Odszedł/ Has gone

Dramatyczne wieści napłynęły z ulic Hożej i Lwowskiej. Odszedł headbarista kawiarni Cophi Sultions. Zrozpaczeni kawosze podążali w środę do głównej kwatery by własnoosobowo pożegnać Łukasza „Lukmasterbrewinga” Gałęckiego podczas Jego ostatniej zmiany. Kondukt ciągnął się z jednej strony od Marszałkowskiej z drugiej od Emilii Plater. Łzom smutku i rozpaczy nie było końca. Łkanie pogrążnych w żalu sierot po Łukaszu niosło się daleko poza Śródmieście Południowe.

2017-2022

Zachowamy Cię w nieprzemijającej pamięci Lukmasterbrewingu. Dzięki za wszystkie szoty, przelewy , wiedzę , gorące dyskusje i uśmiech. Zaszczytem było poznać. Gdziekolwiek poprowadzą Cię drogi niech kawowi Bogowie będą z Tobą!!!

PS czasem na wyrost mówi się , że to koniec jakieś epoki. Odejście Łukasza z Cophi bezapelacyjnie jest końcem ale i początkiem jakiejś epoki w warszawskim kawowym świecie. Howgh!

Dla mnie to się podoba

Trochę jest tak, że jeżdżąc do tych samych miast spada mi czujność i odwiedzam w kółko te same kawiarnie. W ten sposób przegapiłem powstanie nowego lokalu Palarni Kafejeto o wdzięcznej nazwie Duży Pokój. Na wejściu mieni się bielą olbrzymi bar i witrynka z kuszącymi słodkościami.

Przestrzeń niemała , pełna wygodnych różnobarwnych siedzisk zwieńczona jest sceną , na której co jakiś czas koncertuje się.

Jako że kwintesencją wizyty w kawiarni jest przeważnie kawa na stół wjechał Flat White i chyba Rwanda w szybkim przelewie.

Obie pozycje wypite zostały ze smakiem. Miejsce do którego zajrzę pewnikiem raz jeszcze.

PS smutkiem tylko na wspomnieniach o wizycie kładzie się wiadomość o końcu działalności kawiarni 7 Metod zasłużonej dla białostockiej sceny „nowofalowej”. Dwa albo trzy razy piłem tam bardzo dobre espresska na ziarnach od Auduna.

PS przybytek odwiedziłem jeszcze zimą

Warszawski Festiwal Kawy/Warsaw Coffee Festival

Dziś i jutro w Pałacu Kultury i Nauki ma miejsce Festiwal Kawy.

Podchodząc do schodów przez moment zastanawiałem się nad zmianą planów i skierowaniu kroków ku Wystawie Pająków. Ale skoro w kieszeni tkwił już bilet wstępu za 15 peelenów na kofeinizację postanowiłem trzymać się pierwotnego planu.

Najpierw przódy wdepnąłem na stoisko Story Coffee Roasters gdzie królowali od rana Lady Dżoana i Sir Jacek.

Lady Dżoana & Sir Jacek

Spróbowałem mocno bardzo jasnej kawy że sporą ilością atrakcyjnych bąbelków. Dałbym sobie głowę uciąć, że było to coś na kształt nitro.

Kolejne kroki skierowałem do Auduna Sørbottena.

Sir Audun Sørbotten

Wspaniały Honduras z czajnika oraz znakomita!!! myta Kolumbia Castillo, Finca El Paraiso.

No i sam Signor Audun , czysta radość spotkać i porozmawiać.

Oraz refraktometr z kropelką.

Ruszając w dalszą drogę wzrok zawiesił się mi na Palarni Quba Caffee.

Quba Caffee Crew

Super ekipa i dwie kawki Indonezja i cudownie owocowa wiosenno-letnia, słodziutka myta Kenia Nakuru.

Extra było poznać i spróbować.

Przyszła wreszcie poera na espressko , którego popróbowałem u kolejnej świetnej ekipy – z bratysławskiej Pakarni Goriffee.

Espresso

Z nadmiaru wrażeń zapomniałem co to było ale duża owcowa kwasowość przełamana krówkami. Klasa.

Goriffee Crew

Panowie ze Słowacji poczęstowali mnie jeszcze dwoma specjałami. Anaerobicznym Burundi* – czerwone owoce w mlecznej czekoladzie i Kenią , która była emanacją rabarbaru. Petarda!

Kiedy po przejściu bliżej nieokreślonego dystansu przystanąłem w rosterce gdzie by tu i co zaanektował mnie Krzysiek z Autumn Coffee Roasters/SCA Polska. Spróbowałem owocowego Pitch Mitcha

inkognito Pan Krzysztof

oraz w pressku Ginger Klausa

Espresso

zaparzonego przez Vojtěcha Růžičkę – mistrza w kategorii.

Master Vojtěch Růžička

Była gęstwa, były owoce, była czekolada. Super.

Do Cophi wpadłem tylko powiedzieć heloł oraz Boker Tov i Szabat Szalom.

Paulina&Tamil The Team

Doznając palpitacji serca i drżenia rąk wychyliłem kilkanaście mililitrów El Paraiso w Heresy.

Aby się wypełniły dni** poflanowałem do znanej mi , czeskiej Palarni Father’s Coffee.

Aby pogawędki z jakże sympatycznymi Ostrawianami nie przebiegały na sucho poprosiłem spróbować*** naturalne Peru Miribel Herera.

Pyszne i soczyste! ****

Po drugiej stronie sali czychała Czarna Fala i dwie dwie tajemnicze mieszanki oraz możliwość zagłosowania ziarenkiem na jedną z nich.

Wygrana na trafić do oferty. Obie bym pił. Więc wybór trochę jak „osiolkowi w żłoby dano”*****

Co było dalej zapytacie Drodzy Czytelnicy? Otóż przygarnął mnie Paweł z Gorilli.

Espresso&Brush

Jak możecie domniemywać ze zdjęcia było espressko. I to nie byle jakie. Etiopia Kedir Bali Black Edition. Potężne body, piękna crema, znakomicie zbalansowane. Z mleczkiem .

I gdy już myślałem , że nie dam rady więcej spróbowałem Brazylii Pedro Bras w kontrolowanej fermentacji z grodziskomazowieckiej Palarni Single Origin.

Gładka i owocowa. Jak nie Brazylia a jaka Kolumbia czy coś. Dziękuję za zaproszenie! do odwiedzenia palarni. Na pewno skorzystam.

Nie wiem jak nazywa się Bóg Kawy ale postanowił mnie wystawić na jeszcze jedną próbę.

We biłgorajskiej Firmie Kawa od Synka poczęstowany zostałem cold brew.

Czekoladowo-pomarańczowe pralinki. Pycha.

A potem , tak było jeszcze jakieś potem , wielce przyjemna wizyta w brneńsim Mitte.

Naturalna Kolumbia – klasa. I jeszcze próbeczka do domu. Jakże miło. Díky!

Nie mogłem oczywiście****** nie odwiedzić Braci Ziółkowskich.

Brother N° 1 or N° 2.

Tu odsapnąłem od kawy i wypiłem cascarę.

Intensywnie owocowa i słodziutka. Dobroć.

Oszołomienie kofeiną odebrało mi resztki zdrowego rozsądku i jak alkoholik sięgnąłem ba jednym ze stoisk po Robustę z Bali.

Walory smakowe litościwie pominę ale strzał był jak bym trafił pod prawy podbródkowy Mistrza Feliksa Stamma.

Wszystkie obwody zaczęły wyświetlać komunikat „Zatrzymać Kawę”

w związku z czym zapoznałem się z próbą wejścia Lavazzy w nowe rejony

o czym napiszę za czas jakiś.

Zwieńczeniem Festiwalu była smakowita naturalna Rwanda z gliwickiego Harvesta.

Zawsze fajnie popróbować z nieznanego źródła.

* albo Rwanda

** za Maestro K.I.G.

*** błąd stylistyczny

**** nr 1 Festiwalu

***** nauczony przykładem spróbowałem obydwu by nie paść

****** nie mogłem też nie odwiedzić bielskiego Propera ale tłum się tamże kłębiący mi to uniemożliwił

O ile arytmetyka mnie nie zawodzi w niecałe 3 godziny spróbowałem 21 kawek z 15 palarni.

I to by było na tyle….

Tekst&foto/Text&photo: http://www.panodespressorysuje.art

Sorry my English or résumé:

Today and tomorrow, the Warsaw Coffee Festival takes place at the Palace of Culture and Science.  I couldn’t resist getting drunk on my coffee for € 3.25 / $ 3.65 so I went.  Of course, the main goal was to meet many fascinating people from the industry. 

1. In Story Coffee Roasters Beauty Dżoana & Handsome Jacek The Roaster gave me something very sparkling.  I didn’t ask what it was, but pride. 

2. Audun Sørbotten fills my cells with Honduras and Colombia El Paraiso.  Perfect as always. 

3. Cool Indonesia and excellent Kenya in Quba Coffee. 

4. In Goriffee from Bratislava, chocolate-fruity, anaerobic Rwanda and Kenya tasting concentrated rhubarb.  And citrus-caramel  Rwanda espreesso.  All great. 5 In Autumn Coffee Rosters a clean, fruity Pitch Mitch drip and Ginger Klaus espresso prepared by Master Vojtěch Růžiček.  Thick, creamy, chocolatey with stone fruits. Veeery good. 

6. There was only Hello&Boker Tov in Cophi.  And a short chat with Paulina, Tamil & Uri The Boss. 

7. In Heresy Honduras El Paraiso. 

8. For Father’s Coffee from Ostrava I chose the natural Peru Miribel Herera.  Juicy, deep, all fruits of South America.  My best coffee at the Festival. 

9. In the Czarna Fala Roastery two mysterious blends. The one who received the most votes in the voting with the aid of seeds is to be sold.  I liked both of them. 

10. At Gorilla Coffee third and the last espresso.  Powerful body, dense, balanced Ethiopia Kedir Bali.  Tornado with milk. 

11. In Single Orgin Roastery, enjoyable Brazil from controlled fermentation. 

12. At Coffee & Sons, something not hot for a change. Cold brew with the captivating flavor of chocolate-orange pralines. 

13. Natural Colombia in Mitte Coffee from Brno. How to bite into a juicy mango!  And home coffee samples. Díku! 

14. At Brothers Ziółkowski Roastery in order not to drink another coffee, I asked for a cascara.  Sweet, tangerine. Probably for the first time in my life I liked cascara. 

15. At Lavazza their new brand. I will white about in few days.

16. At one of the stands I was tempted by Robusta from Bali.  I will forgive the taste, but the caffeine portion was knocking out – like Muhammad Ali’s right hook. 

17. I took the last portion at Harvest Roastery. Natural Rwanda was smooth, aromatic, very pleasant in a word. 

At each of the stands, good / very good conversations and, as usual, nice meetings with coffee lovers in the festival corridors. 

Since my heart and stomach endured all these coffees, the party was very successful.

Myty rycerz

Jako rozgrzewkę przed łikendowym Warszawskim Festiwalem Kawy parzyłem sobie na różne modły Honduras Caballero od Braci Ziółkowskich.

To takie ziarenka , które musiały odczekać dobry miesiąc od daty palenia by pokazać co w sobie skrywają. Zaparzone w dripie* w większej dozie – 22 gramy na 310ml  zaatakowały czekoladą , wiśniami, pomarańczą na jakimś surowym postumencie. I do tego wielce maślane ciasteczka domowego wypieku.
PS na festiwal (12.-13.III. Pałac Kultury i Nauki) się cieszę bo będzie sporo znajomych bladych** twarzy. A jednocześnie mam niejasne  i mroczne przeczucie , że będzie nadpodaż kawek w obróbkach mniej lub bardziej beztlenowych.

PS II na stronach radiowej Dwójki można najprawdopodobniej odsłuchać niedzielną audycję „Droga przez mąkę” redaktora Łukasza Modelskiego o WFK i nowomodnych kawkach.

* z Aeropressu ukazała mocno wytrawne oblicze

** głównie z powodu niedostatku słonka

Tekst&zdjęcie/text&photo: http://www.panodespressorysuje.art

Sorry my English or résumé:

Washed Knight

While waiting for Warsaw Coffee Festival (March 12-13), I was brewing Honduras Caballero from the Bracia Ziólkowscy Coffee Roastery in various ways. The drip brought raw notes of orange, cherry & chocolate. Tasty set with addition of home made very butter cookies.

COOKIES!!!!

Image via Sesame Workshop

The Aeropress infusion was citrus brut .

PS It will be nice to meet coffee friends at the Festival, but there is a fear that there will be too much coffee in anaerobic fermentation.

Na kawę Bogi prowadzą

Chodziła po Mieście od pewnego czasu wieść , że tamecka kawiarnia STOR wzięła się za palenie kawy pod szyldem ROST. Wybierałem się ją* spróbować będzie miesiąc i nijak się nie udawało. I pewnie by dalej tak było gdyby dziś Ślepy Io nie pchnął był mnie w gościnne progi Kawiarni Kawałek , gdzie czekała, poniekąd na mnie, świeżo zaparzona , myta Etiopia Abeba.

Czysty, klarowny napar przyniósł smaki Earl Greya, jaśminu i brzoskwinek w syropie. Dobroć plus jak zwykle miłe, kofeinowe pogwarki z Armandem.

* kawę a nie kawiarnię

PS opakowania kawy są w 100% biodegradowalne a 5% monet z każdej paczki trafia do plantatorów na rozwój i różne takie. Więcej na http://www.rost-warsaw.com

foto/photo: http://www.panodespressorysuje.art

Sorry my English or résumé

Today at Kawałek Café* I had opportunity to try washed Ethiopia Abeba from ROST Coffee** by STOR café. In the cup I found clear taste of Earl Grey , jasmine and peaches in syrup. Good. And excellent chat with Mr.Armand.

* Blind Io , thank You for bringing me to this Café!

** http://www.rost-warsaw.com

Próbki, sampelki, dramy…

Tradycyjnie próbka dostanej kawy musi się odleżeć*.

Ziarenka z fiolki, o których nic nie wiem, trafiły do mnie podczas grudniowej wizyty w Zaparz Mnie. Wypalił je właściciel kawiarni Michał.

Po zmieleniu trafiły do Aeropressu i zaparzone zostały metodą à la wolna amerykanka z preinfuzją. Zapach ziaren przed rozdrobnieniem był przepięknie kawowy. W smaku i aromacie rozgościły się kandyzowane truskawki i słodziutkie tangerynki. Gites.

Kolejna porcja od Michała to Kenia Juliet AA z palarni Five Elephant z Kreuzburga.

Podobnie jak poprzednia pozycja potraktowana została Aeropressem.

Zawartość ćmielowskiej porcelanki była jak w opisie – kwaśna, owocowa i słodka. Dobry towar.

Dla odmiany personalnej od Pana Baristy PJ przyjąłem, wiedząc o nieco zdezaktualizowanym czasie jaki minął od wypalenia, próbkę Kolumbii odmiany Mandela z regionu Valle del Cauca z farmy La Esperanza w obróbce Hybrid Natural z rumuńskiej palarni Sloane.

Po przelaniu ukazały się niemal jeszcze soczyste nuty owocowych landryn, mango, melona.

Szkoda, że ziarenka już miały swoje lata** bo smaki były nieco „przykużone” a byłaby to torpeda.

Czwarta kawa trafiła do mnie z rąk Pani Baristki MA . Była to słynna*** Gwatemala Finca Las Codornices z regionu Huehuetenango.

Kawa odmiany Pacamara/Marago w obróbce honey/natural sygnowana przez Autor Coffee nie skradła mi serca****.

Było w niej sporo prażonego słonecznika, orzechów i nieco rozwodnionych, bliżej niesprecyzowanych owoców. Drugie parzenie wyszło podobnie. Widocznie potrzebny był do wydobycia pełni smaków jakiś klucz*****.

* bo jak powiedział sąsiad A.Stasiuka „Wstałem bo nie mogłem już leżeć”

** a na pewno miesiące

*** trudno uniknąć sławy mając w nazwie Huehuetenango

**** ani niczego innego np. trąbki od roweru. O jej przydatności w przygotowaniu kawy pisałem tutaj: https://kucharzpolski.wordpress.com/2020/04/23/gwaltownych-uciech-i-koniec-gwaltowny/

***** albo wytrych w postaci dokładnych wytycznych co do gramażu na litraż, grubości mielenia, temperatury wody, czasu parzenia czy innych ppm-ów

Zdjęcia/photos : http://www.panodespressorysuje.art

Sorry my English or résumé:

Samples & drams

I got four samples in the last month. And here’s what came out of them.


Number 1

Mysterious coffee roasted by Michał from Zaparz Mnie Cafe. Infused in an aeropress, it brought flavors candied strawberries and sweet tangerines. And the wonderful „coffee” smell of unground beans. Yummy.


Number 2

Kenya from the Five Elephant Roasters from Kreuzburg, Berlin prepaired by Zaparz Mnie also went to Aeropress. It was sour, fruity and sweet. Great stuff.

Number 3

Colombian Mandela varieties from Valle del Cauca from La Esperanza farm ,Hybrid Natural process from Romanian Sloane Roastery. Given by Mr Barista  PJ . A bit old (but I knew it) . From drip tasted fruit candies, mango & melon.

Number 4

From Lady Barista MA . Guatemala Finca Las Codornices from the Huehuetenango region. Coffee of the Pacamara/Marago variety in honey/natural process from V60 signed by Author Coffee did not steal my heart. It had a lot of roasted sunflower seeds, nuts and slightly watered undefined fruits. The second trial was similar.  Apparently a special key was needed to bring out the full flavors.


It’s veeeery nice&kawaii to get samples. And soooo good!

Nadwiślańska nowalijka

U wlotu* Mostu Świętokrzyskiego otworzyła w Sylwestra podwoje trzecia w Warszawie kawiarnia pod szyldem CoffeeDesk-u.

Dżdżyste, leniwe, styczniowe przedpołudnie było atrakcyjną porą by przydreptać do najświeższego stolicznego kafejonu.

Przestronne, betonowo-kremowe wnętrze z jasnym drewnem ( i trochę okleiną) i ciemnoniebieskimi akcentami (stołki barowe, ekspres**, filiżanki) , dobrze brzmiące głośniki i zapach nowości sprawiły , że sympatycznie kwadransik przeleciał.

No i była kawa w postaci podwojnego espresska.

Stając przed wyborem*** Brazylii Campo des Vertenes od Hardbeansów za 9 polskich złych i Geishy niepamiętamskąd za 18 w tej samej walucie zdecydowałem się na pozycję numer 1. Dominantą okazała się bardzo , bardzo gorzka czekolada z nutami tropikalnych owoców i przyzwoitym body. Trochę przyciężkie dla kawowego emeryta ale „teraz , gdy czas taki…”**** szocik w wersji pojedyńczej raczej nie występuje. Ale to tak żeby się czepnąć.

PS w szybkim przelewie było coś z HAYBa.

PS podczas drugiej wizyty z Przyjacielem pstryknąłem zdjęcie baru

a także spróbowałem dripa z Heresy Roasters. Blend Elixir to 69% Gwatemali Santa Barbara i 31% ziarenek niezidentyfikowanych*****. Delikatna brzoskwinka i mango z niestety goryczkowo-drewnianym finiszem.

* albo u wylotu . Jak kto woli.

** La Marzocco La Strada. A każde dziecko wie , że z ekspres jest po to by robić ekspresso.

*** jak osiołek w bajce Imć Pana Fredry.

**** jak by powiedzieli czescy Prażanie z roku 1425 gdyby mogli mieć wybór pojedyncze/podwójne espresso zamiast przygotowań do obrony przed kolejną antyhusycką wyprawą krzyżową. Cytat za „Bożymi Bojownikami” Andzeja Sapkowskiego.

***** taki koncept palarni, że nie podają co to za 31%

Zdjęcia/photos http://www.panodespressorysuje.art

Sorry my English or résumé

On New Year’s Eve, the third coffee shop in Warsaw under the http://www.coffeedesk.pl brand was opened at the entranc /exit from the Świętokrzyski Bridge. The interior is spacious, bright , with stylish furniture, dark blue – stools, La Strada La Marzicco coffee machine and such cups. And good speakers. Having a choice of double espresso from Brazil Campo des Vertenes (Hard Beans Coffee Roasters) for 2€ and Gesha (I do not remember roastery) for 4€ I chose the first option. It had a lot of dark chocolate and a bit of tropical fruit. And pretty OK body and crema. Maybe a bit to heavy for coffee retailer like me. I am rather from single espresso school.

PS during a second visit I ordered drip. Elixir blend from Heresy Coffee Roasters (69% of Guatemala Santa Barbara & 31% of unidentified beans*) tasted delicate peach & mango. Afrertaste , I am afraid, bitterness and woody.

* such an idea of roastery. Not informed.

Dzień , w którym nie było Teleranka

Przy 40tej rocznicy zawieszenia nadawania Teleranka* wyruszyłem do Zaparz Mnie. Długo się zbierałem by odwiedzić muranowski Kafejon. Nie to żebym nie miał chęci ale jakoś nie mogłem się wstrzelić w godziny otwarcia 7-9 rano. Taki koncept** ale warto wstać wcześniej żeby cieszyć się kawą i rozmową z Panem Właścicielem.

photo by http://www.panodespressorysuje.art

oraz podświetlanym jednogrupowym ekspresem Victoria Arduino Eagle One E1. W kawowej przestrzeni czyni magię.

Na rozgrzewkę był przelew z Etiopii z Five Elephant*** . Cutrusy, słodycz i tropikalne owoce. Dużo dobre. A potem wjechały dwa espresska. Pierwsze na bodajże Brazylii z Runty Roaster . Sporo parcepanu wykończonego marakują. A potem szocik od Gacy***.

photo by http://www.panodespressorysuje.art

Kompletny, zbudowany****. Słodycz, tropikalne owoce, ciut mlecznej czekolady . Samo się piło.

Dostały się też dwa niebagatelne gratisy.

photo by http://www.panodespressorysuje.art

Zwłaszcza wypału Michała nie mogę się aeropressowo doczekać.

Kto z Wawuni albo kawowo eksploruje Stolycę warto wstać na rozpoczęcie kofeinowej przygody , którą trzeba kontynuować w sąsiedzkim, słynnym FAT White Coffee by potem nieśpiesznie przenieść się do Dobrej Materii*****.

* wydarzyły się też wtedy znaczenie potworniejsze rzeczy choć nie dla dziatwy.

** od konceptów jest tutaj Michał Sitarek twórca jakże słynnej Czytelni

*** pamiętajcie, że żółwie stojące na grzbiecie Wielkiego A’Tuina są cztery.

**** Każda i Każden kto z Wielkopolski albo poznańskim przejazdem wie , że przygoda z Brismanem niezapomnianą jest.

***** Muranów na szczęście przestał być kawową pustynią.

PS poniżej skład mieszanki :

photo by http://www.panodespressorysuje.art

Super, że Brismani nie ukrywają kto im pali ziarna. Brawa za transparentność.

Wizyta w Zaparz Mnie była niebagatelną radością i przyjemnością .

Na poniższych zdjęciach : wejście (zwróćcie, kiedy tam będzieciecie, uwagę na szlachetne podłogi wewnątrz)

photo by http://www.panodespressorysuje.art

oraz widok na bar:

photo by http://www.panodespressorysuje.art

Sorry my English or résumé

It was not easy for me to get to the ZaparzMnie (BrewMe) café. Opening hours 7-9 am effectively made it difficult for me. But in the end, I mobilized and arrived. And it was worth it. Beautiful Victoria Arduino Eagle One coffee machine on the bar. I got tropical-marzipan Brazilian espresso from Runty Roaster and a multidimensional blend from one of the most famous Polish new wave cafes – Brisman from Poznań. There was also an excellent drip at Ethiopia from Five Elephant. And there were also good conversations with the owner- Michał Sitarek and a few take-away samples. It’s worth getting up in the morning. It will be a good starting point to start a coffee peregrination in Warsaw. Especially there are FAT White Café and Dobra Materia Café in the neighborhood.

Narzekania emeryta czyli jak stracić klienta w dwadzieścia sekund.

Przy sobocie pojawił się plan odwiedzenia jakiegoś kafejonu. Wybór się zmieniał wraz z brakiem miejsc parkingowych aż wreszcie udało się w okolicy kawiarni z cyklu TOP 5 trzeciofalowych warszawskich. Trzech baristów nie zareagowało na wejście nowych gości, nie zareagowało na dzień dobry a że miejsc wolnych nie było nie zareagowało jakkolwiek. Nawet drobnym uśmiechem znad aeropressu. A przecież można było i dzień dobry , przepraszamy niema wolnych miejsc. Może Państwo poczekają, może Państwo życzą coś na wynos. Cokolwiek …. Brak kindersztuby czy innego dobrego wychowania persobelu gruntownie zniechęcił mnie do odwiedzenia tej kawiarni na długi, długi czas.

A o tym jak może być miło przeczytacie Drodzy Czytelnicy w kolejnym wpisie.

Sorry my English or résumé:

Complaints of an elderly man or how to lose a client in twenty seconds.

On Saturday, there was a plan to visit a cafe.  The choice changed along with the lack of parking spaces, and finally we managed to get to the cafes from the TOP 5 Warsaw third-wave one. Three baristas did not react to the arrival of new guests, did not react to the good morning and that there were no vacancies, did not react in any way. Even a little smile above the aeropress. And yet it was possible and good morning, we are sorry, there are no vacancies.  Maybe you wait, maybe you would like something to take away.  Whatever ….! Lack of personal culture or other good upbringing of baristas thoroughly discouraged me from visiting this cafe for a long, long time.

And you can read about how nice it can be, Dear Readers, in the next post.

Dram of coffee

Tak. Wiem. Dram jest miarą* whisky. Ale jakoś pasuje mi to do konfekcjonowanych przez zaparzmnie.pl** kaw. Idea jest taka: zamrożoną kawę się mle i pojedyńczą porcję próżniowo pakuje do biorecyklingowych torebek . Do wyboru wersja przygotowana pod Aeropress lub dripper V60.

Za kilka złotych mamy kawę na krótką*** podróż albo nim zakupimy całą paczkę jakiś ziarenek możemy sprawdzić bez zbędnego ekspensu czy to to. Albo nie to to.

Porcję Boliwii z palarni Runty Roaster przytargałem z ekscytujących Mistrzostw Polski Aeropress 2021.

Swoje odleżała nim ją w przewidzianym dynksie zaparzyłem.

Copacabana style of brewing

Napar wyszedł hmmm… interesujący . W aromacie walczyły ze sobą nuty fenolowo-benzynowe z rumem i wiśniami. Smak to przejrzałe wiśnie, czarne porzeczki, ultra gorzka czekolada, trochę drewna , orzechów laskowych i nieoczyszczanego trzcinowego cukru. Boliwia nie była ani zła ani dobra ale okazała się zajmującym ćwiczeniem .

* miareczką raczej 1/16 uncji czyli 3,55 ml. Plus minus tyle co na poniższym obrazku.

A DRAM: more of less

** by Michał Sitarek

*** na dłuższą wycieczkę lub bardziej tłoczną duża paka zmielonej kawy jednak poręczniejsza jest

PS na paczuszce zabrakło mi dat palenia i porcjowania oraz choć drobnego info o samych ziarenkach , że naturalna, myta czy jakaś tam.

Sorry my English or résumé:

Buying a sample of coffee grinded for Aeropress or V60 from http://www.zaparzmnie.pl is like asking about dram of whisky. It is comfortable to take for a journey or just for trying if the coffee is good or not.

A sample of Bolivian beans long time ago I brought from extraordinary Polish Aeropress Championship 2021 .

The coffee turned out to be strange . In nose phenolic&petroleum notes were fighiting with scent of rum and overripe wildcherries. Taste : blackcureants, wildcherries, wood, cane sugar, astrigent bitter chocolate and nuts. It was a cery interesting sensoring excercise.