Wieści z Miasta / City news

Kręcąc się po Mieście wdepnąłem do kilku nowych dla mnie kofeinowych placówek.

Pierwsza.

Ech Mech na Białołęce/Tarchominie* działa od lat trzech.

Ale dopiero od 3-4 miesięcy serwuje alternatywy** i inne Aeropressy.

W ofercie kawki min. z Coffee Labu i Coffee&Sons. Aeropresik smakowitym był.

Trzymam kciuki , żeby przelewy polubione zostały przez lokalną publikę.

Druga.

Eter na Hożej. Bardziej to cukiernia o wegańskim zacięciu plus ziarna głównie z HAYBa. I cudnie niebieściutki bar.

Na miłym oku stoliczku pojawiło się przyzwoite espressko.

Trzecia.

Rahman Market . To co prawda nie kafejon a delikatesy , w których można napić się kawy z piachu.

Klasyczna kawa po turecku.

Do wypicia co prawdy tylko na stojaka jak espresso przy barze na modłę włoską. Fajowo.

Takie to trzy odkrycia.

* trochę to ziemia jałowa. Jest palarnia Noble gdzie można zajechać na małą czarną , kiedyś była Kawiarnia Ceramiczna i tyle.

** trochę to dziwna nazwa dla chociażby opatenowanego w 1908 przez Melittę Bentz dripera czy zaprojektowanego w 1941 przez Petera Schlumbohma Chemexa.

Tekst&foto : http://www.panodespressorysuje.art

English shortcut:

Recently, I have come across theses of new coffee points.

„Ech Mech” is a 3-year-old cafe in Warsaw’s Białołęka district, which introduced alternative brewing methods 3 months ago. They are learning, they are full of enthusiasm and Areopress was very ok.

„Eter” is a vegan pastry shop where you can drink drip and others methods. The espresso was absolutely correct.

„Rahman Market” is an oriental delicatessen (meat, sweets, coffee, tea) where you can drink Turkish coffee prepared traditionally in sand. There are no seats so it’s a cezve a la classic Italian espresso at the bar.

It is so good to find a new coffee spot.

15 lat a jak z bicza strzelił

Panu Kierce trzydzieści lat oczekiwania na mieszkanie zleciało jak z bicza strzelił :

Podobnie i mi , tyle że piętnaście , zlecialo jak z bicza strzelił na przesiadywaniu**** w Kawiarni Filtry dokąd „zaciagnął”*** mnie Sensei Paweł Siemaszko , a który to Kafejon właśnie taką okrągłą rocznicę będzie hucznie świętować dnia 03. września roku bieżącego.

Wpis urodzinowy bez wątpienia pojawi się chwilę po Jublu , jak tylko obeschną łzy wzruszenia. Dziś śpieszę donieść, że będę prowadził** drugą pozycję z plakatu a także parzył kawki po turecku na każde życzenie Miłych Gości spragnionych spotkania z tradycją vel kawą pierwszofalową. Ziarna pod tygielek wypali sam Mistrz Świata w roastingu Audun Sørbotten! Tak, że tak.

Gorąco na filtrowy jubileusz zapraszam wszystkich co mogą przyjść. A jeśli Ktoś lub Ktosia nie może to niech też przyflanuje.

* a w Filtrach wszystko kawowo-nowofalowe się w Polsce zaczęło.

** dzięki Ewo&Asiu jesteście Cudowne a ja dogłębnie przerażony!

*** prawdopodobnie nie opierałem się zbyt mocno.

**** były też połączone z przesiadywaniem niezliczone małe czarne, przelewiki, z rzadka coś z mleczkiem , dużo śmiechu , żarcików oraz zrozmowy, pogaduszki, ploteczki….

Tekst i fotka tygielka : http://www.panodespressorysuje.art

Kawa z trójkąta

Poszła plotka po Mieście, że w cieniu Kościoła Zbawiciela vel na Zbawixie otworzył* się nowy kafejon. Pognałem co koń wyskoczy by zajrzeć nieco szybciej niż po 9-10 miesiącach .

El Cafetero przynależy do palarni** pod tym samym szyldem i jest miejscem nad wyraz przyjemnym.

Prosto, aligancko, z wyczuciem i sznytem. Takim tiptopowym. Nim się zamówi przelewik można spróbować jednej z trzech propozycji i poprosić o jedną z nich.

W ciemno sięgnąłem po naturalną Kolumbię*** ze zdjęć powyżej oraz poniżej, która towarzyszyła mi w upalnym dniu pracy.

Petarda! Sączyłem powoli bo smak mi się dawno tak świetny nie przydarzył. Było też espressko z Brazylii.

Gęste, czekoladowe z nutami śliwkowo-wiśniowymi. Klasa.

Kawy serwowane są lub sprzedawane z wszelkimi niezbędnymi informacjami na dołączanej karteczce. Do tego kulturka i sympatyczności Pani Mileny – Współwłaścicielki.

Kiedy pojawia się nowy lokal od razu świta mi w głowie pytanie**** – „Czy się utrzymają? Jak sobie poradzą?” W przypadku El Cafetero nie nam wątpliwości, że tak, oczywiście i jak najbardziej.

Dostałem też do domowego przetestowania puzderko z naturalną Brazylią Fazenda Salto. Trafiła***** do tygielka bo gdzieżby indziej.

Parzenie wydobyło z dużych pokładów czekolady cytrusowo-agrestowe nutki , które nieco wyokrągliłem odrobiną cukru. Gites!

* raptem trzy tygodnie temu

** ziarenka wypalane są w Terespolu

*** Kolumbia przyświeca i nazwie i logu

**** w Wawuni jest pod 80 (albo i ponad) lokali z przelewami

***** proporcje 1:10 na gorącą wodę

PS odpowiedź na pytanie dlaczego „Kawa z trójkąta”****** znajdziecie na http://www.elcafetero.pl

Tekst&fotos : http://www.panodespressorysuje.art

****** i nie jest to Trójkąt Bermudzki

Veni, vidi, bibi capulus!

Goscinny&Uderzo „Odyseja Asterixa” wyd.Egmont

Druid Panoramix* nie myślał , że jego cudowny napój w przyszłości zastąpi nie mniej cudowna kawa. Choćby i taka z ulycy Ząbkowskiej 28.

O kafejonie Ave Coffee dowiedziałem się z reklamy, która mi w internetach śmignęła. Wstąpiłem więc przy najbliższej okazji by przekonać się co zacz?

Kawiarenka serwująca ziarna pod swoim szyldem przycupnęła przy północnopraskiej bramie pilnowanej przez dwa żeliwne odboje w słynnym krasnalim kształcie.

Nieduże, przytulne wnętrze skrywa sporo paczuszek kawy i kameralny bar.

Zamówiłem mytą Dominikanę z aeropressa. Przyjemna acz ciut popiołowa w finiszu ale palenie było raczej podekspresowe więc i nie dziw. Po Grochowie także i Północna część Pragi kawowo rozkwita**. Miła pogawędka , spoko kawka. Warto wrócić.

I jeszcze krasnal w zbliżeniu.

* Juliusz Cezar także się tego nie spodziewał

Tekst&fotos: http://www.panodespressorysuje.art

Bywanie w kawiarni było dla niego czymś nowym, do czego jeszcze nie przywykł.

Lektura pasjonującej powieści „Chan al-Chalili” Nadżiba Mahfuza* wzmogła we mnie apetyt na kawę po turecku. Choć więcej jest na jej kartach picia herbaty w kairskich lokalach. A tak się wspaniale złożyło, że miałem na półce paczuszkę kawy** z kardamonem z Damaszku***. Zaparzyłem ją metodą sugerowaną na opakowaniu.

Czyli tradycyjnie po syryjsku – kawa na gorącą wodę w tygielku. I nieco cukru.

Zabulgotała i wuala**** o to filiżanka aromatycznego naparu.

* jedynego literackiego noblisty piszącego po arabsku

** od firmy GASeeB 1946

*** zadziwiające , że mimo trwającej od ponad dekady pustoszącej kraj wojny, można w kraju nad Wisłą kupić paczuszkę syryjskiej kawy.

**** niektórzy mówią „voilà” ale to błąd

PS w tytule cytat z powieści w tłumaczeniu Jolanty Kozłowskiej

Tekst&foto : http://www.panodespressorysuje.art

Cafe à la Turka. Rozdział czwarty.

Do palarni Ihsan Kurukahvecioğlu trafiłem niechcący peregrynując stambulską dzielnicę Eminönü i okolice Bazaru Egipskiego.

Do wejścia zachęciła mnie elegancka witryna i data powstania firmy. Wnętrze było jeszcze atrakcyjniejsze bo przepełnione kawą I rozmaitym osprzętem.

Porwałem li jedynie jedną stu gramową paczuszkę , której napoczęcie jest zwieńczeniem miesiąca wpisów o kawie po turecku.

Kofeinowy proszek z odrobiną cukru trafił do dżezwy marki Soy* , w której został podniesiony na raz**.

A następnie do filiżanusi w akompaniamencie doskonałego rachatłukum o smaku nomen omen kawy po turecku.

Cóż by można rzec – czysta pyszność i radość i odrobina orientu nad Wisłą.

* mam i chwalę się .

** tradycje niby mówią , że na dwa albo na trzy się powinno ale nadekstrakcja może wywołać nadmierną goryczkę, która by przykryła inne smaki. A tego byście Drodzy Czytelnicy nie chcieli.

PS opakowanie od słodkości:

Foto&tekst : http://www.panodespressorysuje.art

Cafe à la Turka. Rozdział trzeci.

Przywiózł mi się ze Stambułu z Bazaru Egipskiego ręcznie kuty i srebrzony w środku tygielek firmy Soy Türkiye*. Trzy razy podchodziłem do stoiska , oglądałem, zachwycałem się i próbowałem targować choć miałem świadomość, że cena proponowana była ponad dwukrotnie niższa niż w Polsce. Symbolicznie zostało mi urwane 50 tureckich lir , tak dla podtrzymania handlowej tradycji**. I majstersztyk sztuki tworzenia ibrików zawitał nad Wisłę.

Kolekcja dżezw rozrosła się po przebuszowaniu piwnicy u rodziców o jednoosobową jakże wiosenną perełkę

oraz o cezve jakiego kupić by się nie udało choćby człek przemierzył Turcję wzdłuż i wszerz .

Z tygielka , któremu ewidentnie patronuje Hern można napoić diablo smaczną kawą Przyjaciół a i jeszcze zostaną dwa , trzy łyczki dla własnej osoby.

Rozrastająca się kolekcja stwarza dylemat z cyklu – „Gdzie to wszystko trzymać???” . Ale jak mawiał Mały Rycerz – „Nic to” .

* tytuł Mistrza Świata Cezve/Ibrik używając raqwe te marki zdobył min. Turgay Yildizli

** koszmarna inflacja w Turcji sprawiła , że czasy kiedy można było kupić towary za „pół” ceny odeszły nad Bosforem do lamusa

Zdjęcia&tekst http://www.panodespressorysuje.art

Cafe à la Turka. Rozdział drugi.

B&M Coffee – uliczną kawiarnię , sklep z kawowymi akcesoriami i palarnię kawy w jednym mijałem w Stambule regularnie.

Zawsze przyciągała moją uwagę bo i kawa pachniała i ibriki się mieniły i ziarna się też mieniły i kusił sahlep*.

Raz popatrzyłem jak się parzy kawę :

raz po nocy zapiłem doskonałą uliczną przekąskę aż wreszcie udałem się na zakupy

w postaci paczuszki świeżutko wypalonej i drobniutko zmielonej specjalności zakładu.

W proporcjach 7g/60g kawa trafiła do kupionego** na obrzeżach Bazaru Egipskiego tygielka

i trochę*** jak na powyższych filmikach**** została podniesiona z odrobiną cukru na trzy.

I po każdej razie po trochu wlewana do filiżanki. Czyli jak by nie licząc też na trzy.

Wspaniała – uwierzcie na słowo.

* przez cały pobyt nie udało mi się spróbować tego przysmaku. Trzeba będzie wrócić.

** po nieumiejętnym targowaniu jakieś 16 złych. Bardzo funkcjonalne i estetyczne zarazem połączenie stali i miedzi.

*** trochę, bo na gazie a nie w piasku i trochę, bo bez tej zachwycającej zręczności Mistrza Rytuału

**** specjalnie dla Was Drodzy Czytelnicy założyłem konto na YT byście mogli tę kawową magię na własne oczy zobaczyć

Cafe à la Turka

Kawa przybyła do Konstantynopola prawdopodobnie około 1554 przywieziona przez dwóch syryjskich kupców z Damaszku i Aleppo , którzy otworzyli pierwszą nad Bosforem kawiarnię.

XVI wieczna turecka kawiarnia. Miniatura z internetów.

W 2013 turecka metodą parzenia, która rozpowszechniła się min. na Bałkanach , Bliskim Wschodzie, Kaukazie i Wschodniej Europie * została wpisana na Listę niematerialnego dziedzictwa UNESCO.

Aby przygotować kawę po turecku potrzebujemy:

A : tygielek (cezve, ibrik, raqwa, jezva, briki)

B. kawę

najlepiej świeżo paloną

i zmieloną na miał vel mąkę:

C: wodę (byle nie słoną)

D: źródło ciepła np. widniejący na pierwszym zdjęciu gorący piasek.

E: ewentualnie odrobinę czegoś słodkiego ** :

Umiejętnie połączywszy te składniki otrzymamy filiżankę aromatycznego naparu.

Jest jeszcze jeden niezbędny element by ten sposób picia kawy mógł być uznany za tradycyjny – czas. Nie wolno się spieszyć. Kahve jest po to by dobrze spędzić czas na rozmowie, grze w trik traka, obserwowaniu świata. Kahve zatrzymuje czas.

* w Polsce to raczej ciekawostka

**oprócz cukru oczywiście

PS szkół parzenia jest kilka. Możecie sobie Drodzy Czytelnicy popatrzyć w internetach.

PS 2 poniżej kilka kawowych widoczków ze stambulskich ulic

http://www.panodespressorysuje.art

Zdjęcia i tekst : http://www.panodespressorysuje.art

Ibrık

Niedziela to doskonały dzień na kawę z tygielka. Zwłaszcza że niedawno przybyła do mnie wprost ze starodawnego Egiptu paczuszka kofeiny z kardamonem. Nie patyczkując się więc zbytnio* zagotowałem na trzy magiczny pył** z odrobiną cukru.

Al Yemeni Coffee A.D. 1940 była tak pyszna jak oczekiwałem. Intensywna, gęsta, aromatyczna. Pycha.

Po wypiciu wysłałem*** zdjęcie pustej filiżanki do najsłynniejszej w okolicy wróżki.

http://www.panodespressorysuje.art

I oto co z niego wyczytała:

„Czeka Cię podróż do miasta nad wodą” . Oby się nie myliła bo chętnie bym gdzieś podreptał.

* tylko odrobinę

** tak drobniusieńko ziarenka były zmielone

*** usługi „onlajn” dotknęły również branżę wieszczo-wróżebną

Tekst, rysunek , zdjęcia : http://www.panodespressorysuje.art