Mimozami jesień się zaczyna

Przeważnie się zaczyna , albowiem mi zaczęła się zaparzeniem kawy w nowym acz wintydżowym tygielku. Przygotowanie „małej czarnej” było jednocześnie spotkaniem z dawnymi właścicielami dżezwy :

Prababcią Łucją:

I Pradziadkiem Leonardem :

Nie wiem kim byli , ani kiedy i skąd wspaniale spatynowany i zdobiony* ibrik trafił w ich ręce ale dzięki hojności Pani Joanny, ich prawnuczki, cieszy dziś moje oko i stał się perełką w kolekcji.

Do tygielka trafiła wraz z ciutką cukru niemal końcówka wybornej Panamy Geishy z Palarni Audun. Zachwycająca , pełna owoców fantazja.

Dzięki cezve pamięć o niewątpliwie wspaniałych Łucji i Leonardzie będzie się pojawiała przy każdym parzeniu jak Gin z potartej lampy.

* winogrona kojarzą się i z Grecją, i Gruzją, i Armenią** ale i z Turcją. Zadziwiające i frapujące zdobienie, którego pochodzenia odkrycie jest zadaniem godnym i S.Holmesa i H.Poirota.

** chodź kształt mało ormiański

Ps jeśli ktoś z Was Drodzy Czytelnicy ma pomysł na trop skąd dżezwa może pochodzić dajcie poproszę znać

Ps 2 w tytule Cz.Niemen

Ps 3 Pani Joanno jeszcze raz dziękuję!

Tekst&zdjęcia: http://www.panodespressorysuje.art

An English shortcut :

This year’s autumn began with the preparation of coffee in a vintage ibrik which belonged to Lucia and Leonard*. It is beautifully decorated with wineyard motifs and covered with a patina. I brewed a washed Panama Geisha from http://www.auduncoffee.com in it. It were awsome moments with the fullness of fruity and juicy taste and delight over the ornamentation of the cezve.

* They were extraordinary great-grandparents of the previous owner – Mrs. Joanna

Text&photos: http://www.panodespressorysuje.art

Urodziny i znowu minął rok. Życia mniej , życia więcej. A nad ranem mgła gasi diament łzy”

„Szast prast i po wszystkim” a konkretnie po XV-tych urodzinach Kawiarni Filtry :

Ewa , Asia i Michał
Audun Sørbotten
po kapingu kaw Auduna/ręce Mistrza
Kaping Czarnej Fali
Woeczorna kalibracja kawy Panama Geisha Volcano Valley
Turecka kawa , Kolumbia od Tima Windelboe i weneckie bąbelki
Tygielkizacja
Przedsmak jesieni
Rachatłukum
Dżezwa , ibrik ,  cezve, جَِذوة, μπρίκι , raqwa, kanaka, xhezvie, tygielek , jezvečezve, джезва,
džezvadjezva, đezva , џезва ,ג’זווה, кафеник, turka
czyli kawa pierwszofalowa.

I było hucznie i miło ogromnie i niezbyt cnotliwie i niezbyt też skromnie… Zapytacie Drodzy Czytelnicy – A czy były balony? – Oczywiście, że były!

Urodzinowe balony

PS do wpisu wykorzystałem słowa Lecha Janerki , Dziadka Jacka Poszepszyńskiego i Wojciecha Waglewskiego.

Zdjęcia : http://www.panodespressorysuje.art

A few words in English:

It was a grand celebration of the 15th birthday of Filtry Café*. There were cuppings of coffees from Audun and Czarna Fala Roasteries. Coffee workshop in cezve (with washed Panama Geisha, Turkish ibrik beans and Syrian coffee with cardamom). There were also great conversations, lots of fun, Venetian bubbles and balloons.

* The first third-wave café in Warsaw and where coffee revolution in Poland began.

15 lat a jak z bicza strzelił

Panu Kierce trzydzieści lat oczekiwania na mieszkanie zleciało jak z bicza strzelił :

Podobnie i mi , tyle że piętnaście , zlecialo jak z bicza strzelił na przesiadywaniu**** w Kawiarni Filtry dokąd „zaciagnął”*** mnie Sensei Paweł Siemaszko , a który to Kafejon właśnie taką okrągłą rocznicę będzie hucznie świętować dnia 03. września roku bieżącego.

Wpis urodzinowy bez wątpienia pojawi się chwilę po Jublu , jak tylko obeschną łzy wzruszenia. Dziś śpieszę donieść, że będę prowadził** drugą pozycję z plakatu a także parzył kawki po turecku na każde życzenie Miłych Gości spragnionych spotkania z tradycją vel kawą pierwszofalową. Ziarna pod tygielek wypali sam Mistrz Świata w roastingu Audun Sørbotten! Tak, że tak.

Gorąco na filtrowy jubileusz zapraszam wszystkich co mogą przyjść. A jeśli Ktoś lub Ktosia nie może to niech też przyflanuje.

* a w Filtrach wszystko kawowo-nowofalowe się w Polsce zaczęło.

** dzięki Ewo&Asiu jesteście Cudowne a ja dogłębnie przerażony!

*** prawdopodobnie nie opierałem się zbyt mocno.

**** były też połączone z przesiadywaniem niezliczone małe czarne, przelewiki, z rzadka coś z mleczkiem , dużo śmiechu , żarcików oraz zrozmowy, pogaduszki, ploteczki….

Tekst i fotka tygielka : http://www.panodespressorysuje.art

Avash-avash

Są takie miejsca na świecie, gdzie pośpiech jest zastopowany rytuałem/zwyczajem picia kawy. Do nich należy Albania gdzie pierwszą mającą większy sens czynnością jest poranne espresso* albo xhezvie** .

Czas temu jakiś przyjechała do mnie paczuszka ziarenek z powstałej 1997 w Beracie palarni Shtëpia e kafes Gimi. Zapach po otwarciu paczuszki wydobył się mega intensywny. Kawa wypalona gdzieś pomiędzy pierwszym a drugim crackiem.

Olbrzymia doza goryczy/przepalena i znakomitej czekolady ze wspaniałym body. Przy trzydziestukliku celcjuszańskich stopniach za oknem , z odrobiną cukru , wspaniała !

Dziękuję Rodzice Kochane!!!

* nie opuszcza mnie widok z okna w albańskim hoteliku na kafejon , gdzie miejscowi o 6 rano delektowali się filizanką gorącej kawy pod przegląd prasy.

** często z kieliszkiem rakiji

*** vel ibrik/cezve/raqwa/tygielek

Ps na zdjęciach jednoosobowy tygielek zabytkowy. Prawdopodobnie z Olkusza , skąd dżezwy trafiały w latach ’70tych min. do Syrii i na Bliski Wschód.

Tekst&fotos : http://www.panodespressorysuje.art

Kawa z trójkąta

Poszła plotka po Mieście, że w cieniu Kościoła Zbawiciela vel na Zbawixie otworzył* się nowy kafejon. Pognałem co koń wyskoczy by zajrzeć nieco szybciej niż po 9-10 miesiącach .

El Cafetero przynależy do palarni** pod tym samym szyldem i jest miejscem nad wyraz przyjemnym.

Prosto, aligancko, z wyczuciem i sznytem. Takim tiptopowym. Nim się zamówi przelewik można spróbować jednej z trzech propozycji i poprosić o jedną z nich.

W ciemno sięgnąłem po naturalną Kolumbię*** ze zdjęć powyżej oraz poniżej, która towarzyszyła mi w upalnym dniu pracy.

Petarda! Sączyłem powoli bo smak mi się dawno tak świetny nie przydarzył. Było też espressko z Brazylii.

Gęste, czekoladowe z nutami śliwkowo-wiśniowymi. Klasa.

Kawy serwowane są lub sprzedawane z wszelkimi niezbędnymi informacjami na dołączanej karteczce. Do tego kulturka i sympatyczności Pani Mileny – Współwłaścicielki.

Kiedy pojawia się nowy lokal od razu świta mi w głowie pytanie**** – „Czy się utrzymają? Jak sobie poradzą?” W przypadku El Cafetero nie nam wątpliwości, że tak, oczywiście i jak najbardziej.

Dostałem też do domowego przetestowania puzderko z naturalną Brazylią Fazenda Salto. Trafiła***** do tygielka bo gdzieżby indziej.

Parzenie wydobyło z dużych pokładów czekolady cytrusowo-agrestowe nutki , które nieco wyokrągliłem odrobiną cukru. Gites!

* raptem trzy tygodnie temu

** ziarenka wypalane są w Terespolu

*** Kolumbia przyświeca i nazwie i logu

**** w Wawuni jest pod 80 (albo i ponad) lokali z przelewami

***** proporcje 1:10 na gorącą wodę

PS odpowiedź na pytanie dlaczego „Kawa z trójkąta”****** znajdziecie na http://www.elcafetero.pl

Tekst&fotos : http://www.panodespressorysuje.art

****** i nie jest to Trójkąt Bermudzki

Cafe à la Turka. Rozdział trzeci.

Przywiózł mi się ze Stambułu z Bazaru Egipskiego ręcznie kuty i srebrzony w środku tygielek firmy Soy Türkiye*. Trzy razy podchodziłem do stoiska , oglądałem, zachwycałem się i próbowałem targować choć miałem świadomość, że cena proponowana była ponad dwukrotnie niższa niż w Polsce. Symbolicznie zostało mi urwane 50 tureckich lir , tak dla podtrzymania handlowej tradycji**. I majstersztyk sztuki tworzenia ibrików zawitał nad Wisłę.

Kolekcja dżezw rozrosła się po przebuszowaniu piwnicy u rodziców o jednoosobową jakże wiosenną perełkę

oraz o cezve jakiego kupić by się nie udało choćby człek przemierzył Turcję wzdłuż i wszerz .

Z tygielka , któremu ewidentnie patronuje Hern można napoić diablo smaczną kawą Przyjaciół a i jeszcze zostaną dwa , trzy łyczki dla własnej osoby.

Rozrastająca się kolekcja stwarza dylemat z cyklu – „Gdzie to wszystko trzymać???” . Ale jak mawiał Mały Rycerz – „Nic to” .

* tytuł Mistrza Świata Cezve/Ibrik używając raqwe te marki zdobył min. Turgay Yildizli

** koszmarna inflacja w Turcji sprawiła , że czasy kiedy można było kupić towary za „pół” ceny odeszły nad Bosforem do lamusa

Zdjęcia&tekst http://www.panodespressorysuje.art

Cafe à la Turka

Kawa przybyła do Konstantynopola prawdopodobnie około 1554 przywieziona przez dwóch syryjskich kupców z Damaszku i Aleppo , którzy otworzyli pierwszą nad Bosforem kawiarnię.

XVI wieczna turecka kawiarnia. Miniatura z internetów.

W 2013 turecka metodą parzenia, która rozpowszechniła się min. na Bałkanach , Bliskim Wschodzie, Kaukazie i Wschodniej Europie * została wpisana na Listę niematerialnego dziedzictwa UNESCO.

Aby przygotować kawę po turecku potrzebujemy:

A : tygielek (cezve, ibrik, raqwa, jezva, briki)

B. kawę

najlepiej świeżo paloną

i zmieloną na miał vel mąkę:

C: wodę (byle nie słoną)

D: źródło ciepła np. widniejący na pierwszym zdjęciu gorący piasek.

E: ewentualnie odrobinę czegoś słodkiego ** :

Umiejętnie połączywszy te składniki otrzymamy filiżankę aromatycznego naparu.

Jest jeszcze jeden niezbędny element by ten sposób picia kawy mógł być uznany za tradycyjny – czas. Nie wolno się spieszyć. Kahve jest po to by dobrze spędzić czas na rozmowie, grze w trik traka, obserwowaniu świata. Kahve zatrzymuje czas.

* w Polsce to raczej ciekawostka

**oprócz cukru oczywiście

PS szkół parzenia jest kilka. Możecie sobie Drodzy Czytelnicy popatrzyć w internetach.

PS 2 poniżej kilka kawowych widoczków ze stambulskich ulic

http://www.panodespressorysuje.art

Zdjęcia i tekst : http://www.panodespressorysuje.art

Migawki ze Stambułu

Zbliżała się 23cia i coraz powolniejszymi kroki zmierzałem do hoteliku gdy wzrok mój padł na szyld Cafe Society.

Po jakiż napitek można było sięgnąć o tak zacnej porze jeśli nie po espressko.

Drobne problemy językowe nie pozwoliły mi uzyskać informacji z jakich to ziarenek kawa ale czy to w końcu takie ważne? Było i słodkie i gorzkie i lekko owocowe. W sam raz na pierwszą stambulską noc.

Dzień drugi miasta nad Bosforem przyniósł kolejne radości. Po wielości kafelków :

przyszedł czas na zniewalające tureckie słodkości i prawilną , pyszniusią kawę w cukierni Osmanlizandeler działającej od 1876…

Zaokrętowawszy się na wodną komunikację by pobujać się po Bosforze ku zachwytowi okazało się, że na pokładzie serwowana jest herbata. Plusminus po 1,20 Złego.

Łajba pruła toń zatoki a herbata smakowała jak nie wiem co.

Wysiadłszy w tak zwane ciemno dreptaniem wzdłuż brzegu , gdzieś pomiędzy mostami

w okolicach twierdzy Podrzynanych Gardeł objawiła się jedna z kawiarni spod szyldu Espresso Lab (w Rumeli Hisarı) .

Był na wynos aromatyczny brzoskwiniowo-malinowy przelewik a na miejscu intensywne , owocowo-słodkie , świetnie ułożone espressko z blendu Honduras (albo Gwatemala) , Etiopia i coś jeszcze.

Srebrny tenteges na zdjęciu to popielniczka jak by ktoś pytał.

W dniu trzecim zrezygnowałem z kafelków na rzecz kolorowego proszku.

Po zetknięciu się z feerią barw potrzebowałem ukoić oczy zasmożonym Bosforem. Kawa po turecku przytrafiła się w Mado – cukierni o XIX wiecznym rodowodzie.

Było mocno klasycznie. Lekko żużelkowo, intensywnie i muliście.

Turcja to kraj cudownie, wspaniale, intensywnie herbaciany. Na każdym niemal rogu można przygarnąć szklaneczkę çaju w co najmniej atrakcyjnej cenie (1,2 -3złe). Nie mając dość widoku wody kilka kolejek tego najwspanialszego z płynów w siebie ze smakiem wlałem.

Trochę na deser a trochę by się wzmocnić przed wieczornym szturmem na wieżę Galata w kafejonie wyspecjalizowanym w etiopskich ziarenkach

zaaplikowałem espressko.

Materiał na dobrego szota został nieco zaprzepaszony złym ustawieniem ekspresu. Ale i tak kawusia pomogła wdrapać się na najslynniejszą ze stambulskich wież , pomogła też winda wwożąca prawie na sam szczyt, skąd roztoczył się „zabójczy widok” –

– choć akurat trzy inne Bondy tutaj kręcone były.

Raptem półtoragodzinny spacerek pod czujnym okiem Stormtroopera

zaniósł mnie dnia kolejnego do Norm Cafe w dzielnicy Cihangir.

Przyjemnie się i sympatycznie rozmawiało . No i było espressko na Brazylii Pedra Azul w obróbce semi natural.

Słodkie , orzeszkowe, trochę owocowe. Dobrze trafić w taki kafejon.

Kilkaset metrów w dół wzgórza , potem na lewo obok pana sprzedającego małże i za dziesiąt metrów w prawo utrafiła się kolejna kofeinowa miejscówka – Kronotop. Ponoć byli w pierwszym szeregu kawowej „rewolucji” w Stambule.

Była pychota eklerka , mocno dobry szybki przelew – coś jakby z posmakiem tamaryndowca

i zjawiskowa klasyczna kawa po turecku. Nie próbuje opisać smaku ale ogień!

Próby krótkiej rozmowy z baristami spełzły na niczym bo albo był to ewentualny problem z ich angielskim albo po prostu system : przyszedłeś , zamówiłeś , pij i nie zawracaj głowy. Dość przyznam antypatycznie przy wysokiej klasie oferowanych rzeczy.

Godziny mijały na tym i owym , między innymi na spacerku wzdłuż brzegu Morza Marmara

aż nadszedł późny a z nim kolejna pierwszofalowa kawa w restauracji The Must A.D. 1923 .

Pięknie zaserwowana :

, czarna , gęsta , gorąca i słodka jak stambulska noc. Klasyka okraszona rachatłukum. Można było zasłużenie iść spać.

Kiedy świt przegnał już mroki nocy

naszła mnie ochota na wycieczkę na azjatycką stronę Miasta. Po późnośniadaniowej zupie na owczych głów przyszedł czas na kolejną kawę po miejscowemu.

Jako małe co nieco lukumi w czekoladzie (pycha) i zielony lentilek-m&m’s. Kierując kroki w górę najbliższego wzgórza wyrastającego powyżej śpiącego kota

nastąpiłem na Soulmate Café :

Żar lał się z nieba więc naszła mnie niebagatelna chętnka na dripa na lodzie. Zamiast zamówić coldbrew z karty wybrałem iced filter coffee ,

które okazało się kubkiem lodu wzbogaconym kawą americano. Było niełatwo.

Gorąc wygrał ze zwiedzaniem. Wygrało z nim również pragnienie. W zaciszu cudownego lokalu z super sympatyczną obsługą -Taş Bahçe zaordynowałem gorąca herbatę(mój Pradziadek jakże słusznie twierdził , że nic na upał i pragnienienie nie ma lepszego) i nieodzowną porcję sütlaçu.

Powrót do Europy drogą morską do Europy

ucelebrowałem kolejnymi kawami i herbatami ale kończę ten dzień co byście nie posnęli Drodzy Czytelnicy.

Poranek był nierówną walką w obronie śniadania z żóltonogą mewą złodziejką

i żebraczym kociskiem

Dobrze, że stambulska fauna nie miała melodii na herbatę bo i tę byśm stracił i wlepianie ślepiów w Marmaryjskie Morze nie było tak przyjemne.

Błąkając się po dzielnicy Sultanahmet trafiłem do najuoroczniejszej kawiarenki jaką sobie można wyobrazić

Słodko , uroczo , pysznie. Czas się zatrzymał przy filiżaneczce aromatycznego naparu w Maya’s Corner Cafe.

Ku wieczorowi trafiło się jeszcze smakowite, pite z gwinta coldbrew

w :

I tak z grubsza to by było na tyle. Udało mi się ledwie musnąć Miasta kawy , co nieco popróbować, nasłuchać muzeinów , napatrzyć na minarety czy to byłych kościołów :

czy minarety oryginalnie meczetowe :

Udało się nasycić źrenice toniąw różnych odcieniach

i nie rozdeptać żadnego z tryliardów plączących się pod nogami kocisk

oraz psisk.

Udało się też odnaleźć opisywany przez Orhana Pamuka stambulski smutek-hüzün. Ale to nie temat na bloga. No i udało się nie paść od nadmiaru kofeiny.

Howgh!

Tekst i zdjęcia :

http://www.panodespressorysuje.art

Ibrık

Niedziela to doskonały dzień na kawę z tygielka. Zwłaszcza że niedawno przybyła do mnie wprost ze starodawnego Egiptu paczuszka kofeiny z kardamonem. Nie patyczkując się więc zbytnio* zagotowałem na trzy magiczny pył** z odrobiną cukru.

Al Yemeni Coffee A.D. 1940 była tak pyszna jak oczekiwałem. Intensywna, gęsta, aromatyczna. Pycha.

Po wypiciu wysłałem*** zdjęcie pustej filiżanki do najsłynniejszej w okolicy wróżki.

http://www.panodespressorysuje.art

I oto co z niego wyczytała:

„Czeka Cię podróż do miasta nad wodą” . Oby się nie myliła bo chętnie bym gdzieś podreptał.

* tylko odrobinę

** tak drobniusieńko ziarenka były zmielone

*** usługi „onlajn” dotknęły również branżę wieszczo-wróżebną

Tekst, rysunek , zdjęcia : http://www.panodespressorysuje.art

Ahwa Mazbut

Taka radość. Przyleciała mi w szarość i dżdżystość warszawskiej zimy kawa wprost z antycznego Kairu. I to nie byle jaka bo z kardamonem ze starodawnej* palarni Wardet El Yemen Coffee. Trafiła do powyższego tygielka z odrobiną cukru co by była mazbut** i zaparzyła na tradycyjne trzy podniesienia.

A następnie powędrowała do filiżanek w towarzystwie nieco napoczętych*** egipskich słodkości. I tym sposobem wieczorową porą nastąpiła chwila rozkosznej dekadencji. HOWGH!

* wiek tej kawowej firmy to 100 minus 3 lata

** a nie zijada albo mada

*** nie doczekały w całości zaparzenia kawy. Imperatyw nadgryzienia był zbyt silny.

PS. można by zapytać czemu jeden Bóg jest większy niż drugi. To chyba dzięki kawie.

My GOD is bigger than yours.

PS 2. Choć z Bogami nigdy nic nie wiadomo.

Zdjęcia i rysunek/ photos&illustration http://www.panodespressorysuje.art

Straight from an ancient Cairo splendid coffee* with cardamom came to wet&gray winter Warsaw. I used ceramic cezve/kanaka to brew it with sugar to get sweet version called mazbut. It was decadent goodness especially with some Egyptian sweets.

* from Wardet El Yemen Coffee

PS It is interesting question why some Gods are bigger than others. Maybe thanks to coffee. Although with the Gods you never know.