Kawa z labiryntu/Coffee from the labirynth

Dawno , dawno temu na antycznej Krecie Dedal na polecenie Pazyfae zbudował labirynt na końcu którego schował Minotaura syna wyżej wymienionej i byka zesłanego przez Posejdona. Tyle z historii*. Po latach we wspaniałym mieście Chania**. powstała palarnia kawy Kross Coffee Roaster***. W legendarnej lubelskiej kawiarni KapKap Café miałem przyjemność spróbować Kenii z ichniejszego wypału.

na zdjęciu w tle ręka Iwana

Może smak nie powalał jak pięść Feliksa „Papy” Stamma , może było w nim nieco „brudu”*** ale zasługiwał na zainteresowanie i uwagę. Drip był może niełatwy ale kawowa**** rewolucja w Grecji zasługuje na najwyższą uwagę.

* i Religii

** tu po raz pierwszy zetknąłem się z kawami z Palarni Taf

*** chociaż Kross bardziek kojaży się z grelokatolicyzmem a pewne wyobrażenia o kenijskich ziarenkach wzięły po prostu w łeb.

**** ciężko jest „kawowo reformawać” mieszkańców takich krajów jak Grecja , Włochy czy choćby Turcja (nie wspominając o np. o Syrii) i wmawiać im smaki niewmawialne.

Przedsmak jesieni

Trafiło się jak ćma głuchemu nietoperzowi spróbować kawki z nowej palarni. Trafiła się taka radość w palarni Story z rąk Pana Wojtka , któren zmajstrował napar w Chemexie. Napar zmajstrował z mytej Kenii Ruthagati sygnowanej znakomitą toruńską kawiarnią Napar.

Bardzo w porządeczku. Przyjemnie było wychylić czareczkę. Pan Wojtek wyczarował też flatłajta z zającem*.

Przyjemniaczek.

* albo królikiem. Albo albo.

Kawa z appki

Przyjrzałem się z niejaką wnikliwością liście warszawskich kawiarni w aplikacji European Coffee Trip. Jest ich tam ze 40* i w swej próżności myślałem , że we wszystkich byłem. Cóż… do jednej nie dotarłem z wyboru , w drugiej zjadłem pączka zamiast małej czarnej , trzecia kojarzyła mi się raczej z twardą gastronomią plus kawa i wreszcie o czwartej niebyłej wiedziałem**, że ma powstać ale otwarcie przegapiłem.

Wolska Labuna Showroom w zasadzie jest ustacjonarnieniem popularnego sklepu onlajnowego (www.labuna.pl) z ziarenkami i akcesoriami ale wzbogaconym o brewbar***.

Jasno , kolorowo, przestrzennie. Takie miejsce do ktorego się wchodzi i nie chce wyjść i od pierwszej wizyty czuje stałym bywalcem , co niewątpliwą jest zasługą właścicielki Agnieszki. Mimo iż nic nie zakupiłem**** miałem przyjemność spróbowania dwóch Kenii.

Pierwsza z norweskiego Coffea Circulor a druga berlińskiego August63 Kaffe. Obydwie bezpomidorowe , obydwie w deseczkie ale Kiriga o długość chrap wygrała fajniejszym, gładkim , gęstszym body i bardziej podchodzącą mi etykietą.

W Labunie napijecie się kawek jedynie przelewowych więc jeśli macie melodię na flata ale espressko to wasz problem. Wypijcie wcześniej i przygalopujcie w te pędy na Płocką 22a bo jest absolutnie gites! A do tego uginające się od wszelakiego dobra półeczki .

* jest 50 ale Pana Tuwima mi się zachciało. Wgląd w apkę ECT pchnął mnie do matematycznego ćwiczenia polegającegi na policzeniu warszawskich kawiarni specialty/trzeciofalowych/nowofalowych – zwał jak zwał. I wyszło mi, że brakuje jeszcze najmarniej 25. Pewnikiem zaczną się zwolna pojawiać ale w obrębie aplikacji zgłoszono już potrzebę dodania 950 kafejonów!!! (Przeciek z doskonałego źródła.)

** na jednej z kawowych imprez anonsowali Właściciele, że już niebawem ale kiedy człek żyje bez tzw.mediów społecznych to ciemny jak tabaka w rogu i do Labuny dotarłem po 10ciu miesiącach…

*** a nawet dwa. Załoga udostępnia sample, młynki i osprzęt by samej/samemu coś upichcić.

**** próbowałem zapłacić , jak bonie dydy!

Tekst&fotos: http://www.panodespressorysuje.art

Próbki, sampelki, dramy…

Tradycyjnie próbka dostanej kawy musi się odleżeć*.

Ziarenka z fiolki, o których nic nie wiem, trafiły do mnie podczas grudniowej wizyty w Zaparz Mnie. Wypalił je właściciel kawiarni Michał.

Po zmieleniu trafiły do Aeropressu i zaparzone zostały metodą à la wolna amerykanka z preinfuzją. Zapach ziaren przed rozdrobnieniem był przepięknie kawowy. W smaku i aromacie rozgościły się kandyzowane truskawki i słodziutkie tangerynki. Gites.

Kolejna porcja od Michała to Kenia Juliet AA z palarni Five Elephant z Kreuzburga.

Podobnie jak poprzednia pozycja potraktowana została Aeropressem.

Zawartość ćmielowskiej porcelanki była jak w opisie – kwaśna, owocowa i słodka. Dobry towar.

Dla odmiany personalnej od Pana Baristy PJ przyjąłem, wiedząc o nieco zdezaktualizowanym czasie jaki minął od wypalenia, próbkę Kolumbii odmiany Mandela z regionu Valle del Cauca z farmy La Esperanza w obróbce Hybrid Natural z rumuńskiej palarni Sloane.

Po przelaniu ukazały się niemal jeszcze soczyste nuty owocowych landryn, mango, melona.

Szkoda, że ziarenka już miały swoje lata** bo smaki były nieco „przykużone” a byłaby to torpeda.

Czwarta kawa trafiła do mnie z rąk Pani Baristki MA . Była to słynna*** Gwatemala Finca Las Codornices z regionu Huehuetenango.

Kawa odmiany Pacamara/Marago w obróbce honey/natural sygnowana przez Autor Coffee nie skradła mi serca****.

Było w niej sporo prażonego słonecznika, orzechów i nieco rozwodnionych, bliżej niesprecyzowanych owoców. Drugie parzenie wyszło podobnie. Widocznie potrzebny był do wydobycia pełni smaków jakiś klucz*****.

* bo jak powiedział sąsiad A.Stasiuka „Wstałem bo nie mogłem już leżeć”

** a na pewno miesiące

*** trudno uniknąć sławy mając w nazwie Huehuetenango

**** ani niczego innego np. trąbki od roweru. O jej przydatności w przygotowaniu kawy pisałem tutaj: https://kucharzpolski.wordpress.com/2020/04/23/gwaltownych-uciech-i-koniec-gwaltowny/

***** albo wytrych w postaci dokładnych wytycznych co do gramażu na litraż, grubości mielenia, temperatury wody, czasu parzenia czy innych ppm-ów

Zdjęcia/photos : http://www.panodespressorysuje.art

Sorry my English or résumé:

Samples & drams

I got four samples in the last month. And here’s what came out of them.


Number 1

Mysterious coffee roasted by Michał from Zaparz Mnie Cafe. Infused in an aeropress, it brought flavors candied strawberries and sweet tangerines. And the wonderful „coffee” smell of unground beans. Yummy.


Number 2

Kenya from the Five Elephant Roasters from Kreuzburg, Berlin prepaired by Zaparz Mnie also went to Aeropress. It was sour, fruity and sweet. Great stuff.

Number 3

Colombian Mandela varieties from Valle del Cauca from La Esperanza farm ,Hybrid Natural process from Romanian Sloane Roastery. Given by Mr Barista  PJ . A bit old (but I knew it) . From drip tasted fruit candies, mango & melon.

Number 4

From Lady Barista MA . Guatemala Finca Las Codornices from the Huehuetenango region. Coffee of the Pacamara/Marago variety in honey/natural process from V60 signed by Author Coffee did not steal my heart. It had a lot of roasted sunflower seeds, nuts and slightly watered undefined fruits. The second trial was similar.  Apparently a special key was needed to bring out the full flavors.


It’s veeeery nice&kawaii to get samples. And soooo good!

Czary na polach elekcyjnych.

Na przełomie lat 1900/1901 w nowopowstałym budynku Instytutu Weterynarii na warszawskim Kamionku otworzył się pawilon „kuźni i składu węgla, gdzie znajdowały się też: ,, mieszkania kowala i nauczyciela kucia, oraz gabinet nauczyciela podkownictwa”*

Raptem 120 lat później w słynnej kamionkowskiej Kawiarni No i Co pojawiły się kawy z uhonickiej Palarni Beansmith•s ** .

W młynku pod espresso oczekiwała była na mnie myta Kenia Kamwangi. Długo się nie namyślając poprosiłem o przyrządzenie. Jeśli pomyślicie , że był to przepis brzmiący „Z łysej głowy włos, w zimie wzeszły kłos, nogi węża dwie, wilka wycie złe. Wszystko wrzucę w gar , niech powstanie war” Ciotki Zielachy to grubo się Drodzy Czytelnicy mylicie. Zmielone ziarenka trafiły do kolby*** a podciśnieniowa woda wyczarowała**** espressko.

Chmurzysta crema skrywała gęste body. Dużo karmelowej słodyczy zrównoważone było dojrzałymi, leśnymi jeżynami , brzoskwiniami , jagodami i łyżeczką koncentratu pomidorowego. Nad wyraz smakowite. Dzięki Asiu!!!

* https://polona.pl/item/nowy-instytut-weterynaryjny-w-warszawie,Njc4NjA1MDc/4/#item

** kowal ziaren?

*** fachowcy mówią na nią portafilter ale kto by się przejmował

**** a więc jednak czary a nie jakąś tam fizyka czy inna nauka

Fotografie/photos: http://www.panodespressorysuje.art

Sorry my English or résumé:

In the No i Co Café in Warsaw, an espresso on Kenia beans ,from the BeanSmith•s Coffee Roastery from Úhonice , was waiting for me.
Clouded crema concealed a thick body.  A lot of caramel sweetness was balanced with ripe, forest blackberries, peaches, blueberries and a teaspoon of tomato paste.  So tasty!

Omlouvám se za moji češtinu nebo résumé:
Ve varšavské kavárně No i Co čekalo na mnie pressko na zrnkách Kenia Kamwangi AB z úhonické Pražírny BeanSmith•s
Zakalená crema skrývala lepkavé body.  Hodně karamelové sladkosti vyvážily zralé lesní ostružiny, broskve, borůvky a lžička rajčatového protlaku.  Mimořádně chutné!





(…)święty Augustyn pisze, że każdy, kto wierzy w antypody, jest przeklęty…

… „Ależ dobrodzieju — odpowiada kobieta — przecież mój syn pisuje do mnie i przysyła mi pieniądze z Australii.”

„To jest złuda diabelska — odpowiada jej dziekan — żadna Australia nie istnieje, to antychryst was zwodzi.”

A w niedzielę wyklął ją publicznie i krzyczał, że Australia nie istnieje. Więc go wprost z kościoła odwieźli do domu obłąkanych. „

fot.Paulina Ostrowska/Cophi

Nie ma lepszego* cytatu o Australii w światowej literaturze. Dlatego po raz wtóry bezpardonowo ozdabiam nim kolejny wpis. Zwłaszcza że będzie o kawie z Antypodów.

Przyflanowałem do Cophi po butelkę mleka od krowy 3,9% tłuszczu**. Boss Uri nakierował mnie na paczkę Kenii z Palarni Bureaux z Melbourne, Shree Tamil przelał , Mademoiselle Paulina zdjęcie uczyniła a ja z ciekawością wypiłem.

Pierwsze skrzypce*** zagrały pomidory,  które po kilkunastu minutach zamieniły się, przy dźwięków obojów, w zupę wybitnie jarzynową by finalnie zabrzmieć w rytmie bębnów sengenya wygładzonych brzmieniem orutu i chivoti jak klasyczna Kenia – czarną herbatą , pomarańczami i innymi cytrusami. Zabawne ziarenka.

* być może są lepsze ale wśród nich lepszego nie ma
**  XXI wiek,  wydarzeniem na miarę lądowania gazika na Saturnie jest pojawienie się w sprzedaży mleka o zawartości tłuszczu powyżej 3,5%…ech
*** oktet (7 skrzypiec i basy)

PS cytat czywiście ze „Szwejka” Pana Haška

tekst&foto : http://www.panodespressorysuje.art

Dimanche à Orly

Od rana chodzi za mną te słowa piosenki Wojciecha Młynarskiego : „Oto najlepszy jest relaks –
Niedziela na Głównym, na Głównym niedziela” . Nie za bardzo miałem ochotę jechać na wspomniany dworzec więc przy tak zwanej okazji wpłynąłem niesiony potokami wody z topniejącego śniegu do Hali Gwardii.

Na stoisku Gorilla Coffee zakupiłem kenijskiego szocika, którego w dzisiejszą jakże przednówkową niedzielę nucąc sobie „niedziela na Gwardii, na Gwardii niedziela” ze smakiem wychyliłem do tak zwanego dna.

PS tytuł z tejże samej piosenki Mistrza

Bajki z mchu i paproci

Ursynów jakoś nie ma szczęścia do nowofalowych kawiarni. Niby jest potencjał ale cośjakoś nie idzie. Mam nadzieję, że przyjazna Paprotka Café , którą w sierpniu zagościła w miejscu Lisiej Kity 2 to zmieni .

Dziś do kubka trafiła przelana Kenia z Palarni Praska.

Smakowita. Dużo winogron, truskawek, liczi.* Na pewno by podeszła poniższym Dżentelmenom .

*i żadnych pomidorów

Jak zrobić sorbet o smaku kenijskiej kawy – z cyklu „Poradnik kawowego eksperta”

Będą nam potrzebne :

1.Kubek kawy na wynos

2. Temperatura poniżej zera

3. Miejsce typu balkon , stojący po za garażem samochód

Czas przygotowania : jedna mroźna noc

Sposób przygotowania:

W ulubionej kawiarni zamawiamy* przelew** z kenijskiej*** kawy np. Kenię Kamwangi w Story Coffee Warsaw. Wypijamy ze smakiem pamiętając , żeby zapomnieć wypić powiedzmy 15ml.**** Następnie zostawiamy kawę w kubku na noc na działanie ujemnej temperatury a rankiem możemy cieszyć się na jakże pysznym lodowym sorbetem z nutami earlgreya i hibiskusa.

Przed podaniem możemy potrzymać odrobinę w cieple by lód skruszał dzięki czemu nie będzie groziło nam np. nadłamanie zęba

* oczywiście możemy kawę przygotować sami ale co to za przyjemność

** V60, Kalita co kto lubi albo poleci Pani Baristka/Pan Barista

*** z braku Kenii możemy zamówić np. mytą Etiopię Chelbesa Dhilgee

**** im więcej zostawimy tym mamy większy sorbet ale i czas mrożenia piwinien być odpowiednio dłuższy

Achilles, Cezar – wielcy ludzie byli. Jednakże kawy z śmietanką nie pili.

O kawach ze świdnickiego Blendu słów kilka drzewiej skreśliłem. Ostatnie ziarenka Kenii Zawadi PB* natchnęły mnie do zaparzenia ich w dżezwie.

Kawa mimo** cukru wyszła wytrawnie grejpfrutowa z niedojrzałym agrestem. Trochę agresywna ale jasnopalone kawy jednorodne dość niechętne są gotowaniu.

* drobiutkie Peaberry

** a może dzięki cukrowi

Ps. w tytule słowa Ignacego Krasickiego