Z notatnika pielgrzyma

Są takie miejsca do których ludzie pielgrzymują przynajmniej raz w życiu . Jerozolima , Mekka , La Scala , Tawerna „Pod Załatanym Bębnem”* w Ankh Morpork etc etc. Moje skrywa się w cieniu Wieszcza ,

który tak pięknie o kawie w „Panu Tadeuszu” pisał :

„…Nazywa się kawiarka; ta sprowadza z miasta
Lub z wicin bierze ziarna w najlepszym gatunku,
I zna tajne sposoby gotowania trunku,
Który ma czarność węgla, przejrzystość bursztynu,
Zapach moki i gęstość miodowego płynu…”

Cień** ten pada na założone przez Senseja Pawła Siemiaszkę gliwickie Kafo .

Gdy już tam dotrzecie czeka Was doskonałe espressko

w kojącej przestrzeni

i inne nakomite płynne bądź stałe frykasy.

Dla sympatyków kawy Kafo to doskonały cel wędrówki , może nawet częściej niż raz w życiu.

* Pod Załatany Bęben często pielgrzymuje się tylko raz bo wędrowca definitywnie i ostatecznie pochłaniają Mroki

** dzień wizyty w Kafo był na tyle upalny , że wszystkie cienie zostały wypalone przez słoneczko.

Cafe à la Turka. Rozdział czwarty.

Do palarni Ihsan Kurukahvecioğlu trafiłem niechcący peregrynując stambulską dzielnicę Eminönü i okolice Bazaru Egipskiego.

Do wejścia zachęciła mnie elegancka witryna i data powstania firmy. Wnętrze było jeszcze atrakcyjniejsze bo przepełnione kawą I rozmaitym osprzętem.

Porwałem li jedynie jedną stu gramową paczuszkę , której napoczęcie jest zwieńczeniem miesiąca wpisów o kawie po turecku.

Kofeinowy proszek z odrobiną cukru trafił do dżezwy marki Soy* , w której został podniesiony na raz**.

A następnie do filiżanusi w akompaniamencie doskonałego rachatłukum o smaku nomen omen kawy po turecku.

Cóż by można rzec – czysta pyszność i radość i odrobina orientu nad Wisłą.

* mam i chwalę się .

** tradycje niby mówią , że na dwa albo na trzy się powinno ale nadekstrakcja może wywołać nadmierną goryczkę, która by przykryła inne smaki. A tego byście Drodzy Czytelnicy nie chcieli.

PS opakowanie od słodkości:

Foto&tekst : http://www.panodespressorysuje.art

I’m a lumberjack and I’m OK I sleep all night and I work all day (…) On Wednesdays I go shopping and have buttered scones for tea

Przydreptałem do Relaxu i ku bezmiarowi radości spotkałem kafejonowego sztamgasta Imć Armena* co go trochę wywiało z Wawuni i rzadko można słów parę zamienić.

Wbrew słowom z tytułu wpisu nie zamierzałem pić herbaty a do kafejonu szurałem z dużą ochotą na espressko. Z szota nic nie wyszło bo z półki zamrugały do mnie honduraskie ziarenka z amsterdamskiej palarni DAK Coffee Roasters.

fot. panodespressorysuje.wordpress.com

A że trudno się oprzeć mrugającym ziarenkom** poprosiłem o ich przelanie. Napar wyszedł czyściutki, róża z bzem, truskawki, mandarynki. „Good…Good….” jak mawiał pewien Imperator.

fot. panodespressorysuje.wordpress.com

* http://www.armenabalian.com !!!!!

** podobnie trudno jak głosom słyszanym w głowie, które każą zrobić to czy tamto.

PS słowa z Piosenki Kanadyjskiego Drwala brawurowo wykonywanej przez Michaela Palina zawarte w tytule wpisu fenomenalnie korespondują z jego treścią gdyż: A. w Relaxie nie piłem herbaty B.nie byłem w nim w środę C.właścicielami palarni są Kanadyjczycy

Sorry my English or résumé:

Driped Honduras from DAK Coffee Roasters at Relax Café Bar (Warsaw Dawntown) brought taste of rose, elderberry flower, mandarines and strawberries. „Good…Good…” as one famous Imperator has said.

PS In the title of the post I used an except from the evergreen „The Lumberjack Song” sung by Michael Palin – the Member of Monty Python . Propably because the Owners of the coffee roasters are Canadians.

Komplikacja

Jak prowadzić statystykę kaw z nowych palarni skoro pojawiają się takie projekty jak napotkany w KapKap Café – 1000 Hills Products. Bo niby coś nowego ale ziarna wypalane przez doskonale znanego Auduna.

Ale nic to*. Pomysł super. Kawy odmiany Red Bourbon tylko z jednego rwandyjskiego regionu Muhabura w rozmaitych obróbkach.

Jak można dojrzeć na powyższym zdjęciu sięgnąłem po proces Honey. Był i miód i jabłka i trzcinowy cukier i czarna herbata. Bardzo przyjemna z V60.

* jak by powiedział pułkownik J.M.Wołodyjowski

Warsaw Coffee Market

W tym roku nie odbyły się ani Warszawski Festiwal Kawy ani World of Coffee. Zamiast nich w miniony łikend potoczył się Warsaw Coffee Market w Hali Gwardii*.

Na imprezie objawiła się trochę starych znajomych** ale też ku mojej radości palarnie, których wypałów nie miałem okazji spróbować. Na nich więc się skupiłem.

Celowo nie podszedłem do Kawy Popularnej*** więc moje skupienie ograniczyło się do trzech nowalijek.

Primo :

Bracia Ziółkowscy z trójkąta Białobrzegi, Kozienice, Warka. Spróbowałem Rwandę Rushashi z Moccamastera. Czyściutka , trochę mlecznych karmelków, tropikalii , porzeczek.

Duża przyjemność okraszona przyjemną pogawędką z jednym z braci. I etykiety klawe mają!

Secundo :

Zielonogórscy Coffee Hunters zaparzali w trybie szybki przelew Kostarykę, która smakowała niczym klasyczna, słodka, czekoladowo-orzechowa Brazylia.

Natomiast pod szyldem Kyoto Coffee Roasters**** serwowali dobre cold brew w wersji klasycznej oraz w połączeniu z samodzielnie robionym tonikiem. Mocno smakowite.

Tertio :

DEAR JUDGES

Kawy od Janiny (@jlbrewing na instagramie) . Pasjonujące doznania smakowe przynależały do każdej z czterech próbowanych kaw.

Było jednym słowem EKSCYTUJĄCO!!!

W jednym z kolejnych wpisów opiszę co wyciągnąłem z próbek , którymi Janina w Swojej szczodrości mnie obdarowała.

Miałem je wypróbować na wyjeździe za miasto ale trochę nie było warunków i nieco zostałem zainteresowany rozmową o właściwej dla kawy wodzie. Więcej przeczytacie wkrótce.

* było i Cophi (mersi za próbeczki)

i Story Coffee Roasters i Coffee nad Sons i wreszcie jak zwykle gites pogawędka o kawie i okolicach z Pawłem z Gorilla Coffee wraz z degustacją intrygujących likłidów .

Etiopia cold brew skończyła się na wycieczce za miasto dużo za szybko….

** odkryłem, że mają okienko obok Pani Jandy Teatru Polonii to sobie zapukam i spróbuję.

**** w koprodukcji z Browarem Birbant

Warsaw Coffee Market był kameralną i sympatyczną imprezą dającą szansę na pobróbowanie kaw bez nadmiernego tłoku oraz na dobre rozmowy.

Palarnie nr 31,32,33/2020

Sidra

Trafiła się w Cophi gratka nie lada. @Lukmasterbrewing podzielił się* za pomocą Aeropressa swoją naturalną Kolumbią Café Granja La Esperanza, odmiana Sidra** z hammarbiańskiej palarni Standout Coffee.

Zapach ziaren przed zmieleniem sugerował fermentację lactic. Ale o dziwo ziarenka Sidri tak pachną.

Było trochę jogurtowo, brzoskwiniowo, limonkowo-jabłkowo. Z takim wyraźnym uczuciem przyjaznej cierpkości na kubeczkach. Intrygująca kawa.

* trochę wdrapałem Mu się niechcący na ambit

** jeśli zrozumiałem co czytałem to mam pewien zgrzyt z tą odmianą bo wyhodowana została przez Nescafé/Nestlé, którego produktów staram się unikać.

Palarnia nr 30/2020

Ps. szkło prywatne, kawa przygotowana i wydana wg. najbardziej radykalnych norm obowiązujących w kraju nad Wisłą.

Italian Style

Przytrafiły się do pobróbowania kawy z łomiankowskiej palarni Caffe Grano.

20200713_100539

Deliberowałem nieco nad kolejnością testowania. Czy alfabetycznie, czy kierować się piłkarskimi sympatiami i antypatiami. Wygrała tęsknota za Rzymem.
Skład blendu Roma cytuję za stroną palarni : „Mieszanka 4 ziaren oparta na kawie pochodzącej z Ameryki Południowej (Colombia Excelso) oraz trzech innych kaw Arabic z dodatkiem najlepszej mytej indyjskiej Robusty jaka występuje na rynku.” Czyli po trosze nie wiadomo co.
Wybrałem metodę parzenia sugerowaną przez producenta-kafeterkę.

20200713_120911

Wyszedł płynny żużel. Ni z cukrem nie szło pić ni z mlekiem skondensowanym. Kawowy hardcore dla prawdziwych twardzieli.

Przez chwilę myślałem o blendzie Napoli jako kawie pierwszego wyboru . Bo primo klub z tego Miasta jest moim ulubionym we włoskiej lidze, a secundo Neapol to prawdopodobnie pierwszy italski gród jaki poznałem dzięki „3-ciej Księdze Przygód Koziołka Matołka”

20200714_184932

Do sugerowanej kafeterki trafiła cytuję za stroną : „Mieszanka 4 ziaren, oparta na kawie pochodzącej Ameryki Południowej (Colombia Excelso) oraz trzech  Arabik z Ameryki środkowej (Gwatemala, Salvador, Honduras).

20200714_181732

I po spróbowaniu powiem Wam tak – Camorra mordowała z dużo błahszych powodów.

Kolejna na tapetę trafiła Modena* mieszanka Gwatemali , Salwadoru i Kolumbii. Pewien dysonans poznawczy się wkradł bo z jednej strony piktogramy na stronie sugerują, że to kawa do wszystkich rodzajów parzenia a opis sugeruje intensywne espresso i średniociemne palenie.

20200727_173220

W miarę jasne ziarno palenie 2/5 natchnęło mnie na Aeropress, z którego można wycisnąć coś więcej. No i pokazały się cytrusowe nuty. Niby niewiele ale po Rzymie i Neapolu idzie wypić.

Co kryje się pod szyldem Bari? Czyżby syn szarej wilczycy**? Nie, raczej nie. W torebce Indie Plantation A. Niezbyt upalone więc również trafiły pod tłok Aeropressa.

20200728_083823

Wyszło Americano. Po ostygnięciu nieco nawet kwaskowate. No i tyle.

A na deser finisz podróży po Italii wg Caffe Grano mieszanka Como***.

20200728_171719

W skład wchodzi myta indyjska Robusta i cztery bliżej nieokreślone Arabiki. Wybitnie kafeterkowa ale koniecznie do zmiękczenia cukrem.

Palarnia z Łomianek prowadzi również single z segmentu „specialty”. Po dość niełatwych doświadczeniach z ich kawami HoReCa chętnie bym się przekonał jakie kawy jednorodne wychodzą z ich pieca.

* jedyne co wiem o Modenie,  że jest to miasto urodzin i śmierci Maestro Luciano Pavarottiego.
** kto czytał Pana Curwooda ten wie
*** Como – kompletna  Terra Incognita

Palarnia nr 27/2020

Ps zapytacie Drodzy Czytelnicy „A co to że piękna filiżanka na ostatnim zdjęciu?” Otóż śpieszę donieść,  że fajans ze słynnej wytwórni ceramiki z Luneville , wzór Le Cabinet d’Amateur.

 

L’esperance nourrit une Chimère et la vie s’écoule

Skoro Chimera z Arkadii Nieborowskiej* syta czas na bezstresową** kawę.

Drogowskaz

20200726_143915

wskazał drogę do Domku Murgrabiego***

0395118

a przy okazji narodził się dowcip sytuacyjny: „Po ile kawa? 8 złotych. To poproszę o wodę dla psa w kubku na wynos .”

Espresso**** podwójne kosztowało dziewiątka i było zaskakująco dobre –

20200726_145454

– czysty, gęsty smak gorzkiej czekolady okraszony tropikalnymi owocami wyciśnięty z dźwigniowej Astorii *****. Smaczniutkie acz bez cremy.

20200726_145710

*”skomponowanej” przez Helenę z Przeździeckich Radziwiłłową

Helena_Radziwiłłowa

Portret autorstwa Ernsta Gebauera.

** po obiadku Chimera lubi uciąć drzemkę
*** ale raczej nie tego
***** chyba model Core
**** sygnowane Bike Café.  Na stronie można wyczytać,  że do kubeczków trafia Honduras z regionu Pena Blanca z palarni Craft Coffee Roaster. W 2018 wprowadzili bagdripy. Czy przetrwały podpytam w Lublinie albo przy najbliższym spotkaniu z Bike Café.

Ps. a dlaczego zapytacie Drodzy Czytelnicy dwa zdjęcia jednej kawy? Cóż – tereny Arkadii oferują bezlik plenerów do kawowych fotosów.

Tekst&foto: http://www.panodespressorysuje.art

A można i na grzyby Na grzyby – w aromatów pełen las Na grzyby – przed wyjazdem słuchaj sprawdźmy gaz Weźmy czegoś parę kropel A na drzwiach wywieśmy o tem Że ruszyliśmy w sobotę Bo powzięlismy ochotę Na grzyby – tu borowik a tam dzik

Dzika nie trafiłem na grzybobraniu* podobnie jak i grzybów**. Był padalec, była ropucha i żuk gnojnik.
Napotkani cudzoziemscy grzybiarze namawiali na takie pomarańczowe okazy ale jakoś mnie nie przekonali****.

20200627_083247

A czemu*** zapytacie Drodzy Czytelnicy w kawowym blogu wpis o grzybach?
Ha! Trzecim defektem smakowym w kawie jakiego nauczył mnie Sensei Paweł S. z Kawiarni Kafo jest posmak boletusa czy innej kani. Defekt ziarna znaczy się.
A drugie Ha! to to, że w lesie była a jakże! grana kawa.

20200627_104229

W kubeczek wieńczący termos trafiła Kolumbia z amsterdamskiej***** palarni Stooker.

20200627_114433

Sensorycznie podobnie jak w koszyku grzybów brak ale wyraźne nuty brzoskwiń, suszonych moreli i orzechów odnalazłem.

* a raczej na grzyboniebraniu
** no dobrze znalazły się dwa jadalne
*** rusycyzm – no i co z tego
**** pewnie przez różnice językowe
***** Amsterdam i grzybki idą ponoć w parze

Ps. tytuł wpisu fragmentem z tak znanej piosenki, że wstyd wyjaśniać co zacz.

Żenuarium*

Dziś wylała się na mnie fala miłego słowa. M. z kawiarni C. powiedział mi, że P. barista z kawiarni F a potem roaster w warszawskiej palarni H. na moich instagramowych postach z A.D.MMXIII pokazywał mu hmmm…. nabywanie kawowej sensoryki z zakresu kwasowatości kawy. Wielce miło zwłaszcza l, że P. to bardzo znamienita Persona w kawowym środowisku i Wawuni i Berlina a teraz gdzieś za Wielką Wodą.
Na tę okoliczność napoiłem kawą nitro cold brew** jednego z różowych pelikanów, które zagościły były w ogródku kawiarni Cophi na Hożej.

20200602_142015

A skoro jesteśmy na Hożej. Mistrz Jerzy Pilch – Obywatel tejże ulicy zmarł był na dniach. Żal ogromny bo maestria słowa i myśli jaką znajdowałem w Jego felietonach była równa frazom Pana Kisielewskiego. Smutek, smuteczek, smutunio.

* żenuarium to słowo od Pana Pilcha, które mnie zauroczyło i uwielbiłem bezkrytycznie
** jeśli nie piliście to jest to macerowana na zimno kawa na azocie. W strukturze coś jak Guinness albo Murphy’s albo inny stout.