Cophi III i IV

Kawiarnia Cophi Solutions z Hożej to kafejon , który wrósł w warsiaski krajobraz hohoho jak dawno temu. Z wolna zaczął pączkować niczym drożdże na nomen omen pączki. Dwa tygodnie temu otworzyła się w cieniu Poniatoszczaka* czwóreczka ,

w której dziabnąłem espressko na Lwach.

Lokalik jak wszystkie cophijowskie nieduży acz barwny i przytulny.

Można by rzec , że to już prawdziwa lokalna siecióweczka.

Espressko dziabnąłem też (w czasie innym) w trójeczce** na ulicy Górczewskiej przy sławnych pączkach od Zagoździńskich.

Zdaje się , że Kenię z własnego wypału. I owocowa i czekoladowa była.

Pewnie wkrótce nastąpi ekspansja na praską stronę Wisły…

* młodzież teraz mówi Poniatek

** o której jakoś nie złożyło się mi napisać więc macie jeszcze Drodzy Czytelnicy zdjęcie interioru

Tekst&fotki : http://www.panodespressorysuje.art

Warszawski Festiwal Kawy/Warsaw Coffee Festival

Dziś i jutro w Pałacu Kultury i Nauki ma miejsce Festiwal Kawy.

Podchodząc do schodów przez moment zastanawiałem się nad zmianą planów i skierowaniu kroków ku Wystawie Pająków. Ale skoro w kieszeni tkwił już bilet wstępu za 15 peelenów na kofeinizację postanowiłem trzymać się pierwotnego planu.

Najpierw przódy wdepnąłem na stoisko Story Coffee Roasters gdzie królowali od rana Lady Dżoana i Sir Jacek.

Lady Dżoana & Sir Jacek

Spróbowałem mocno bardzo jasnej kawy że sporą ilością atrakcyjnych bąbelków. Dałbym sobie głowę uciąć, że było to coś na kształt nitro.

Kolejne kroki skierowałem do Auduna Sørbottena.

Sir Audun Sørbotten

Wspaniały Honduras z czajnika oraz znakomita!!! myta Kolumbia Castillo, Finca El Paraiso.

No i sam Signor Audun , czysta radość spotkać i porozmawiać.

Oraz refraktometr z kropelką.

Ruszając w dalszą drogę wzrok zawiesił się mi na Palarni Quba Caffee.

Quba Caffee Crew

Super ekipa i dwie kawki Indonezja i cudownie owocowa wiosenno-letnia, słodziutka myta Kenia Nakuru.

Extra było poznać i spróbować.

Przyszła wreszcie poera na espressko , którego popróbowałem u kolejnej świetnej ekipy – z bratysławskiej Pakarni Goriffee.

Espresso

Z nadmiaru wrażeń zapomniałem co to było ale duża owcowa kwasowość przełamana krówkami. Klasa.

Goriffee Crew

Panowie ze Słowacji poczęstowali mnie jeszcze dwoma specjałami. Anaerobicznym Burundi* – czerwone owoce w mlecznej czekoladzie i Kenią , która była emanacją rabarbaru. Petarda!

Kiedy po przejściu bliżej nieokreślonego dystansu przystanąłem w rosterce gdzie by tu i co zaanektował mnie Krzysiek z Autumn Coffee Roasters/SCA Polska. Spróbowałem owocowego Pitch Mitcha

inkognito Pan Krzysztof

oraz w pressku Ginger Klausa

Espresso

zaparzonego przez Vojtěcha Růžičkę – mistrza w kategorii.

Master Vojtěch Růžička

Była gęstwa, były owoce, była czekolada. Super.

Do Cophi wpadłem tylko powiedzieć heloł oraz Boker Tov i Szabat Szalom.

Paulina&Tamil The Team

Doznając palpitacji serca i drżenia rąk wychyliłem kilkanaście mililitrów El Paraiso w Heresy.

Aby się wypełniły dni** poflanowałem do znanej mi , czeskiej Palarni Father’s Coffee.

Aby pogawędki z jakże sympatycznymi Ostrawianami nie przebiegały na sucho poprosiłem spróbować*** naturalne Peru Miribel Herera.

Pyszne i soczyste! ****

Po drugiej stronie sali czychała Czarna Fala i dwie dwie tajemnicze mieszanki oraz możliwość zagłosowania ziarenkiem na jedną z nich.

Wygrana na trafić do oferty. Obie bym pił. Więc wybór trochę jak „osiolkowi w żłoby dano”*****

Co było dalej zapytacie Drodzy Czytelnicy? Otóż przygarnął mnie Paweł z Gorilli.

Espresso&Brush

Jak możecie domniemywać ze zdjęcia było espressko. I to nie byle jakie. Etiopia Kedir Bali Black Edition. Potężne body, piękna crema, znakomicie zbalansowane. Z mleczkiem .

I gdy już myślałem , że nie dam rady więcej spróbowałem Brazylii Pedro Bras w kontrolowanej fermentacji z grodziskomazowieckiej Palarni Single Origin.

Gładka i owocowa. Jak nie Brazylia a jaka Kolumbia czy coś. Dziękuję za zaproszenie! do odwiedzenia palarni. Na pewno skorzystam.

Nie wiem jak nazywa się Bóg Kawy ale postanowił mnie wystawić na jeszcze jedną próbę.

We biłgorajskiej Firmie Kawa od Synka poczęstowany zostałem cold brew.

Czekoladowo-pomarańczowe pralinki. Pycha.

A potem , tak było jeszcze jakieś potem , wielce przyjemna wizyta w brneńsim Mitte.

Naturalna Kolumbia – klasa. I jeszcze próbeczka do domu. Jakże miło. Díky!

Nie mogłem oczywiście****** nie odwiedzić Braci Ziółkowskich.

Brother N° 1 or N° 2.

Tu odsapnąłem od kawy i wypiłem cascarę.

Intensywnie owocowa i słodziutka. Dobroć.

Oszołomienie kofeiną odebrało mi resztki zdrowego rozsądku i jak alkoholik sięgnąłem ba jednym ze stoisk po Robustę z Bali.

Walory smakowe litościwie pominę ale strzał był jak bym trafił pod prawy podbródkowy Mistrza Feliksa Stamma.

Wszystkie obwody zaczęły wyświetlać komunikat „Zatrzymać Kawę”

w związku z czym zapoznałem się z próbą wejścia Lavazzy w nowe rejony

o czym napiszę za czas jakiś.

Zwieńczeniem Festiwalu była smakowita naturalna Rwanda z gliwickiego Harvesta.

Zawsze fajnie popróbować z nieznanego źródła.

* albo Rwanda

** za Maestro K.I.G.

*** błąd stylistyczny

**** nr 1 Festiwalu

***** nauczony przykładem spróbowałem obydwu by nie paść

****** nie mogłem też nie odwiedzić bielskiego Propera ale tłum się tamże kłębiący mi to uniemożliwił

O ile arytmetyka mnie nie zawodzi w niecałe 3 godziny spróbowałem 21 kawek z 15 palarni.

I to by było na tyle….

Tekst&foto/Text&photo: http://www.panodespressorysuje.art

Sorry my English or résumé:

Today and tomorrow, the Warsaw Coffee Festival takes place at the Palace of Culture and Science.  I couldn’t resist getting drunk on my coffee for € 3.25 / $ 3.65 so I went.  Of course, the main goal was to meet many fascinating people from the industry. 

1. In Story Coffee Roasters Beauty Dżoana & Handsome Jacek The Roaster gave me something very sparkling.  I didn’t ask what it was, but pride. 

2. Audun Sørbotten fills my cells with Honduras and Colombia El Paraiso.  Perfect as always. 

3. Cool Indonesia and excellent Kenya in Quba Coffee. 

4. In Goriffee from Bratislava, chocolate-fruity, anaerobic Rwanda and Kenya tasting concentrated rhubarb.  And citrus-caramel  Rwanda espreesso.  All great. 5 In Autumn Coffee Rosters a clean, fruity Pitch Mitch drip and Ginger Klaus espresso prepared by Master Vojtěch Růžiček.  Thick, creamy, chocolatey with stone fruits. Veeery good. 

6. There was only Hello&Boker Tov in Cophi.  And a short chat with Paulina, Tamil & Uri The Boss. 

7. In Heresy Honduras El Paraiso. 

8. For Father’s Coffee from Ostrava I chose the natural Peru Miribel Herera.  Juicy, deep, all fruits of South America.  My best coffee at the Festival. 

9. In the Czarna Fala Roastery two mysterious blends. The one who received the most votes in the voting with the aid of seeds is to be sold.  I liked both of them. 

10. At Gorilla Coffee third and the last espresso.  Powerful body, dense, balanced Ethiopia Kedir Bali.  Tornado with milk. 

11. In Single Orgin Roastery, enjoyable Brazil from controlled fermentation. 

12. At Coffee & Sons, something not hot for a change. Cold brew with the captivating flavor of chocolate-orange pralines. 

13. Natural Colombia in Mitte Coffee from Brno. How to bite into a juicy mango!  And home coffee samples. Díku! 

14. At Brothers Ziółkowski Roastery in order not to drink another coffee, I asked for a cascara.  Sweet, tangerine. Probably for the first time in my life I liked cascara. 

15. At Lavazza their new brand. I will white about in few days.

16. At one of the stands I was tempted by Robusta from Bali.  I will forgive the taste, but the caffeine portion was knocking out – like Muhammad Ali’s right hook. 

17. I took the last portion at Harvest Roastery. Natural Rwanda was smooth, aromatic, very pleasant in a word. 

At each of the stands, good / very good conversations and, as usual, nice meetings with coffee lovers in the festival corridors. 

Since my heart and stomach endured all these coffees, the party was very successful.

There’s a glass of punch below your feet and an angel at your head There’s devils on each side of you with bottles in their hands You need one more drop of poison and you’ll dream of foreign lands

O synergii kawy i rumu już pisałem ale temat smakowity więc po raz trzeci do niego wracam. Tym bardziej , że wszedłem w posiadanie ziarenek beztlenowej Kolumbii El Limon naturalj, na której startowali zawodnicy podczas Mistrzostw Polski Aeropress A.D.2021. Kawę dwukrotnie zabulgotałem w tygielku* w proporcji 1 gram/8ml. Pod nią wybrałem w Tawernie Raju Piwosza** na warszawskim Gocławiu panamski rum Ron Abuelo powstały z kupażu kilku rumów siedmioletnich.

Tygielkizacja zabrała nuty umami, które pojawiały się w Aeropresie. Podbita została wytrawna cytrusowość i intensywność bardzo gorzkiej czekulady. Znikła słodycz ale tu właśnie pojawił się znakomity alkohol o smaku baklawy zanurzonej w miodzie z finiszem pełnym świeżości soku z trzciny cukrowej, tropikalnych owoców i mandarynek. Z jednej strony zawartości obydwu szklaneczek mocno ze sobą kontrastowały a z drugiej zakomicie ze sobą współgrały. Taka radość.

PS w tytule fragment utworu „The Sickbed of Cuchulainn” grupy The Pogues z LP „Rum Sodomy& the Lash” 1985.

* zawartość dżezwy doniosłem galopem do celu by nie wystygła zanadto.

** któremu to Rajowi dziękuję za pomoc w postaci szklaneczki rumu , użyczczeniu flaszki tegoż oraz szkła typu glencrain wraz ze scenografią do fotografii. Jesteście w deseczkie i debeściaki!

Sorry my English or résumé:

Another meeting of rum and coffee took place in bodega’s Raj Piwosza.  This time, natural Colombia El Limon* anaerobic fermentation and 7-year-old Panamanian Ron Abuelo stood on one table, in two glencrain glasses.
The coffee brewed in Ibrik / cezve was dry, citrusy with lots of dark, dark chocolate.  This flavor is perfectly balanced with the sweetness of baklava, honey, the intensity of tropical fruits, mandarines and fresh sugar cane juice.  Pure joy.


Thanks a lot Raj Piwosza for help in creating the post.  YOU ROCK!!!

  • * from Polish Aeropress Championship 2021 by Cophi.Solutions .

Mistrzostwa Polski Aeropress 2021

Momenty były? No masz! Najlepiej jak Marta i Krzysiek kalibrowali sędziów* kwasem octowym** i to o 8mej rano! ***

A potem zrobiło się jeszcze ciekawiej gdy zaraz po kontroli specjalnego psa sprawdzającego zaczęły się Igrzyska!

Zawodnicy zajęli miejsca , do młynów i aeropressów trafiła kawa – anaerobiczna naturalna Kolumbia El Limon wypalona w piecu Stronghold przez Mateusza Karczewskiego z Audun Coffee .

Uczestnikom zmagań żywiołowo kibicowali tłumnie przybyli sympatycy kawy, skoczne melodie wygrywał DJ Krzaku a imprezę brawurowo wspomagała menadżerka sceny Gosia Herman (@gosia_hy)

Było wiele radości, stresu, euforii, straconych nadziei, śmiechu, spotkań z dawno i niedawno widzianymi znajomymi. Były wykłady, palarnie kawy chwaliły się swoimi ziarenkami, można było sobie również kawusię wypalić na miejscu.

A nade wszystko na sędziowskim stole pojawiały się coraz to kolejne napary uczestników mistrzostw.

A surowe jury siorbało , niuchało i burzliwe dyskutowało przegryzając sucharkami :

by do finału dostały się najpyszniejsze ekstrakty. Kiedy emocje eskalowały a atmosfera stawała coraz gorętsza za pomocą magicznego wiatraczka**** można się było ochładzać.

Zmagania zmierzały z kolejnymi rundami i zaparzonymi setkami kaw ku Grande Finale.

Stresogenny***** czasomierz poganiał aż nadejszła wiekopomna chwila i do oceny trafiły trzy finałowe kawy :

Gdy już decyzja zapadła odbyło się ogłoszenie zwycięzcy i udekorowanie Aeropressami we właściwych deseniach.

Złoty Wawrzyn przypadł hołmbariście Wojciechowi Lipko z Krakowa, srebrem obdarowana została Karina Gmurkowska z Coffee Desku a na miejscu trzecim uplasował się Maksym Volkovytskyi z Hard Beans. Po trzykroć gromkie HURRRA ! dla Zwycięzców…

Co by tu jeszcze …. bo jak powiedział klasyk „Trzeba uporządkować doznania” :

Mistrzostwa zorganizowane na 5- w skali 1-5 . Minusik , żeby Organizatory****** nie popadli nadmiernie w zasłużoną dumę.

Bardzo mało z kaw , które spróbowałem nie nadawało się do przełknięcia co wskazuje na wysokie kwalifikacje startujących bo ziarno było wymagające. Cztery napary smakowały niebagatelnie pysznie.

Tak wygląda Uri The Boss:

Tak rozpiska kto i kiedy sędziuje oraz łyżka kapingowa:

Tak wyglądało stanowisko dla zawodnika/zawodniczki:

To jest hummus, którym się sędzie posilały:

Było GITES!!!!!!!!!!!!!!!!!

* w składzie Marta Niwińska z Coffee Support, Magdalena Chylińska SCA Polska, Krzysiek Blinkiewicz Autumn Coffee Roasters i SCA Polska, Mateusz Karczewski Audun Coffee/Stronghold, Alan Jarrar @50%Arabica /Jokes Aside Coffees, Konrad Konstantynowicz Palarnia Czarna Fala /Podcast o Kawie, Wojciech Szymański Zapach Kawy, Kuba Skorupski Cophi.Solutions oraz w niemijającym zawstydzeniu, że się znalazł w tak Znamienitym Gronie autor tego bloga.

** nie mylić octem siedmiu złodziei

*** w sobotę 07.VIII.A.D.2021

**** przypadł mi w udziale jeden taki

***** dla uczestników

****** brawo Brygado Cophi.Solutions (Uri, Łukaszu, Paulino, Kubo, Tamilu&Co)

PS a tak (niemal) wygląda Hulk Hogan

PS II we wpisie znalazły się cytaty min. z „Kulisów srebrnego ekranu” i filmów „Sami swoi” oraz „Żółty szalik”. I oczywiście z „Autostopem po Galaktyce” Douglasa Adamsa.

PS III W tej samej lokalizacji (niezwykłe gościnne progi oraz płotek Jewish Community) odbywał się Gwiaździsty Zlot Flamingów:

PS IV wszystkie fotki i tekst: http://www.panodespressorysuje.art

Sorry my English or résumé:

On August 7, the Polish Aeropress Championships organized by Cophi.Solutions took place in Warsaw.
It was a great honor and pleasure to be one of the nine judges. The players squeezed the anaerobic natural Colombia El Limon roasted by Mateusz Karczewski in the Stroghold . The finalists were: home barista Wojciech Lipko – first place, Karina Gmurkowska from Coffee Desk – second and Maksym Volkovytskyi from Hard Beans – third. Outside of the competition, there were exciting lectures, at the bar you could try coffee from small roasters  or finally roast your own coffee. There were also hummus, pelicans, little windmills, a DJ, lots of excitement and hectoliters of coffee. The championships were organized excellently, the best ones won, a few people caught the bug of Aeropress.  It was a great Saturday with lots of fun and a great crowd of people.  It was a great Saturday with lots of fun and a crowd of great people. A loud BRAVO for Organizers, Participants and Viewers! See You next years!

photo&text http://www.panodespressorysuje.art

Już za chwileczkę , już za momencik…*

Zostało kilka drobnych chwil do Mistrzostw Polski w Aeropressie A.D.2021.

fot. panodespressorysuje.wordpress.com

W najbliższą sobotę w Jewish Community Center w Warszawie przy ulicy Chmielnej 9a wycisną się hektolitry kawy, emocji, radości i innych takich. Kto może niech wpadywuje pokibicować , napić się kawusi i na ploteczki bo „będzie pięknie tak miło ogromnie , niezbyt cnotliwie i niezbyt też skromnie” jak Pan Waglewszczak śpiewa.

* co prawda nie Piątek z Pankracym ale też gites.

Sorry my English or résumé:

This Saturday, in Warsaw at Chmielna 9 street, the Polish Aeropress Championship will be held. It will be beautiful and nice and evrything You like. Who on the way should come.

Mistrzostwa Polski w Aeropressie 2021

http://www.panodespressorysuje.wordpress.com

Drodzy Czytelnicy , dziś o godzinie 20.00 zaczynają się zapisy chętnych do wzięcia udziału w Mistrzostwach Polski w parzenia kawy w Aeropressoe organizowanych przez Cophi.Solutions. Formularza szukajcie na @aeropresspoland lub pod linkiem https://linktr.ee/aeropresspoland . Plakat w wersji polskiej znajdziecie w mediach społecznościowych a ja wykorzystałem swój najrysunek „Syren Warsiaski” do umiędzynarodowienia przekazu. Widzimy się w JCC Warszawa za miesiąc z drobnym okładem.

Sorry my English or résumé:

We are waiting for Polish Championship in Aeropress brewing coffee method. Be there at 7th of August. Informations at social media of organizators – Cophi Solutions. See You soon!!!

PS international unofficial poster by me !

Festiwal Kawy w Katowicach

Na skrzydłach* jak ptak na wieść o kawowej imprezce podreptałem w ostatnią niedzielę maja do Katowic. Nim dotarłem do Galerii Szyb Wilson zahaczyłem o znamienite Muzeum Śląskie****** gdzie natrafiłem na kawowy artefakt świadczący o długiej historii kofeiny w Katowicach .

Ze zbiorów Muzeum Śląskiego w Katowicach
Ze zbiorów Muzeum Śląskiego w Katowicach

W rytmach lekkiego opadu typu deszcz zawitałem do świetnego postkopanialnego interioru , w którym rozgościło się kilkanaście krajowych palarni.

Na pierwszy łyk** wybrałem smaczną , słodziutką Indonezję z biłgorajskiego Coffee&Sons (albo jak ktoś woli Kawa od Synków).

Po sąsiedzku zachęcał do poksztowania dystrybutor zielonego ziarna !Fest Coffee Mission.

Wielce sympatycznie się rozmawiało*** a naturalny Honduras wyśmienity, czyściutki, orzeźwiejący smak cytrusów. Najfajniesze festiwalowe chwile to poznanie firm o których istnieniu nie miałem pojęcia.

Następnie podreptałem do gliwickiego Kafara gdzie od wieków niewidzianych Adama i mojego kawowego Senseia Pawła S. wypiłem świetne brazylijskie espressko i równie w deseczkie przelewik.

Kolejna w kubeczek trafiła pychotna Kostaryka z bielsko-czechowickiego Propera.

Super kawusia z palarni, którą znałem tylko ze słyszenia i nie mniej super pogwarki z Dominiką****.

Na deser koldbriu z syropem chmielowym w Dobra Palarnia Kawy. Zacna smakowo idea.

Oczywiście nim ” zasłużyłem” na deser próbowałem kaw dystrybuowany i przygotowanych w termosach przez kawa.pl . Radość niezmienną wzbudziła obecność w nichże ateńskiego Under Doga.

Skosztowałem też kawuś z dwóch nieznanych palarni czyli berlińskiego 19grams

Oraz wprost z Porto Salvadoru z palarni Sensu

Kawy były apetyczne jednak termosy trochę zabiły pełnię możliwości ziarenek.

Na Festiwalu odwiedziłem warsiaskich Przyjaciół ze Story (w lewym rogu Pan Wojtek*****) i

i z Cophi , którym czemuś zdjęcia nie zrobiłem choć wybitnie fotogeniczna to Ekipka.

*na tyle na ile pociąg PKP ma skrzydła i o ile można dreptać na skrzydłach

**po prawdzie pierwszy łyk kawy odbył się w jednej z katowickich kawiarni ale to zupełnie inna opowieść.

*** i gratis pod postacią torby się przydarzył.

**** dzięki za kawę dla Samych Fusów!!!!

***** reszta Załogi zdążyła nawiać jak mnie tylko zobaczyła

****** o tym co obejrzałem w Muzeum Śląskim oprócz niemal antycznej puszki kawy poczytacie Drodzy Czytelnicy tutaj : https://panodespressorysuje.wordpress.com/2021/06/15/sztuka-naiwna/

Festiwal był to hmmm…. dwubiegunowy. Dla wystawców dramat bo ludzkości przyszło mikro. Dla mnie gites bo spokojnie mogłem sobie pomantyczyć przy kawiarnianych stoiskach. Wszystkich nie odwiedziłem a i tak wychodząc wyglądałem mniej więcej jak na poniższym zdjęciu :

KKKUKK

Kukła projektu Janusza Wiśniewskiego ze zbiorów Muzeum Śląskiego w Katowicach do przedstawienia „Koniec Europy”

Sorry my English or résumé:

In last week of May there was a quite strange Coffee Festival in Katowice. Plenty of Polish coffee roasters (and some Europen to try from thermoses) and almost any visitors. For me sooo nice because I could drink and talk, talk and drink without any traffic . But for the exhibitors absolutely tragic! After festival I looked like on the last photo.

Stopczyk, co Wy tam palicie. Ja? Radomskie. Ale jak Pan major woli to Franz ma Camele.

W zeszłym tygodniu po Mieście poszła* wieść, że w Cophi na Hożej do stałej oferty weszła kawa z tygielka. Albo z cezve. Albo ibrika . Albo μπρίκι. Albo jezve. Albo dżezwy. Albo джезва. Albo džezva . Albo جَِذوة‎  . Z któregoś z tych naczynek albo ze wszystkich. Ruszyłem więc w te pędy** podręczyć o przygotowanie kogoś z Państwa Baristów.

Do przepięknego, kutego tureckiego tygielka trafiły Camele***. I odrobina cukru**** na moje życzenie. Z zainteresowaniem obserwowałem poczynania Pani Baristki Sylwii, której sposób parzenia był nieco odmienny od mojego, więc tym bardziej interesujący.

Smak zawartości kubeczka przeniósł mnie do kafejonów na Morzem Śródziemnomorskim. A dokąd przeniesie Was, Drodzy Czytelnicy przekonajcie się sami tylko weźcie ze sobą własną porcelankę albo szkiełko do picia bo tektura jest jak policzek wymierzony Tradycji*****.

Trzymam , Droga Ekipo Cophi, kciuki za tygielkizację Warszawy.

*jak wiosenna fala powodziowa na Wiśle.

** 6700 metrów w 5 dni. Przyznacie, że gnałem co koń wyskoczy.

*** nie żeby żywe wielbłądy. Mieszanka taka robustki z arabiczką.

***** w tureckiej tradycji gorzką kawę podaje się na pogrzebach lub w innych chwilach smutku.

***** ale nie tej co miała butków nie zamoczyć.

PS w tytule cytat z „Psów”. Prawda, że adekwatny?

(…)święty Augustyn pisze, że każdy, kto wierzy w antypody, jest przeklęty…

… „Ależ dobrodzieju — odpowiada kobieta — przecież mój syn pisuje do mnie i przysyła mi pieniądze z Australii.”

„To jest złuda diabelska — odpowiada jej dziekan — żadna Australia nie istnieje, to antychryst was zwodzi.”

A w niedzielę wyklął ją publicznie i krzyczał, że Australia nie istnieje. Więc go wprost z kościoła odwieźli do domu obłąkanych. „

fot.Paulina Ostrowska/Cophi

Nie ma lepszego* cytatu o Australii w światowej literaturze. Dlatego po raz wtóry bezpardonowo ozdabiam nim kolejny wpis. Zwłaszcza że będzie o kawie z Antypodów.

Przyflanowałem do Cophi po butelkę mleka od krowy 3,9% tłuszczu**. Boss Uri nakierował mnie na paczkę Kenii z Palarni Bureaux z Melbourne, Shree Tamil przelał , Mademoiselle Paulina zdjęcie uczyniła a ja z ciekawością wypiłem.

Pierwsze skrzypce*** zagrały pomidory,  które po kilkunastu minutach zamieniły się, przy dźwięków obojów, w zupę wybitnie jarzynową by finalnie zabrzmieć w rytmie bębnów sengenya wygładzonych brzmieniem orutu i chivoti jak klasyczna Kenia – czarną herbatą , pomarańczami i innymi cytrusami. Zabawne ziarenka.

* być może są lepsze ale wśród nich lepszego nie ma
**  XXI wiek,  wydarzeniem na miarę lądowania gazika na Saturnie jest pojawienie się w sprzedaży mleka o zawartości tłuszczu powyżej 3,5%…ech
*** oktet (7 skrzypiec i basy)

PS cytat czywiście ze „Szwejka” Pana Haška

tekst&foto : http://www.panodespressorysuje.art

Snow brewing

W minioną sobotę* jednocześnie w Cophi na Lwowskiej, gdzieś na dalekim Podlasiu oraz w równie odległej Brazylii dzięki internetom można się było mniej lub bardziej realnie spotkać ze Shree Tamilem , Spadarynią Janiną z DearJudges.Coffee i Senhorem Gabrielem z plantacji Daterra. Kawa Macunaima Cerrado Mineiro Paraiso Natural w tlenowej fermentacji uległa zaparzeniu w ekspresie Sage Precision Brewer.

Napar trafił do prywatnej czarki w towarzystwie dwójki wyżej wymienionych kawowych ekspertów.

A czasy są takie, że konsumpcja jest możliwa tylko w rygorze na wynos wysiorbałem zawartość naczynka w otoczeniu roju śniegowych płatków, który opanował Warszawę.

Brazylia smakowała podsuszonymi orzechami laskowymi, mleczną czekoladą, białym grapefruitem i niedojrzałymi renklodami**. Dla mnie to smakowało.

* a w niedzielę był nie mniej emocjonujący dzień panamski . Ale nie po drodze mi było.

** renkloda = ulena = ciekawostka taka

PS rozmowa osób z monitorka do obejrzenia na instagramach Dearjudges.coffee