(…)święty Augustyn pisze, że każdy, kto wierzy w antypody, jest przeklęty…

… „Ależ dobrodzieju — odpowiada kobieta — przecież mój syn pisuje do mnie i przysyła mi pieniądze z Australii.”

„To jest złuda diabelska — odpowiada jej dziekan — żadna Australia nie istnieje, to antychryst was zwodzi.”

A w niedzielę wyklął ją publicznie i krzyczał, że Australia nie istnieje. Więc go wprost z kościoła odwieźli do domu obłąkanych. „

fot.Paulina Ostrowska/Cophi

Nie ma lepszego* cytatu o Australii w światowej literaturze. Dlatego po raz wtóry bezpardonowo ozdabiam nim kolejny wpis. Zwłaszcza że będzie o kawie z Antypodów.

Przyflanowałem do Cophi po butelkę mleka od krowy 3,9% tłuszczu**. Boss Uri nakierował mnie na paczkę Kenii z Palarni Bureaux z Melbourne, Shree Tamil przelał , Mademoiselle Paulina zdjęcie uczyniła a ja z ciekawością wypiłem.

Pierwsze skrzypce*** zagrały pomidory,  które po kilkunastu minutach zamieniły się, przy dźwięków obojów, w zupę wybitnie jarzynową by finalnie zabrzmieć w rytmie bębnów sengenya wygładzonych brzmieniem orutu i chivoti jak klasyczna Kenia – czarną herbatą , pomarańczami i innymi cytrusami. Zabawne ziarenka.

* być może są lepsze ale wśród nich lepszego nie ma
**  XXI wiek,  wydarzeniem na miarę lądowania gazika na Saturnie jest pojawienie się w sprzedaży mleka o zawartości tłuszczu powyżej 3,5%…ech
*** oktet (7 skrzypiec i basy)

PS cytat czywiście ze „Szwejka” Pana Haška

Dimanche à Orly

Od rana chodzi za mną te słowa piosenki Wojciecha Młynarskiego : „Oto najlepszy jest relaks –
Niedziela na Głównym, na Głównym niedziela” . Nie za bardzo miałem ochotę jechać na wspomniany dworzec więc przy tak zwanej okazji wpłynąłem niesiony potokami wody z topniejącego śniegu do Hali Gwardii.

Na stoisku Gorilla Coffee zakupiłem kenijskiego szocika, którego w dzisiejszą jakże przednówkową niedzielę nucąc sobie „niedziela na Gwardii, na Gwardii niedziela” ze smakiem wychyliłem do tak zwanego dna.

PS tytuł z tejże samej piosenki Mistrza

Już nigdy nie będzie takiej zimy

Na wolnym powietrzu ostatnie podrygi zimy , w głowie

kołaczą się myśli, że tak pięknie to prędko nie będzie , że z nadejściem roztopów zwiastujących nieuchronne nadejście wiosny odlecą w dalekie strony przedstawiciele* zimolubnych.

Tymczasem w tygielku elegancko zabulgotała Brazylia z Piccolo Coffee będącej okruchem łomiankowskiej lodziarni o nazwie nomen omen Piccolo.

Brazylijska robuścianoarabiczna mieszanka, której koniec świeżości wyznaczono na 21.VI** po przelaniu do filiżanki smakowała jak greckie wakacje.

Może nie stifado czy kleftiko ale klasyczną kawę z Hellady parzoną w bríki***.Tyle wspomnień w jednej filiżance.

* na zdjęciu migracyjny gatunek Stormtroopersów na planecie Hoth. Czyli w całkiem dalekich stronach. Nawet dalszych niż Graudentium. ** wszak wiecie Drodzy Czytelnicy co jest 21.VI.!!! *** albo z μπρίκι

PS w tytule zabawa z wersami piosenki „Finlandia” duetu B.Linda&Świetliki

PS II wpis powstał przy udziale JJ – Przyjaciela na emigracji w Graudenz . Czyli bliżej**** niż planeta Hoth w Układzie Hoth.

**** bliżej od Bródna bo od Dagobah dalej nie wspominając o Alderaanie.

PROLOG : 1.«wstępna część utworu literackiego lub scenicznego» 2.«jazda na czas poprzedzająca etapowy wyścig kolarski lub będąca pierwszym etapem takiego wyścigu»

Tak głosi Słownik Języka Polskiego PWN. I żyłem sobie w błogim przeświadczeniu, że prolog można albo przeczytać albo obejrzeć. Aż tu nagle, zajrzawszy do Kawiarni Forum, Prolog wypiłem.

Do kubka trafiło myte, organiczne Peru Selva Andina poddane działaniu Aeropressu.

Napar z kopenhaskich ziarenek wyszedł jak na metodę parzenia nadwyraz delikatny. Mandarynki, cytryny i orzechy ale w wersji bardziej brut. Kawa dobra bardziej na upał ale zachęcająca mimo aury do pobróbowania innych wypałów dokonanych przez potomków duńskiego księcia* .

*tego, któremu Horacio słowa te na ostatnie pożegnanie podarował : „Now cracks a noble heart. Good night sweet prince:  And flights of angels sing thee to thy rest.”

 
 

Bajki z mchu i paproci

Ursynów jakoś nie ma szczęścia do nowofalowych kawiarni. Niby jest potencjał ale cośjakoś nie idzie. Mam nadzieję, że przyjazna Paprotka Café , którą w sierpniu zagościła w miejscu Lisiej Kity 2 to zmieni .

Dziś do kubka trafiła przelana Kenia z Palarni Praska.

Smakowita. Dużo winogron, truskawek, liczi.* Na pewno by podeszła poniższym Dżentelmenom .

*i żadnych pomidorów

Ścieżką pośród łąk tak wesoło, lekko iść. Tam lśni jaskra pąk, tu miętowy pachnie liść.

Herezja towarzyszy ludzkości od początku rozwoju religii. Do kacerzy należeli min waldensi, katarzy, zurwanianie , mazdakici, bieginki, bahaici, bogomili, każdy kto nie wierzy w Wielkiego Oma oraz N’O Herezjarcha .

Do tego zacnego grona dołączył Piotrek Jeżewski* ze swoją nowiutką palarnią Heresy Reformed Coffee.

Gwatemala La Senda, starożytnej odmiany Typica, przed paleniem została poddana 36-cio godzinnej maceracji w środowisku dwutlenku węgla. Kolisty wykres z etykiety zdobiącej wieczko słoiczka** sugeruje dużą ilość nut owocowych , nieco kwiatowych i odrobinę słodyczy Maillarda. Zabrakło mi miejsca*** na tropikalną, laktozową jogurtowość uwalnianą podczas fermentacji.

Zmielone ziarenka przelał Signor Piotrek z dawno niebyłego****, sławnego Fat White Coffee Baru.

Kawa wyszła gites. Brzoskwinie, pomarańcze, konfitura wiśniowa. Good…Good… jak mawiał pewien Imperator.

*w kooperacji z Karoliną Kosno

**mam nadzieję, że będzie istniała szansa uzupełniania pojemniczka świeżymi ziarnami bez konieczności kupowania nowego.

***choć najpewniej smak ten jest spoza użytej skali

**** nie że zniknął a jażem poprostu Fat White’a nie miał dawno po drodze. Ufff…

PS Herezjarcha z obrazka pochodzi z pierwszego wydania AD MCMLXXXVIII arcykomiksu „Szninkiel” Panów Rosińskiego i Van Hamme’a

PS 2 tytuł wpisu zaczerpnąłem z tekstu piosenki Jeremiego Przybory wyśpiewanej do nutek Jerzego Wasowskiego przez Mieczysława Czechowicza. A dla czego taki tytuł wydedukujcie Sami.

PS 3 nie mogę się doczekać spróbowania pozostałych wypałów

Ale oczywiście nie takich jak na XV-wiecznej ilustracji do „Grandes Chroniques de France”.

PS***** 4 Na stosie palą się nie ziarna dajmy na to panamskiej Geishy a XIII-wieczni panteistyczni heretycy almaryjscy pod czujnym okiem min. szubienicznika Montfaucona.

***** skróty PS nie oznaczają kolejnych modeli Play Station!

See only a chocolate Jesus can satisfy my soul

W słowach piosenki Toma Waitsa&Kathleen Brennan o Czekoladowym* Jezusie jest ziarno może nie prawdy a przesady bo także filiżanka gorącej czekolady ze staromiejskiej Kawiarni Same Fusy nasycić może duszę.

Zmysłowo gęsta, o jedwabistej strukturze, kryjąca w swych zniewalających otmętach porcję cudownej wiśniowej** konfitury. Zawartość filiżanki przynosi na myśl tytuł arcyobrazu Hieronima Boscha „Ogród rozkoszy ziemskich”.

Wizytując kawiarniane okienko wybrałem nieco perwersyjną wersję z marszmalołsami ale można też klasycznie, pobożemu z bitą śmietaną.

Będąc w Stolycy podążcie za głosem warsiaskiej rymowanki : „Czy to zima , czy to lato czekoladą kup mi tato” wdepnijcie koniecznie do Samych Fusów po kubeczek płynnego Czekoladowego Jezusa .

*albo o Jezusie z czekolady. Różnie na Mieście gadają.

**można popełnić szalenstwo i zamówić gor.czek. z konfiturą z płatków róż. Też grozi wstrząs z rozkoszy.

PS utwór „Chocolate Jesus” znajdziecie na LP Toma Waitsa „Mule Variations”

Baby, ach te baby! Czym by bez nich był ten świat?

Panie Baristki z Café Baru Relax* wpadły na znamienity pomysł autorskiej kawy pod chwytliwym tytułem, vide poniższe foto, pod przelew .

Wypału dokonano na Kolumbii Finca La Cristalina Castillo Natural. Przelew okazał się dość wytrawny . Kawa zbożowa z suszonymi orzechami laskowymi z ananasami z czarną porzeczką z czymś na kształt jogurtu tropikalnoowocowego przywodzącego na myśl kawy z fermentacji beztlenowej**.

Smaki*** w sam raz pod atak zimy.

Na załączonym obrazku widać gustowny relaxowy pin co go to sobie nie mogłem odmówić.

*co to w nim na relaksie

** albo tlenowej. Niepotrzebne skreślić.

*** czekam na kolejne

PS w tytule adekwatny fragment tekstu piosenki Jerzego Nela, którą do nutek Romana Palestera brawurowo zaśpiewał w roku 1933 Eugeniusz Bodo w filmie „Zabawka” Michała Waszyńskiego

Warszawski Festiwal Kawy

Dziś, jutro i pojutrze ma miejsce w zasłużonej dla boksu oraz autobusów Chausson Hali Gwardii pandemoniczna edycja WFK.

Jeśli miałbym wytypować z powyższej listy wystawców do kawowej kwadrygi wskazałbym Braci Ziółkowskich, Cophi, Gorillę i Story Coffee.

A że rzuciło mną set kilometrów, w krainę lisów mordujących kury, śniegu i psa przezwanego Mordechajem nieobecność na WFK uczciłem tradycyjnie parzoną kawą Fort* i szklaneczką napoju izotonicznego.

*pyszności takiej próżno na festiwalu szukać