Türk kahvesi / Kawa po turecku / Coffee á la Turka

5tego grudnia celebrujemy Światowy Dzień Kawy Po Turecku ustanowiony w 2013 w momencie wpisania parzenia w tygielku na Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO.

December 5th of 2013 Turkish Coffee was included in UNESCO’s List of Intangible Cultural Heritage. This day become World Turkish Coffee Day. Than LET’S IBRIK!!!

Foto/Photo : http://www.panodespressorysuje.art

Tasseomancja/Tasseomancy

Wróżenie z fusów jest gdzieniegdzie na świecie może nawet ważniejsze od samego picia kawy. Spróbowałem i ja swoich sił w tej niełatwej i odpowiedzialnej dziedzinie.

W fusach z kawy á la Turka ukazała się mi Kucająca Madonna z Wielką Piersią. Coś jakby echo jednego z najsłynniejszych obrazów w historii malarstwa „Upadłej Madonny z Wielkim Cycem” pędzla mistrza Van Clompa.

Przyznacie Drodzy Czytelnicy , że jak na pierwszą wieszczbę całkiem nieźle!!!!

An English version:

Reading coffee grounds is perhaps even more important in several regions of the world than just drinking coffee. I also tried my hand at this difficult and responsible field. It showed me the Crouching Madonna with the Big Breast. Something like an echo of one of the most famous paintings in the history : „Fallen Madonna with the Big Boobies” by Maestro Van Clomp. You will admit, Dear Readers, that for the first prophecy it is pretty good !!!!

Zdjęcie obrazu z / Pictures of painting from : East Bristol Auction Ltd.

Różne różności / Various miscellaneous

Różność pierwsza :

Czekała sobie w lodówce zapuszkowana kawa po wietnamsku. Czekała , czekała aż blaszany walec został odszpuntowany. Likłid z charakterystycznymi , spodziewanymi nutami smakowymi plus słodycz mleka. Napój całkiem, całkiem ale nie tak smaczny jak kawa z phina* przyrządzana w nieistniejącej już niestety Monsoon Café . Minusem spora ilość w składzie utrwalaczy, konserwantów i innych umilaczy .

* tradycyjny wietnamski zaparzacz

Różność druga:

W Cophi na Hożej wymusiłem espressko na ziarenkach** z Mistrzostw Polski Aeropress 2022. Kwasowość wycisnęła łzy z oczu. Poratowałem się odrobiną cukru. Kawa wyłagodniała. Miałem wrażenie kończąc zawartość filiżanki , że obcuję ze śliwkami w occie. Intrygujące doświadczenie.

** Kolumbii w jakiejś mocno fermentacyjnej obróbce

Różność trzecia :

Kaw z oslańskie/oslońskiej/osloańskiej*** palarni Tima Wendelboe miałem okazję spróbować ze trzy razy ale nigdy ziarenka nie trafiły pod moją strzechę. Paczuszka mytej Kenii Gachatha wpadła w me ręce dzięki serdeczności&uprzejmości Asi&Ewy z Café Filtry&Kawiarnia No i co. Pomidorowo-lubczykowy zapach nie pozostawiał złudzeń , że to ewidentnie produkt z krainy Karen Blixen. W smaku coś jakby morelki, czereśnie, hibiskus. Fajniutka.

*** z Oslo

Różność 4:

Probkę ziaren pod espresso ofiarował mi pojawiający się czasem na szpaltach bloga @lukmasterbrewing. Kawa pochodzi ze znakomitej palarni Supremo Kaffee**** z Unterhaching . Jak widać na powyższym zdjęciu poddana została tygielkizacji z odrobiną cukru.

Napar wyszedł gęsty, ciemny , mocny , intensywnie czekoladowy. Świetna na długie, zimowe wieczory.

**** oprócz kawy słyną z manufakturowanych młynków Comandante

Ps tym sprytnym sposobem zamiast czterech popełniłem jeden wpis.

Tekst&foto : http://www.panodespressorysuje.art

English shortcut :

1.Canned milk Vietnamese coffee. Taste almost like prepared in phin dripper. Only too much of chemical ingredietns inside.

2. At Cophi Café espresso with anaerobic** Colombia from Polish Aerpopress Championship. Harsh&sour. With a little bit of sugar tasted plums in vinegar. Lots of interesting to try.

* or aerobic or any other fermantation process

3.First in my live** I got possibility to brew coffee from Tim Wendelboe. Washed Kenya Gachatha was full of hibiscus, wild cherries, peaches and tomato-loverage aroma. Delish!

** thanks to Asia&Ewa – owners of Filtry Café&No i co Café

4. Espresso sample of Supremo Kaffee (gift from @lukmasterbrewing) . Made in ibrik/cezve plus sugar. Dense, dark, intensive, chocolate. Perfect for wintertime evenings.

Text&photos : http://www.panodespressorysuje.art

Wieści z Miasta / City news

Kręcąc się po Mieście wdepnąłem do kilku nowych dla mnie kofeinowych placówek.

Pierwsza.

Ech Mech na Białołęce/Tarchominie* działa od lat trzech.

Ale dopiero od 3-4 miesięcy serwuje alternatywy** i inne Aeropressy.

W ofercie kawki min. z Coffee Labu i Coffee&Sons. Aeropresik smakowitym był.

Trzymam kciuki , żeby przelewy polubione zostały przez lokalną publikę.

Druga.

Eter na Hożej. Bardziej to cukiernia o wegańskim zacięciu plus ziarna głównie z HAYBa. I cudnie niebieściutki bar.

Na miłym oku stoliczku pojawiło się przyzwoite espressko.

Trzecia.

Rahman Market . To co prawda nie kafejon a delikatesy , w których można napić się kawy z piachu.

Klasyczna kawa po turecku.

Do wypicia co prawdy tylko na stojaka jak espresso przy barze na modłę włoską. Fajowo.

Takie to trzy odkrycia.

* trochę to ziemia jałowa. Jest palarnia Noble gdzie można zajechać na małą czarną , kiedyś była Kawiarnia Ceramiczna i tyle.

** trochę to dziwna nazwa dla chociażby opatenowanego w 1908 przez Melittę Bentz dripera czy zaprojektowanego w 1941 przez Petera Schlumbohma Chemexa.

Tekst&foto : http://www.panodespressorysuje.art

English shortcut:

Recently, I have come across theses of new coffee points.

„Ech Mech” is a 3-year-old cafe in Warsaw’s Białołęka district, which introduced alternative brewing methods 3 months ago. They are learning, they are full of enthusiasm and Areopress was very ok.

„Eter” is a vegan pastry shop where you can drink drip and others methods. The espresso was absolutely correct.

„Rahman Market” is an oriental delicatessen (meat, sweets, coffee, tea) where you can drink Turkish coffee prepared traditionally in sand. There are no seats so it’s a cezve a la classic Italian espresso at the bar.

It is so good to find a new coffee spot.

15 lat a jak z bicza strzelił

Panu Kierce trzydzieści lat oczekiwania na mieszkanie zleciało jak z bicza strzelił :

Podobnie i mi , tyle że piętnaście , zlecialo jak z bicza strzelił na przesiadywaniu**** w Kawiarni Filtry dokąd „zaciagnął”*** mnie Sensei Paweł Siemaszko , a który to Kafejon właśnie taką okrągłą rocznicę będzie hucznie świętować dnia 03. września roku bieżącego.

Wpis urodzinowy bez wątpienia pojawi się chwilę po Jublu , jak tylko obeschną łzy wzruszenia. Dziś śpieszę donieść, że będę prowadził** drugą pozycję z plakatu a także parzył kawki po turecku na każde życzenie Miłych Gości spragnionych spotkania z tradycją vel kawą pierwszofalową. Ziarna pod tygielek wypali sam Mistrz Świata w roastingu Audun Sørbotten! Tak, że tak.

Gorąco na filtrowy jubileusz zapraszam wszystkich co mogą przyjść. A jeśli Ktoś lub Ktosia nie może to niech też przyflanuje.

* a w Filtrach wszystko kawowo-nowofalowe się w Polsce zaczęło.

** dzięki Ewo&Asiu jesteście Cudowne a ja dogłębnie przerażony!

*** prawdopodobnie nie opierałem się zbyt mocno.

**** były też połączone z przesiadywaniem niezliczone małe czarne, przelewiki, z rzadka coś z mleczkiem , dużo śmiechu , żarcików oraz zrozmowy, pogaduszki, ploteczki….

Tekst i fotka tygielka : http://www.panodespressorysuje.art

Kawa z trójkąta

Poszła plotka po Mieście, że w cieniu Kościoła Zbawiciela vel na Zbawixie otworzył* się nowy kafejon. Pognałem co koń wyskoczy by zajrzeć nieco szybciej niż po 9-10 miesiącach .

El Cafetero przynależy do palarni** pod tym samym szyldem i jest miejscem nad wyraz przyjemnym.

Prosto, aligancko, z wyczuciem i sznytem. Takim tiptopowym. Nim się zamówi przelewik można spróbować jednej z trzech propozycji i poprosić o jedną z nich.

W ciemno sięgnąłem po naturalną Kolumbię*** ze zdjęć powyżej oraz poniżej, która towarzyszyła mi w upalnym dniu pracy.

Petarda! Sączyłem powoli bo smak mi się dawno tak świetny nie przydarzył. Było też espressko z Brazylii.

Gęste, czekoladowe z nutami śliwkowo-wiśniowymi. Klasa.

Kawy serwowane są lub sprzedawane z wszelkimi niezbędnymi informacjami na dołączanej karteczce. Do tego kulturka i sympatyczności Pani Mileny – Współwłaścicielki.

Kiedy pojawia się nowy lokal od razu świta mi w głowie pytanie**** – „Czy się utrzymają? Jak sobie poradzą?” W przypadku El Cafetero nie nam wątpliwości, że tak, oczywiście i jak najbardziej.

Dostałem też do domowego przetestowania puzderko z naturalną Brazylią Fazenda Salto. Trafiła***** do tygielka bo gdzieżby indziej.

Parzenie wydobyło z dużych pokładów czekolady cytrusowo-agrestowe nutki , które nieco wyokrągliłem odrobiną cukru. Gites!

* raptem trzy tygodnie temu

** ziarenka wypalane są w Terespolu

*** Kolumbia przyświeca i nazwie i logu

**** w Wawuni jest pod 80 (albo i ponad) lokali z przelewami

***** proporcje 1:10 na gorącą wodę

PS odpowiedź na pytanie dlaczego „Kawa z trójkąta”****** znajdziecie na http://www.elcafetero.pl

Tekst&fotos : http://www.panodespressorysuje.art

****** i nie jest to Trójkąt Bermudzki

Bywanie w kawiarni było dla niego czymś nowym, do czego jeszcze nie przywykł.

Lektura pasjonującej powieści „Chan al-Chalili” Nadżiba Mahfuza* wzmogła we mnie apetyt na kawę po turecku. Choć więcej jest na jej kartach picia herbaty w kairskich lokalach. A tak się wspaniale złożyło, że miałem na półce paczuszkę kawy** z kardamonem z Damaszku***. Zaparzyłem ją metodą sugerowaną na opakowaniu.

Czyli tradycyjnie po syryjsku – kawa na gorącą wodę w tygielku. I nieco cukru.

Zabulgotała i wuala**** o to filiżanka aromatycznego naparu.

* jedynego literackiego noblisty piszącego po arabsku

** od firmy GASeeB 1946

*** zadziwiające , że mimo trwającej od ponad dekady pustoszącej kraj wojny, można w kraju nad Wisłą kupić paczuszkę syryjskiej kawy.

**** niektórzy mówią „voilà” ale to błąd

PS w tytule cytat z powieści w tłumaczeniu Jolanty Kozłowskiej

Tekst&foto : http://www.panodespressorysuje.art

Kulisy srebrnego ekranu

„Fajny film wczoraj widziałem”. „Momenty były?” „No masz!” „Najlepiej jak ten Włoch.” „Lubiał wypić?” Kawę aż mu się ręce trzęsły …” a na końcu był Pan Mahler.*

Pierwszy raz obejrzałem na srebrnym ekranie i zachwycił mnie jeszcze bardziej (mimo iż palić jakoś się nie nauczyłem) niż podczas kilku oglądań w telewizorku. Obraz – najlepszy o kawie, który stał się jedną z moich filmowych miłości od pierwszego wejrzenia .

We wstępie cytat i nawiązanie do „Kulisów Srebrnego Ekranu” słuchowiska autorstwa Andrzeja Zaorskiego z lat ’70tych , emitowanego w Świętej Pamięci Radiowej Trójce w brawurowym wykonaniu Mariana Kociniaka i autora.

* jeszcze przed napisami

Cafe à la Turka. Rozdział czwarty.

Do palarni Ihsan Kurukahvecioğlu trafiłem niechcący peregrynując stambulską dzielnicę Eminönü i okolice Bazaru Egipskiego.

Do wejścia zachęciła mnie elegancka witryna i data powstania firmy. Wnętrze było jeszcze atrakcyjniejsze bo przepełnione kawą I rozmaitym osprzętem.

Porwałem li jedynie jedną stu gramową paczuszkę , której napoczęcie jest zwieńczeniem miesiąca wpisów o kawie po turecku.

Kofeinowy proszek z odrobiną cukru trafił do dżezwy marki Soy* , w której został podniesiony na raz**.

A następnie do filiżanusi w akompaniamencie doskonałego rachatłukum o smaku nomen omen kawy po turecku.

Cóż by można rzec – czysta pyszność i radość i odrobina orientu nad Wisłą.

* mam i chwalę się .

** tradycje niby mówią , że na dwa albo na trzy się powinno ale nadekstrakcja może wywołać nadmierną goryczkę, która by przykryła inne smaki. A tego byście Drodzy Czytelnicy nie chcieli.

PS opakowanie od słodkości:

Foto&tekst : http://www.panodespressorysuje.art

Cafe à la Turka. Rozdział trzeci.

Przywiózł mi się ze Stambułu z Bazaru Egipskiego ręcznie kuty i srebrzony w środku tygielek firmy Soy Türkiye*. Trzy razy podchodziłem do stoiska , oglądałem, zachwycałem się i próbowałem targować choć miałem świadomość, że cena proponowana była ponad dwukrotnie niższa niż w Polsce. Symbolicznie zostało mi urwane 50 tureckich lir , tak dla podtrzymania handlowej tradycji**. I majstersztyk sztuki tworzenia ibrików zawitał nad Wisłę.

Kolekcja dżezw rozrosła się po przebuszowaniu piwnicy u rodziców o jednoosobową jakże wiosenną perełkę

oraz o cezve jakiego kupić by się nie udało choćby człek przemierzył Turcję wzdłuż i wszerz .

Z tygielka , któremu ewidentnie patronuje Hern można napoić diablo smaczną kawą Przyjaciół a i jeszcze zostaną dwa , trzy łyczki dla własnej osoby.

Rozrastająca się kolekcja stwarza dylemat z cyklu – „Gdzie to wszystko trzymać???” . Ale jak mawiał Mały Rycerz – „Nic to” .

* tytuł Mistrza Świata Cezve/Ibrik używając raqwe te marki zdobył min. Turgay Yildizli

** koszmarna inflacja w Turcji sprawiła , że czasy kiedy można było kupić towary za „pół” ceny odeszły nad Bosforem do lamusa

Zdjęcia&tekst http://www.panodespressorysuje.art