Na grzyby

Dawno , dawno temu u mych kawowych początków Sensei Paweł S.* klarował mi w Kafejonie** Filtry , że posmak grzybów w kawie to może niekoniecznie. W skrócie ziarno podchodzące podgrzybkiem czy nawet borowikiem ceglanoporym to spore fu jest.

VII.2003 piątek

Raz jeden czy drugi taka kawa mi się na mieście przytrafiła. Wypiłem takie pieczarkowe espressko z podniesionym czołem i pewnym zaciekawieniem.

Dzisiaj w Kafejonie Kawałek dałem się namówić na przelewa na zagrzybionej Kolumbii Tirina El Vergel odmiany Geisha ze znakomitej palarni Manhattan***. Zagrzybionej jednak szlachetnie i celowo podczas procesu fermentacji zarodnikami Koji****.

Struktura naparu jedwabiście gładka. W smaku kwiatowa, z Earl Greyem i mandarynkami. Jak bym nie wiedział co piję to w ciemno postawiłbym na świetną , klasyczną Etiopię. Morał z tej opowiastki płynie taki , że grzyb grzybowi nierówny. Na grzyby więc! Albo do Kawałka!

II.2022 poniedziałek

* obecnie Kafo w Gliwicach

** niezręcznie spolszczone grecki καφενείο

*** na ich ziarenkach piłem jedno z najlepszych espressek w życiu

**** takie grzybki do przygotowania min. sosu sojowego i sake

Tekst , zdjęcie i rysunki : http://www.panodespressorysuje.art

English version soon.

Wieści z Żuław

Jakiś głos zasugerował mi kilka dni temu bym skręcił z krajowej 7mki na Elbląg. Tym sposobem znalazłem się na tamtejszej Starówce. I spacerując urokliwymi uliczkami nie mogłem nie zauważyc w cieniu* katedry Kawiarni Cafelek.

Młoda to inicjatywa ,bo działają dopiero od stycznia, ale kawą i innymi łakociami przyciągają już rzesze Żuławian. Korzystając z braku miejsca zamówiłem u przemiłej ekipy przelewik.

Do kubka trafiła Etiopia Black Honey z lokalnej** palarni Nie Czapla. Smak czarnej herbaty , landrynek o smaku liczi i jaśminku towarzyszył mi gdzieś tak do Olsztynka , gdy nagle z przykrością zauważyłem definitywny niedobór smakowitego płynu.

Trzymam kciuki za Cafelek bo miejsce to takie,  że się wychodzić nie chce.

Mam nadzieję kiedyś powrócić a i Wy Drodzy Czytelnicy będąc w trasie nad*** Bałtyk

nadłóżcie kilka drobnych kilometrów by cieszyć się kubkiem bądź filiżanką pysznej kawusi, czy czego Wam się zachce.

* metaforycznie

** z Wrzeszcza , raptem 60-kilka km od Cafelka.

*** albo w odwrotnym kierunku

tekst&foto/text&photo http://www.panodespressorysuje.art

English version soon

Warszawski Festiwal Kawy/Warsaw Coffee Festival

Dziś i jutro w Pałacu Kultury i Nauki ma miejsce Festiwal Kawy.

Podchodząc do schodów przez moment zastanawiałem się nad zmianą planów i skierowaniu kroków ku Wystawie Pająków. Ale skoro w kieszeni tkwił już bilet wstępu za 15 peelenów na kofeinizację postanowiłem trzymać się pierwotnego planu.

Najpierw przódy wdepnąłem na stoisko Story Coffee Roasters gdzie królowali od rana Lady Dżoana i Sir Jacek.

Lady Dżoana & Sir Jacek

Spróbowałem mocno bardzo jasnej kawy że sporą ilością atrakcyjnych bąbelków. Dałbym sobie głowę uciąć, że było to coś na kształt nitro.

Kolejne kroki skierowałem do Auduna Sørbottena.

Sir Audun Sørbotten

Wspaniały Honduras z czajnika oraz znakomita!!! myta Kolumbia Castillo, Finca El Paraiso.

No i sam Signor Audun , czysta radość spotkać i porozmawiać.

Oraz refraktometr z kropelką.

Ruszając w dalszą drogę wzrok zawiesił się mi na Palarni Quba Caffee.

Quba Caffee Crew

Super ekipa i dwie kawki Indonezja i cudownie owocowa wiosenno-letnia, słodziutka myta Kenia Nakuru.

Extra było poznać i spróbować.

Przyszła wreszcie poera na espressko , którego popróbowałem u kolejnej świetnej ekipy – z bratysławskiej Pakarni Goriffee.

Espresso

Z nadmiaru wrażeń zapomniałem co to było ale duża owcowa kwasowość przełamana krówkami. Klasa.

Goriffee Crew

Panowie ze Słowacji poczęstowali mnie jeszcze dwoma specjałami. Anaerobicznym Burundi* – czerwone owoce w mlecznej czekoladzie i Kenią , która była emanacją rabarbaru. Petarda!

Kiedy po przejściu bliżej nieokreślonego dystansu przystanąłem w rosterce gdzie by tu i co zaanektował mnie Krzysiek z Autumn Coffee Roasters/SCA Polska. Spróbowałem owocowego Pitch Mitcha

inkognito Pan Krzysztof

oraz w pressku Ginger Klausa

Espresso

zaparzonego przez Vojtěcha Růžičkę – mistrza w kategorii.

Master Vojtěch Růžička

Była gęstwa, były owoce, była czekolada. Super.

Do Cophi wpadłem tylko powiedzieć heloł oraz Boker Tov i Szabat Szalom.

Paulina&Tamil The Team

Doznając palpitacji serca i drżenia rąk wychyliłem kilkanaście mililitrów El Paraiso w Heresy.

Aby się wypełniły dni** poflanowałem do znanej mi , czeskiej Palarni Father’s Coffee.

Aby pogawędki z jakże sympatycznymi Ostrawianami nie przebiegały na sucho poprosiłem spróbować*** naturalne Peru Miribel Herera.

Pyszne i soczyste! ****

Po drugiej stronie sali czychała Czarna Fala i dwie dwie tajemnicze mieszanki oraz możliwość zagłosowania ziarenkiem na jedną z nich.

Wygrana na trafić do oferty. Obie bym pił. Więc wybór trochę jak „osiolkowi w żłoby dano”*****

Co było dalej zapytacie Drodzy Czytelnicy? Otóż przygarnął mnie Paweł z Gorilli.

Espresso&Brush

Jak możecie domniemywać ze zdjęcia było espressko. I to nie byle jakie. Etiopia Kedir Bali Black Edition. Potężne body, piękna crema, znakomicie zbalansowane. Z mleczkiem .

I gdy już myślałem , że nie dam rady więcej spróbowałem Brazylii Pedro Bras w kontrolowanej fermentacji z grodziskomazowieckiej Palarni Single Origin.

Gładka i owocowa. Jak nie Brazylia a jaka Kolumbia czy coś. Dziękuję za zaproszenie! do odwiedzenia palarni. Na pewno skorzystam.

Nie wiem jak nazywa się Bóg Kawy ale postanowił mnie wystawić na jeszcze jedną próbę.

We biłgorajskiej Firmie Kawa od Synka poczęstowany zostałem cold brew.

Czekoladowo-pomarańczowe pralinki. Pycha.

A potem , tak było jeszcze jakieś potem , wielce przyjemna wizyta w brneńsim Mitte.

Naturalna Kolumbia – klasa. I jeszcze próbeczka do domu. Jakże miło. Díky!

Nie mogłem oczywiście****** nie odwiedzić Braci Ziółkowskich.

Brother N° 1 or N° 2.

Tu odsapnąłem od kawy i wypiłem cascarę.

Intensywnie owocowa i słodziutka. Dobroć.

Oszołomienie kofeiną odebrało mi resztki zdrowego rozsądku i jak alkoholik sięgnąłem ba jednym ze stoisk po Robustę z Bali.

Walory smakowe litościwie pominę ale strzał był jak bym trafił pod prawy podbródkowy Mistrza Feliksa Stamma.

Wszystkie obwody zaczęły wyświetlać komunikat „Zatrzymać Kawę”

w związku z czym zapoznałem się z próbą wejścia Lavazzy w nowe rejony

o czym napiszę za czas jakiś.

Zwieńczeniem Festiwalu była smakowita naturalna Rwanda z gliwickiego Harvesta.

Zawsze fajnie popróbować z nieznanego źródła.

* albo Rwanda

** za Maestro K.I.G.

*** błąd stylistyczny

**** nr 1 Festiwalu

***** nauczony przykładem spróbowałem obydwu by nie paść

****** nie mogłem też nie odwiedzić bielskiego Propera ale tłum się tamże kłębiący mi to uniemożliwił

O ile arytmetyka mnie nie zawodzi w niecałe 3 godziny spróbowałem 21 kawek z 15 palarni.

I to by było na tyle….

Tekst&foto/Text&photo: http://www.panodespressorysuje.art

Sorry my English or résumé:

Today and tomorrow, the Warsaw Coffee Festival takes place at the Palace of Culture and Science.  I couldn’t resist getting drunk on my coffee for € 3.25 / $ 3.65 so I went.  Of course, the main goal was to meet many fascinating people from the industry. 

1. In Story Coffee Roasters Beauty Dżoana & Handsome Jacek The Roaster gave me something very sparkling.  I didn’t ask what it was, but pride. 

2. Audun Sørbotten fills my cells with Honduras and Colombia El Paraiso.  Perfect as always. 

3. Cool Indonesia and excellent Kenya in Quba Coffee. 

4. In Goriffee from Bratislava, chocolate-fruity, anaerobic Rwanda and Kenya tasting concentrated rhubarb.  And citrus-caramel  Rwanda espreesso.  All great. 5 In Autumn Coffee Rosters a clean, fruity Pitch Mitch drip and Ginger Klaus espresso prepared by Master Vojtěch Růžiček.  Thick, creamy, chocolatey with stone fruits. Veeery good. 

6. There was only Hello&Boker Tov in Cophi.  And a short chat with Paulina, Tamil & Uri The Boss. 

7. In Heresy Honduras El Paraiso. 

8. For Father’s Coffee from Ostrava I chose the natural Peru Miribel Herera.  Juicy, deep, all fruits of South America.  My best coffee at the Festival. 

9. In the Czarna Fala Roastery two mysterious blends. The one who received the most votes in the voting with the aid of seeds is to be sold.  I liked both of them. 

10. At Gorilla Coffee third and the last espresso.  Powerful body, dense, balanced Ethiopia Kedir Bali.  Tornado with milk. 

11. In Single Orgin Roastery, enjoyable Brazil from controlled fermentation. 

12. At Coffee & Sons, something not hot for a change. Cold brew with the captivating flavor of chocolate-orange pralines. 

13. Natural Colombia in Mitte Coffee from Brno. How to bite into a juicy mango!  And home coffee samples. Díku! 

14. At Brothers Ziółkowski Roastery in order not to drink another coffee, I asked for a cascara.  Sweet, tangerine. Probably for the first time in my life I liked cascara. 

15. At Lavazza their new brand. I will white about in few days.

16. At one of the stands I was tempted by Robusta from Bali.  I will forgive the taste, but the caffeine portion was knocking out – like Muhammad Ali’s right hook. 

17. I took the last portion at Harvest Roastery. Natural Rwanda was smooth, aromatic, very pleasant in a word. 

At each of the stands, good / very good conversations and, as usual, nice meetings with coffee lovers in the festival corridors. 

Since my heart and stomach endured all these coffees, the party was very successful.

Myty rycerz

Jako rozgrzewkę przed łikendowym Warszawskim Festiwalem Kawy parzyłem sobie na różne modły Honduras Caballero od Braci Ziółkowskich.

To takie ziarenka , które musiały odczekać dobry miesiąc od daty palenia by pokazać co w sobie skrywają. Zaparzone w dripie* w większej dozie – 22 gramy na 310ml  zaatakowały czekoladą , wiśniami, pomarańczą na jakimś surowym postumencie. I do tego wielce maślane ciasteczka domowego wypieku.
PS na festiwal (12.-13.III. Pałac Kultury i Nauki) się cieszę bo będzie sporo znajomych bladych** twarzy. A jednocześnie mam niejasne  i mroczne przeczucie , że będzie nadpodaż kawek w obróbkach mniej lub bardziej beztlenowych.

PS II na stronach radiowej Dwójki można najprawdopodobniej odsłuchać niedzielną audycję „Droga przez mąkę” redaktora Łukasza Modelskiego o WFK i nowomodnych kawkach.

* z Aeropressu ukazała mocno wytrawne oblicze

** głównie z powodu niedostatku słonka

Tekst&zdjęcie/text&photo: http://www.panodespressorysuje.art

Sorry my English or résumé:

Washed Knight

While waiting for Warsaw Coffee Festival (March 12-13), I was brewing Honduras Caballero from the Bracia Ziólkowscy Coffee Roastery in various ways. The drip brought raw notes of orange, cherry & chocolate. Tasty set with addition of home made very butter cookies.

COOKIES!!!!

Image via Sesame Workshop

The Aeropress infusion was citrus brut .

PS It will be nice to meet coffee friends at the Festival, but there is a fear that there will be too much coffee in anaerobic fermentation.

Na kawę Bogi prowadzą

Chodziła po Mieście od pewnego czasu wieść , że tamecka kawiarnia STOR wzięła się za palenie kawy pod szyldem ROST. Wybierałem się ją* spróbować będzie miesiąc i nijak się nie udawało. I pewnie by dalej tak było gdyby dziś Ślepy Io nie pchnął był mnie w gościnne progi Kawiarni Kawałek , gdzie czekała, poniekąd na mnie, świeżo zaparzona , myta Etiopia Abeba.

Czysty, klarowny napar przyniósł smaki Earl Greya, jaśminu i brzoskwinek w syropie. Dobroć plus jak zwykle miłe, kofeinowe pogwarki z Armandem.

* kawę a nie kawiarnię

PS opakowania kawy są w 100% biodegradowalne a 5% monet z każdej paczki trafia do plantatorów na rozwój i różne takie. Więcej na http://www.rost-warsaw.com

foto/photo: http://www.panodespressorysuje.art

Sorry my English or résumé

Today at Kawałek Café* I had opportunity to try washed Ethiopia Abeba from ROST Coffee** by STOR café. In the cup I found clear taste of Earl Grey , jasmine and peaches in syrup. Good. And excellent chat with Mr.Armand.

* Blind Io , thank You for bringing me to this Café!

** http://www.rost-warsaw.com

Próbki, sampelki, dramy…

Tradycyjnie próbka dostanej kawy musi się odleżeć*.

Ziarenka z fiolki, o których nic nie wiem, trafiły do mnie podczas grudniowej wizyty w Zaparz Mnie. Wypalił je właściciel kawiarni Michał.

Po zmieleniu trafiły do Aeropressu i zaparzone zostały metodą à la wolna amerykanka z preinfuzją. Zapach ziaren przed rozdrobnieniem był przepięknie kawowy. W smaku i aromacie rozgościły się kandyzowane truskawki i słodziutkie tangerynki. Gites.

Kolejna porcja od Michała to Kenia Juliet AA z palarni Five Elephant z Kreuzburga.

Podobnie jak poprzednia pozycja potraktowana została Aeropressem.

Zawartość ćmielowskiej porcelanki była jak w opisie – kwaśna, owocowa i słodka. Dobry towar.

Dla odmiany personalnej od Pana Baristy PJ przyjąłem, wiedząc o nieco zdezaktualizowanym czasie jaki minął od wypalenia, próbkę Kolumbii odmiany Mandela z regionu Valle del Cauca z farmy La Esperanza w obróbce Hybrid Natural z rumuńskiej palarni Sloane.

Po przelaniu ukazały się niemal jeszcze soczyste nuty owocowych landryn, mango, melona.

Szkoda, że ziarenka już miały swoje lata** bo smaki były nieco „przykużone” a byłaby to torpeda.

Czwarta kawa trafiła do mnie z rąk Pani Baristki MA . Była to słynna*** Gwatemala Finca Las Codornices z regionu Huehuetenango.

Kawa odmiany Pacamara/Marago w obróbce honey/natural sygnowana przez Autor Coffee nie skradła mi serca****.

Było w niej sporo prażonego słonecznika, orzechów i nieco rozwodnionych, bliżej niesprecyzowanych owoców. Drugie parzenie wyszło podobnie. Widocznie potrzebny był do wydobycia pełni smaków jakiś klucz*****.

* bo jak powiedział sąsiad A.Stasiuka „Wstałem bo nie mogłem już leżeć”

** a na pewno miesiące

*** trudno uniknąć sławy mając w nazwie Huehuetenango

**** ani niczego innego np. trąbki od roweru. O jej przydatności w przygotowaniu kawy pisałem tutaj: https://kucharzpolski.wordpress.com/2020/04/23/gwaltownych-uciech-i-koniec-gwaltowny/

***** albo wytrych w postaci dokładnych wytycznych co do gramażu na litraż, grubości mielenia, temperatury wody, czasu parzenia czy innych ppm-ów

Zdjęcia/photos : http://www.panodespressorysuje.art

Sorry my English or résumé:

Samples & drams

I got four samples in the last month. And here’s what came out of them.


Number 1

Mysterious coffee roasted by Michał from Zaparz Mnie Cafe. Infused in an aeropress, it brought flavors candied strawberries and sweet tangerines. And the wonderful „coffee” smell of unground beans. Yummy.


Number 2

Kenya from the Five Elephant Roasters from Kreuzburg, Berlin prepaired by Zaparz Mnie also went to Aeropress. It was sour, fruity and sweet. Great stuff.

Number 3

Colombian Mandela varieties from Valle del Cauca from La Esperanza farm ,Hybrid Natural process from Romanian Sloane Roastery. Given by Mr Barista  PJ . A bit old (but I knew it) . From drip tasted fruit candies, mango & melon.

Number 4

From Lady Barista MA . Guatemala Finca Las Codornices from the Huehuetenango region. Coffee of the Pacamara/Marago variety in honey/natural process from V60 signed by Author Coffee did not steal my heart. It had a lot of roasted sunflower seeds, nuts and slightly watered undefined fruits. The second trial was similar.  Apparently a special key was needed to bring out the full flavors.


It’s veeeery nice&kawaii to get samples. And soooo good!

Pod Trójkątem Bermudzkim*

Gdy dyrdałem dziś trafunkiem bez ulyce Małą na Nowej Pradze w oczy napatoczył mi się nieznany kafejon.

Na szyldzie bynajmniej nie cwajnos a jamnik więc się wtranżoliłem do wnętrza i zamówiłem brazylianę.

W szkle na kształt zupełnie nie przypominającym ni literatki ni angielki zagościł Meksyk via przelew z z palarni Java Coffee. Usadowiłem się przy oknie, frymuśny** lokal podobnie jak jego symbol jest raczej dłuższy niż szerszy, i przyglądałem się filmowej ulicy bo „Pianistę” i „Korczaka” i „Kolumbów” No I „Café pod Minogą” na niej kręcono . Szpeców od kinematografu co prawda dziś nie było ale powiewały flagi i choinka smutnie wyglądała z kontenera dobitnie świadcząc , że Święta już dawno byli przemineli.

Jako że nieczasowym dziś mocno klejentem byłem wlałem brazylianę w cherchel i perpedes ruszyłem w kierunku Bródna.

Nie wiem czy warsiaskim rodakom z TargówkaTeofilowi Piecykowi i Alojzemu Wątróbce lokal by przypadł do gustu , zwłaszcza że ani ankoholu w nim nie uświadczysz ani katolika

ale dla mnie sztymuje. Z wizyty byłem zadowolniony i apiać tu wrócę.

* we Stolicy dwa są słynne Trójkąty. Oba na Pradze. Pierwszy to rejon ulic Brzeskiej, Ząbkowskiej i Targowej, w pobliżu Bazaru Różyckiego. Drugi zaś to okolice ulic 11go Listopada, Stalowej i Szwedzkiej. I z tym właśnie Trójkątem sąsiaduje od miesiąca „Mała Dziarska Kawiarnia”.

** co prawie każden jeden nowy lokal jest póki się patyną wieku nieco nie przykurzy

Sorry my English or résumé:

A month ago, a new cafe opened in Warsaw’s Praga North district. It has a dachshund in the sign and in shape it is also more oblong than square. I ordered Mexico from Java Coffee – fast drip. Pretty drinkable. I hope that the „Mała Dziarska Kawiarnia” cafe will gain a group of customers and will permanently appear on the coffee map of Warsaw.

Kawa z brodą

Przyjaciel poczęstował można powiedzieć, że rarytasem. Kawa przyjechała* ze Stanu Utah wprost z Salt Lake City!

Naturalna Etiopia Haro Welabu w obróbce anaerobicznej** z Palarni La Barba zaparzona została w Moccamasterze. Napar miał dość mało słodyczy za to pojawiły się wytrawne, cierpkie nuty rabarbaru, limonki, białych porzeczek z mlecznoczekoladowym czymś. Pite było z dużym smakiem.

* raczej zdałoby się rzec , że przyleciała***

** albo beztlenowej. Jednej z dwóch.

*** choć nawet Minionki wiedzą, że kawa sama ani nie jeździ ani nie lata

Sorry my English or résumé.

Coffee with a beard

Today I got great opportunity to try coffee straight from Salt Lake City , Utah, US . Natural , anaerobic Ethiopia Haro Welabu from roastery La Barba Coffee was brewed in Moccamaster. Coffee tasted refreshing with delicate harsh notes of rhubarb, lime, white currants with a touch of milk chocolate. Unexpected suprise and lot of pleasure to try.

Pod Turkiem i Chińczykiem

Kiedy odbudowywano z wojennych zgliszczy warszawskie Stare Miasto na wielu kamieniczkach pojawiły się ozdoby wykonane często w technice sgrafitto. Nawiązywały do legend, historycznych postaci czy też sugerowały przeznaczenie lokalu. Na Piwnej ulycy pojawili się zaprojektowani przez Jana Zamoyskiego Turek z dzbankiem kawy i Chińczyk z filiżanką herbaty.

A na parterze zagościła Kawiarnia Gwiazdeczka.

zdjęcie za https://m.fotopolska.eu/1139630,foto.html

W czasach po PRLu działało tu min. JazzBistro pod tą samą nazwą.

Na początku grudnia w pięknym pogwiazdeczkowym wnętrzu otworzyła się Kawiarnia Patio.

W barze króluje ekspress Rancillo i kawy z CoffeLabu i od Auduna.

Podczas pierwszej wizyty przydarzyły się dwie Brazylie. W espresso naturalna Mogiana z palarni nr 1.

Klasyczny , czekoladowy szocik z piękną kremą potrzebujący li jedynie odrobiny cukru.

W przelewie zaś audunowska, myta Casa de Crianca.

Czekoladowo- marcepanowa z wytrawnym limonkowym finiszem.

Dobrze się siedziało wypatrując kolejnych detali

Dzięki architekturze XVIII-XX w , mebelkom z czasów PRL i pięknym podłogom wnętrze Kawiarni Patio błyskawicznie zostało jednym z moich ulubionych kafejonowych.

Super , że niegdyś jałowe w nowofalowe kawiarnie okolice Starego Miasta mogą się poszczycić już trzema – legendarnymi Samymi Fusami, Relaksem oraz Patio. Extra!

PS wszystkie zdjęcia (oprócz nr 3) http://www.panodespressorysuje.art

Sorry my English or rèsumè:

In the 1950s, during the reconstruction of the Warsaw Old Town from the destruction of the Second World War, decorations made with the use of sgrafitto method appeared on the walls of tenement houses.  A Turk with a coffeepot and a Chinese man with a cup of tea hung over Piwna Street. The Gwiazdeczka (Little Star)café was opened on the ground floor.  Times changed, the premises changed, until the beginning of December this year, the Patio Café opened in beautiful interiors.
At the beginning of my acquaintance I ordered natural Brazil Mogiana from CoffeeLab – espresso and washed Brazil Casa de Crianca from Audun Coffee – pour over. The shot – classic chocolate with beautiful crema and a chocolate-marzipan drip with a dry lime finish.  Extraordinary interior and the third specialty cafe in Warsaw’s Old Town after the legendary Sami Fusy (café & tea house) and Relaks Café.
PS all photos (except n°3) by http://www.panodespressorysuje.art

Warsaw Coffee Market

Miała w Hali Gwardii pod koniec września kolejna edycja kawowej imprezki pod angielsko brzmiącą nazwą widoczną w tytule.

Mimo zniechęcającego językowo (przyznacie , że to jakiś stylistyczny bełkot ) anonsu ze strony organizatorów wdepnąłem na godzinkę czy dwie.

Spotkałem wiele znajomych person oraz kilka nowych postaci z kawowego półświatka. Wypiłem sporo przelewowej kawy, nieco herbaty i ani jednego espresso . Naplotkowałem się do cna i przytargałem do domu trochę ziarenek. To tak w skrócie. Reszta w poniższej fotorelacji.

Sorry my English or résumé.

In the last week of September, I shuffled around at the Warsaw Coffee Market. I tried many coffees, a few teas and not a single espresso. I gossiped with friends, met a few people and brought home a lot of seeds. Briefly. The rest on the photo report above.