopodobnej jakości się trafiła – 95pkt!

Wyekstrahowana przez V60 trafiła najpierw na kawiarniany parapet a iż nastąpiła przerwa w dżdżu to na zewnętrzny stolik***.

Napar smakowo mocarny. Z jednej strony samo ziarno miało w sobie wiele dobroci, która podkręcona została 120h beztlenową fermentacją. Była w niej i winność (Temperanillo?) , cierpkość agrestu, niedojrzałych truskawek a wszystko to dopełnione słodyczą ananasów, brzoskwiń i borówkek . Czysta radocha dla podniebienia.

* choćby ten , który odkrył/znalazł Kubuś Puchatek

** radość potrójna bo za sterami zastałem Asię z Szefowych jedną. Kłaniam się w pas Wam Obu.

*** o żeby był tak klimat na kawiarenkowe ogródki przez cały rok

Sorry my English or résumé.

I am most happy when I come to the cafe and try coffee from an unknown roastery. It was also the case recently. In Warsaw’s No i Co Café, I stood face to face with 95 points Panama Geisha roasted by Coffea Circulor Tromøya , Norway.

On the one hand, the grain itself had a lot of goodness, which was boosted by 120 hours of anaerobic fermentation. There was plenty of wine (Temperanillo?) taste , also the tartness of gooseberries, unripe strawberries, all complemented by the sweetness of pineapples, peaches and blueberries. Pure joy for the palate. Splendid!

Przerażająca była panującą tu cisza, przerywana tylko od czasu do czasu czyimś rozpaczliwym krzykiem, plugawą klątwą czy diabelskim śmiechem. W na pół zruinowanych bramach stali z niedopałkami w zębach podejrzani osobnicy czekający nie wiadomo na co czy na kogo.

Kamionek w dzisiejszych dniach już nie jest taki charakterny. Ale nie wszystkie zmiany poszły na gorsze. Pojawiła się np. „rządząca” na południowej Pradze Kawiarnia No i Co? , w której wypiłem espresso na mieszance Tesla z bratysławskiej palarni Sweet Beans Coffee.

Wyciśnieniowana kawa z dwóch Etiopii – jednej naturalnej, drugiej mytej wyszła gęsta, wiśniowokonfiturowa, gryczanomiodowa i czarnoporzeczkowa.

I okraszona do tego kożuszkiem* pięknej rudobrązowej kremy.

A jeszcze do tego pożyczona** mi została książka „Adelo, zrozum mnie!” Edmunda Niziurskiego, z której cytat w tytule wpisu pochodzi. Co prawda opis tyczy się ulicy Boleść w Odrzywołach ale pasuje do jeszcze nie tak dawnego Kamionka niczym pięść do nosa.

*w końcu to jeszcze zima

** Szefowo Asiu dzięki!

Wężykiem wężykiem

20191003_150657

Byłem przez Sinioritas z kawiarni No i Co? odwodzony od Kolumbii z Columbus,  Ohio palarnia Stauf’s. Ziarenka niby pod filtry niby nie wiadomo. Dostałem z Aeropressu.  Cóż kawa do statystyki (palarnia 130/69/2019) i żeby się móc polansować , że się piło amerykańskie ziarenka . Natomiast Tanzania z Czarnej Fali przygotowana pod Mistrzostwa Polski w Aeropresie bardzo rabarbarowa i śliwki Uleny. Wielce smakowita.
Tytuł hołdem pamięci Mistrza Kobuszewskiego Jana albo Dziadka Jacka Poszepszyńskiego. Albo Obu Panów.