Cafe à la Turka. Rozdział czwarty.

Do palarni Ihsan Kurukahvecioğlu trafiłem niechcący peregrynując stambulską dzielnicę Eminönü i okolice Bazaru Egipskiego.

Do wejścia zachęciła mnie elegancka witryna i data powstania firmy. Wnętrze było jeszcze atrakcyjniejsze bo przepełnione kawą I rozmaitym osprzętem.

Porwałem li jedynie jedną stu gramową paczuszkę , której napoczęcie jest zwieńczeniem miesiąca wpisów o kawie po turecku.

Kofeinowy proszek z odrobiną cukru trafił do dżezwy marki Soy* , w której został podniesiony na raz**.

A następnie do filiżanusi w akompaniamencie doskonałego rachatłukum o smaku nomen omen kawy po turecku.

Cóż by można rzec – czysta pyszność i radość i odrobina orientu nad Wisłą.

* mam i chwalę się .

** tradycje niby mówią , że na dwa albo na trzy się powinno ale nadekstrakcja może wywołać nadmierną goryczkę, która by przykryła inne smaki. A tego byście Drodzy Czytelnicy nie chcieli.

PS opakowanie od słodkości:

Foto&tekst : http://www.panodespressorysuje.art

7 thoughts on “Cafe à la Turka. Rozdział czwarty.

  1. My w przedszkolu siadaliśmy po turecku i właściwie to jedyne związane z Turcją czym mogę się pochwalić 🙂 Podejrzewam że najchętniej wyszedł byś stamtąd z jednym z tych okazale wyglądających worków 🙂 Nie wiesz przypadkiem kto to jest ten zasępiony facet z portretu? Ojciec założyciel?

  2. Kimli pisze:

    Wszędzie te Ataturki, nawet do kawy wsadzają!!!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s