Tygielkizacja. Rozdział kolejny.

Kawiarnia El Cafetero rozpuszcza* swoich gości. Po raz drugi dostałem próbkę. Tym razem Etiopii Shonora Gata odmiany Heirloom w naturalnej obróbce wypalonej pod espressko.

Przeznaczeniem było upichcenie ziarenek w tygielku. Co uczyniłem i to dwukrotnie

Postawiłem na proporcje „na oko” zarówno w ilości zmielonej kawy jak i cukru.

Za pierwszym razem wyszła kremowa, gładziutka, ułożona , klasyczna. Za drugim pojawiły się atrakcyjne cytruski. Obydwie razy znakomicie smakowite.

* nie każą im bynajmniej w samo południe stać na chodniku w palącym warszawskim słoneczku .

Tekst&foto : http://www.panodespressorysuje.art

Wieści z Żuław

Jakiś głos zasugerował mi kilka dni temu bym skręcił z krajowej 7mki na Elbląg. Tym sposobem znalazłem się na tamtejszej Starówce. I spacerując urokliwymi uliczkami nie mogłem nie zauważyc w cieniu* katedry Kawiarni Cafelek.

Młoda to inicjatywa ,bo działają dopiero od stycznia, ale kawą i innymi łakociami przyciągają już rzesze Żuławian. Korzystając z braku miejsca zamówiłem u przemiłej ekipy przelewik.

Do kubka trafiła Etiopia Black Honey z lokalnej** palarni Nie Czapla. Smak czarnej herbaty , landrynek o smaku liczi i jaśminku towarzyszył mi gdzieś tak do Olsztynka , gdy nagle z przykrością zauważyłem definitywny niedobór smakowitego płynu.

Trzymam kciuki za Cafelek bo miejsce to takie,  że się wychodzić nie chce.

Mam nadzieję kiedyś powrócić a i Wy Drodzy Czytelnicy będąc w trasie nad*** Bałtyk

nadłóżcie kilka drobnych kilometrów by cieszyć się kubkiem bądź filiżanką pysznej kawusi, czy czego Wam się zachce.

* metaforycznie

** z Wrzeszcza , raptem 60-kilka km od Cafelka.

*** albo w odwrotnym kierunku

tekst&foto/text&photo http://www.panodespressorysuje.art

English version soon

Kawa z brodą

Przyjaciel poczęstował można powiedzieć, że rarytasem. Kawa przyjechała* ze Stanu Utah wprost z Salt Lake City!

Naturalna Etiopia Haro Welabu w obróbce anaerobicznej** z Palarni La Barba zaparzona została w Moccamasterze. Napar miał dość mało słodyczy za to pojawiły się wytrawne, cierpkie nuty rabarbaru, limonki, białych porzeczek z mlecznoczekoladowym czymś. Pite było z dużym smakiem.

* raczej zdałoby się rzec , że przyleciała***

** albo beztlenowej. Jednej z dwóch.

*** choć nawet Minionki wiedzą, że kawa sama ani nie jeździ ani nie lata

Sorry my English or résumé.

Coffee with a beard

Today I got great opportunity to try coffee straight from Salt Lake City , Utah, US . Natural , anaerobic Ethiopia Haro Welabu from roastery La Barba Coffee was brewed in Moccamaster. Coffee tasted refreshing with delicate harsh notes of rhubarb, lime, white currants with a touch of milk chocolate. Unexpected suprise and lot of pleasure to try.

I was overworked, exhausted, and in order to stay awake I drank coffee; then so I could sleep in the morning

Młynki kamionkowskiej* kawiarni No i Co? męłły w miesiącu kwietniu ziarenka z bukaresztańskiej palarni Mabó, za której sterami stoi Bogdan Georgescu – vice mistrz świata roasterów z roku 2019. Podekscytowany bo kawy z Rumunii znałem dotąd słyszenia zamówiłem i przelewa i espressko**.

Etiopia Suke Quto w obróbce miodowej krystalicznie czyściutka, zielonoherbaciana, mandarynkowa z odrobiną owocowych landrynek. Klasa.

A espresso z dość rzadko spotykanej w ofertach palarni Nikaragui

było gęste, oleiste, pięknokremowe. Dojrzałe wiśnie, mango, czarne porzeczki, rum. Magia w filiżance*** . Myśl mnie taka prześladuje, że już lepszego w tym roku nie wypiję.

* a także młynek ochockich Filtrów

** a nawet dwa, bo była też znakomita Kolumbia Antioquia w wyżej wymienionych Filtrach

Wyglądało jak poniżej:

*** acz była to jeszcze niestety tekturka a nie porcelanka

PS przymuście Drodzy Czytelnicy swoich baristów by zamówili kawki z MABÓ . Warte są więcej niż odrobiny perswazji.

PS II w tytule kilka słów Mircei Eliadego o powstawaniu jego książki „Şarpele” (Wąż) z roku 1937.

Sorry my English or résumé:

At Cafés : No i Co? & Filtry in Warsaw I got possibility to try coffees from Romanian roastery MABÓ by World Roasting 2019 Vice-Champion Bogdan Georgescu. Delish Colombia Antioquia as espresso & Ethiopia Suke Quite as a drip. But espresso on Nicaragua – JUST MAGIC! Dense, sticky body. Ripe wild cherries, mango, rum, black currants. Yummy! My best espresso this year. Dear Readers force Your baristas to order for You coffee beans from MABÓ.

PS as the title quote from great Romanian writer Mircea Eliade about writing his book „Şarpele” (Snake)

Przerażająca była panującą tu cisza, przerywana tylko od czasu do czasu czyimś rozpaczliwym krzykiem, plugawą klątwą czy diabelskim śmiechem. W na pół zruinowanych bramach stali z niedopałkami w zębach podejrzani osobnicy czekający nie wiadomo na co czy na kogo.

Kamionek w dzisiejszych dniach już nie jest taki charakterny. Ale nie wszystkie zmiany poszły na gorsze. Pojawiła się np. „rządząca” na południowej Pradze Kawiarnia No i Co? , w której wypiłem espresso na mieszance Tesla z bratysławskiej palarni Sweet Beans Coffee.

Wyciśnieniowana kawa z dwóch Etiopii – jednej naturalnej, drugiej mytej wyszła gęsta, wiśniowokonfiturowa, gryczanomiodowa i czarnoporzeczkowa.

I okraszona do tego kożuszkiem* pięknej rudobrązowej kremy.

A jeszcze do tego pożyczona** mi została książka „Adelo, zrozum mnie!” Edmunda Niziurskiego, z której cytat w tytule wpisu pochodzi. Co prawda opis tyczy się ulicy Boleść w Odrzywołach ale pasuje do jeszcze nie tak dawnego Kamionka niczym pięść do nosa.

*w końcu to jeszcze zima

** Szefowo Asiu dzięki!

Furt cięgiem wypytywał, czy już złapali Miedzianego, Ołowianego i Cynowego.

O istnieniu Miedziana Café dowiedziałem się będzie ze dwa może cztery tygodnie nazad.

Zacumowałem w pobliżu i podreptałem po w stronę. Lokal jest nie tylko nastawiony na kofeinę ale też na obiadki i takie tam. Z kuchni pachniało dość sympatycznie ale jednak wolę gdy w kafejonie pachnie kawą . Bez żalu , że czasy są tylko na wynos, pobrałem kubek z przelewem i skierowałem się ku wyjściu.

Do naczynka* trafił przelew z Etiopii z płockiej palarni Autum Leaf. A ja trafiłem na kładkę nad torami kolejowymi i popijałem tęgo , przypatrując się pociągom zmierzającym** w tę czy tamtą stronę.

Słonko przygrzewało , kawa całkiem całkiem, śniegu resztki żwawo topniały , tory niknęły w dali horyzontu. Miło.

*o ile tekturowy kubek może być naczynkiem

**czyli albo w stronę Dworca Warszawa Zachodnia albo Centralna. Niby niedaleko ale zawszeć to jakaś podróż.

PS w tytule znowu i nie po raz ostatni cytat ze „Szwejka”.

Tekst&foto http://www.panodespressorysuje.art

Blue Monday

Podobno dziś najpodlejszy* poniedziałek roku. Na tę szczególną okoliczność w tygielku zagościła dziś** myta Etiopia Chelbesa Dhilgee z palarni Story Coffee Roasters z nieco większą niż zwykle, acz nie zabójczą, ilością cukru.

Z alembiku wyłoniła się mleczną czekolada otulona rabarbarem, agrestem i białą porzeczką. Good…Good… jak mawiał pewien Imperator.

* czy też najdepresyjniejszy

** mniej więcej

A tak sympatycznie się pieniła:

Przypuszczalnie wina zbyt grubego mielenia.

Zielone liście palm , błękitne fale , czyli historia o tym jak wypiłem baristę spod tłoka.

Zachciało się choć namiastki urlopu, dałem się więc skusić egzotycznemu niemal gąszczowi roślin ogródka kafejonu Cophi na Hożej.
Zająłem stolik z palmą, zamówiłem Etiopię
Derikocha Hairloom á la Tamil* z Aeropressu**

20200730_123623

i tak sobie przez kwadransik powakacjowałem patrząc jak zefirek targa zielenią .

A jak kawa zapytacie Drodzy Czytelnicy?
Jagody***, dojrzałe jeżyny co są tak słodkie, że aż cierpkie i kompot z mrożonych truskawek. Gładko się sączyło.

* Pan Barista z paczki kawy
** tamże tłok z tytułu wpisu
*** gdzieniegdzie nazywane borówkami

Ps w tytule kawałeczek dialogu z filmu „Seszele”, słyszalnego również na ścieżce dźwiękowej zespołu VooVoo.

Nowalijka 4

Słuchy mnie doszły, że gdzieś tam na Marymoncie nowy* kafejon sobie działa. Namierzyłem więc go jak U-Boot swój cel i cichaczem** się zakradłem .
I otóż przy ulycy Klaudyny w pawiloniku kojarzącym się z osiedlowym zieleniakiem, sąsiadująca z wysokościowym punktowcem***

20200702_114241

zagościła Kawiarnia Kawa Za Rogiem .

20200701_135052

Kawy na półce z Palarni Simplo, lody i takie tam. Lokalsowo, bezpretensjonalnie, sympatycznie za barem.

20200701_131846

W szklance przelana Etiopia na lodzie . Trochę płaskowita jak to przy ziarenkach z Simplo****.

* nowy dla mnie bo już pewnie chwil kilka działa
** jak absolwent Gildii Zabójców z Ankh Morpork
*** pewnie pewien z zawodu dyrektor go to „zaplanował”
**** jakoś brakuje mi w Simplo tej hmmm… głębi smaku, którą miały kawy z dawnego Kofi Brandu.

The childing autumn, angry winter, change Their wonted liveries, and the mazed world, By their increase, now knows not which is which.

Długo* dość trwało zanim przytrafiło się spróbować kaw palonych przez  Krzyśka, z niebyłej już niestety płockiej kawiarni Czerwony Atrament, pod szyldem Autumn** Coffee Roasters.
Zdarzyło się to dzięki Przyjacielowi , który zmoccamastetował Etiopię Nuguse Mare. Trochę się zdawała jakąś Rwandą czy Burundi ale może przez to, że to obróbka naturalna a nie myta jak to najczęściej w etiopskich kawach bywa.

20200616_202330

Niby bic wielkiego ale wielce przyjemnie się pochłaniało.

Palarnia nr 23/2020

* od chwili jej powstania
** stąd pomysł by w tytule użyć jesiennego fragmentu ze „Snu Nocy Letniej”

Ps. A że Williama Shakespeare’a nigdy dość jeszcze jeden jesienny fragmencik ,tą razą jakby powiedział klasyk, z Sonetu XCVII :

„The teeming autumn, big with rich increase,
Bearing the wanton burden of the prime,
Like widow’d wombs after their lords’ decease.”