W piątkowy poranek/Friday morning

Każdy dietetyk przyzna , że niewiele więcej dobra można dostarczyć o poranku organizmowi niż słodką kawusię z kardamonem parzoną w tygielku w akompaniamencie domowej tarty cytrynowej.

Tekst&foto/text&photo: http://www.panodespressorysuje.art

Sorry my English or résumé:

Every dietitian will admit that the best for the body in the morning are sweet cardamom coffee brewed in a cezve to the accompaniment of homemade lemon tart.

Ahwa Mazbut

Taka radość. Przyleciała mi w szarość i dżdżystość warszawskiej zimy kawa wprost z antycznego Kairu. I to nie byle jaka bo z kardamonem ze starodawnej* palarni Wardet El Yemen Coffee. Trafiła do powyższego tygielka z odrobiną cukru co by była mazbut** i zaparzyła na tradycyjne trzy podniesienia.

A następnie powędrowała do filiżanek w towarzystwie nieco napoczętych*** egipskich słodkości. I tym sposobem wieczorową porą nastąpiła chwila rozkosznej dekadencji. HOWGH!

* wiek tej kawowej firmy to 100 minus 3 lata

** a nie zijada albo mada

*** nie doczekały w całości zaparzenia kawy. Imperatyw nadgryzienia był zbyt silny.

PS. można by zapytać czemu jeden Bóg jest większy niż drugi. To chyba dzięki kawie.

My GOD is bigger than yours.

PS 2. Choć z Bogami nigdy nic nie wiadomo.

Zdjęcia i rysunek/ photos&illustration http://www.panodespressorysuje.art

Straight from an ancient Cairo splendid coffee* with cardamom came to wet&gray winter Warsaw. I used ceramic cezve/kanaka to brew it with sugar to get sweet version called mazbut. It was decadent goodness especially with some Egyptian sweets.

* from Wardet El Yemen Coffee

PS It is interesting question why some Gods are bigger than others. Maybe thanks to coffee. Although with the Gods you never know.

Sobota z dżezwą

Sobota* to dobry dzień na kawę w tygielku.

Zanim ją ugotowałem przyrządziłem mieszankę z końcówki sześciu kaw z !Fest Coffee Mission** w skład weszły dwa Hondurasy, dwie Etiopie i o dziwo również dwie Gwatemale.

Na 150ml wody użyłem 19 gramów kawy i łyżeczkę cukru i „zagotowałem” na trzy podniesienia.

Cóż rzec. Pycha. I goryczka . I słodycz. I owocowa kwasowość. Pycha.

* inne dni są równie dobre na dżezwę ale dziś akurat sobota

** pisałem o nich tu: https://kucharzpolski.wordpress.com/2021/12/25/fest-coffee-mission/

Zdjęcia/photos: http://www.panodespressorysuje.art

Sorry my English or résumé.

Saturday is an excellent day for ibrık/cezve. I prepaired blend of Ethiopian, Honduras and Guatemala beans from green bean distributor !Fest Coffee Mission. 150 ml of water, 19 grams of coffee and teaspoon of sugar. Boiled to three raisings. Coffee was delish. A bit bitter , sweet and fruity sour. Yeah!

Cysorz to ma klawe życie oraz wyżywienie klawe. Przede wszystkim już o świcie dają mu do łóżka kawę.

Kiedy nie jest się cysorzem ani inną znakomitością na kawę trzeba samemu perpedes. Dzisieszy brzask przywiał mnie po raz wtóry do Simit House. [ o pierwszej wizycie przeczytacie tutaj https://kucharzpolski.wordpress.com/2021/11/28/simit-house/ ] . Zamówiłem słodzoną kawę z tygielka i Tarte Elmali*.

photo by http://www.panodespressorysuje.art

Było delikatesowe. Aromatyczność kawy idealnie łączyła się z kondensacją jabłek i cynamonu. Lezzetli! I do tego ciepła i uśmiechnięta atmosfera.

* turecka szarlotka

PS w tytule fragment wiersza Andrzeja Waligórskiego co go tak pięknie w piosenkę zamienił Tadeusz Chyła.

Sorry my English or résumé:

Today, almost at dawn, I came to SimitHouse for the second time. I ordered turkish coffee with sugar and Tarte Elmali cake . A wonderful combination of aromatic infusion and apple-cinnamon sweetness. And a warm and smiling atmosphere.

Simit House

Dwa miesiące temu w miejscu włoskiej kafeterii Caffé Dell’Amoré* otworzyła się za sprawą Pana Bilala turecka cukiernia Simit House.

Od wejścia wita nas uśmiechnięty** właściciel częstując nowym wypiekiem. Nozdrza otula zapach słodkości***, do uszu dobiega radosna turecka muzyka. Lokal ma tak przyjemną atmosferę , że od pierwszej wizyty ma się poczucie, że przychodzi się tu od lat.

Po niełatwym wyborze z suto zaopatrzonej w słodkości na stoliczku pojawiła się apetyczna baklawa, równie smakowity sutlak****, kawa i herbata caffè alla turca.

fot. http://www.panodespressorysuje.art

Kawa prima sort , herbata cudnie aromatyczna , choć mogłaby być ciut mocniejsza. Lokal absolutnie w deseczkie. Nie mogę doczekać się kolejnej wizyty.

Appendix z kolejnej wizyty

* przyjemne espressko tu niegdyś piłem

** zespół też wielce sympatyczny

*** i niebezpiecznie kuszące wytrawności

**** rodzaj ryżowego deseru

PS simit to rodzaj tureckiego bajgla, którego początki sięgają pierwszej połowy XVI w.

Sorry my English or résumé.

Two months ago, the Turkish Simit confectionery Simit House opened in Warsaw’s Downtown . From a huge selection of sweets, I chose sumit and baklava. For this I ordered turkish coffee (brıki) and tea . Delicious sweets, excellent coffee, aromatic tea. For this nice service, smiling owner – Bay Bilal , nice Turkish music and a warm atmosphere. I didn’t want to go out!

Kawa z asystą

Mytą Brazylię Chapadas de Minas z karkonoskiej Palarni Laboranta dostało się mi w prezencie. I stała sobie i stała i stała aż złapała mnie via szaruga zaokienna i dżdż* melodia na tygielek. Ziarna uprażone raczej na włoską modłę pachną dość orzechowo i czekoladowo niestety obydwa aromaty powleczone są woalem smolistości.

Dobawiona cukrem** pięknie się podniosła na trzy i smakowała taj jak powinna w lokalu co najmniej drugiej kategorii.

A kawie towarzyszyła asysta czterech dramów*** whisky****. Dwa z goańskiej Destylernii Paul John i dwa Irlanczyki – klasyczny irysowo-tofikowy przyjemniaczek Irishman Single Malt oraz lekko otorfowany West Cork Glengariff.

Zwłaszcza ta ostatnia lub też trzecia od lewej pozycja z destylarni założonej raptem w 2003 roku wielce mi podeszła – pieczone jabłka, figi , rodzynki namoczone w brandy , przyjemny nienachalny torf, maślane ciasteczka, dojrzałe mango, słodycz siana w późne letnie popołudnie. Miło i ciepło otulajaca jak wełniany pled . Z kawusią – bajeczka.

* oraz takie białe i zimne kulkopłatki padające z nieba. Potworność – co by to nie było .

** i to sporą kopyścią

*** albo dram

**** dziękuję!!!! Profesorze Grzegorzu z Raju Piwosza za możność popróbowania

Sorry me English or résumè:

I got the washed Brazil Chapadas de Minas from the Karkonosze Laboranta Roasteries as a gift. And it stood and stood and stood until I felt that I need a cezve/ibrik coffee in this autumn grayness behind a window. And this something wet, cold, white going down fron the sky. The beans, roasted in the Italian fashion, smell quite nutty and chocolatey, unfortunately both aromas are coated with a veil of tar. Added with sugar , it rose beautifully to three and tasted like it should in a restaurant of at least the second category.
And the coffee was accompanied by four drams whiskey. Two from Paul John Distillery from Goa and two Irish – a classic Irishman Single Malt and a lightly peated West Cork Glengariff. Especially the last or third from the left position from the distillery founded only in 2003, I was very happy – baked apples, figs, raisins soaked in brandy, pleasant, unobtrusive peat, butter cookies, ripe mangoes, the sweetness of hay on a late summer afternoon. Pleasantly and warmly enveloping you like a woolen blanket. With coffee – a fairy tale or poetry.

Silne zaburzenia Mocy

Dziś było nie było Dzień Gwiezdnych Wojen. Aby to zacnie uczcić postanowiłem kawę z tygielka. I to nie byle jaką bo Kolumbię odmiany Mandela z naturalnej obróbki, z farmy Café Granja la Esperanza, wypaloną przez @dearjudges.coffe a wybraną przez http://www.lukmasterbrewing.wixsite.com/bang .

W miarę drobno zmielone ziarenka wsypałem do zagotowanej w dżezwie wody (na syryjską modłę) w proporcji 1:10*. Z ciutką cukru.

No i pojawiły się tytułowe silne zaburzenia** Mocy***. Zdjęcia rozkwitającej cremy nie chciały się robić piękne i apetyczne a i kawa próbowała nader szybko z ibrika starała uciec.

Dopiero nieoceniona pomoc Dartha Vadera definitywnie okiełznała sytuację.

Przelałem napar do filiżanki, skosztowałem i poczułem jakieś niedopowiedzenie. Dosypałem nieco jeszcze białej śmierci i kawusia była rozkitła idealnym bilansem tropikalnej cytrusowości, goryczki i słodyczy a uszu dobiegł jakże miły i zadowolony głos Imperatora – „Good….Good…”

*proporcja czego do czego dla domyślnych Czytelników

**pewnie gdzieś w okolicy pałętał się Obi One Kenobi

***tej z Ciemnej Strony jak najczarniejsza kawa

Post Scriptum:

Sorry my English or résumé

Colombia Mandela natural from Café Granja la Esperanza from co-production of @lukmasterbrewing & @dearjudges.coffee prepaired in ibrik/cezve with a little help of Darth Vader & Dark Side of Force & a bit of sugar. Ratio 1:10. Great balanced tropical fruits, bitterness and sweetness of Dark Side of Force.

Stopczyk, co Wy tam palicie. Ja? Radomskie. Ale jak Pan major woli to Franz ma Camele.

W zeszłym tygodniu po Mieście poszła* wieść, że w Cophi na Hożej do stałej oferty weszła kawa z tygielka. Albo z cezve. Albo ibrika . Albo μπρίκι. Albo jezve. Albo dżezwy. Albo джезва. Albo džezva . Albo جَِذوة‎  . Z któregoś z tych naczynek albo ze wszystkich. Ruszyłem więc w te pędy** podręczyć o przygotowanie kogoś z Państwa Baristów.

Do przepięknego, kutego tureckiego tygielka trafiły Camele***. I odrobina cukru**** na moje życzenie. Z zainteresowaniem obserwowałem poczynania Pani Baristki Sylwii, której sposób parzenia był nieco odmienny od mojego, więc tym bardziej interesujący.

Smak zawartości kubeczka przeniósł mnie do kafejonów na Morzem Śródziemnomorskim. A dokąd przeniesie Was, Drodzy Czytelnicy przekonajcie się sami tylko weźcie ze sobą własną porcelankę albo szkiełko do picia bo tektura jest jak policzek wymierzony Tradycji*****.

Trzymam , Droga Ekipo Cophi, kciuki za tygielkizację Warszawy.

*jak wiosenna fala powodziowa na Wiśle.

** 6700 metrów w 5 dni. Przyznacie, że gnałem co koń wyskoczy.

*** nie żeby żywe wielbłądy. Mieszanka taka robustki z arabiczką.

***** w tureckiej tradycji gorzką kawę podaje się na pogrzebach lub w innych chwilach smutku.

***** ale nie tej co miała butków nie zamoczyć.

PS w tytule cytat z „Psów”. Prawda, że adekwatny?